środa, 20 lipca 2011

Saag Aloo czyli aromatyczny szpinak z ziemniakami

Dawno nie byłem w mojej ulubionej hinduskiej restauracji. Czasami za nią tęsknię tak mocno, że czuję smaki na języku. Pierwszy raz byłem tam z polecania Boss’a, który dodatkowo podpowiedział mi kilka dań wartych spróbowania. Saag Aloo- ziemniaki ze szpinakiem, Daal Saag- szpinak z soczewicą i dania a pieca tandoor.


Mieliśmy swój ulubiony stolik i swojego nieulubionego klienta-sąsiada, który we wtorki siadał przy stoliku obok i palił papierosy, zjadał tylko połowę tego co zamówił, nie patrzył na kelnera, bekał i czasami zasypiał. Nasz ulubiony kelner pochodził z Punjabu i za każdym razem pytał co się stało z polską piłką nożną. Kiedyś byliście świetni. Szarmach, Boniek- mówił, bezbłędnie wymawiając polskie nazwiska. Jedzenie było pyszne, pełne smaku, lekkie i nietłuste a porcje duże.


Było…właśnie, było, dlatego nie jest to już moja ulubiona hinduska restauracja. Ostatnie trzy razy były okropne. Bezsmakowo, ciężko, tłusto i mało. Brak satysfakcji. Mam wrażenie, że mają syndrom polskiej drużyny piłkarskiej…

Minęły już prawie dwa lata od ostatniego razu i wciąż nie wiem czy dać im kolejną szansę, ale ponieważ chodziło za mną saag aloo, zrobiłem własną wersję* i dzielę się nią z Wami ;)


Saag Aloo czyli aromatyczny szpinak z ziemniakami
(2-4 porcje)

2 łyżki oleju
1 szalotka (plasterki)
1-2 cm czerwonego chilli (plasterki)
2 ząbki czosnku (plasterki)
1 łyżeczka drobno posiekanego świeżego imbiru
Szczypta łagodnego curry
Szczypta garam masala
½ kg młodych ziemniaków (pociętych w ćwiartki i obgotowanych przez 8-10 minut; mają być miękkie, ale
nie rozpadające się)
1-2 łyżki masła (lub ghee)
100g szpinaku (2 garści)
½ pęczka kolendry (z grubsza pocięty)
Sok z ½ limonki (do smaku)
Sól morska

Rozgrzej olej na średnim ogniu, podsmaż czosnek i szalotkę przez 2-3 minuty aż będą miękkie. Dodaj imbir, chilli i przyprawy, podsmaż przez minutę, dodaj ziemniaki żeby się podgrzały. Następnie włóż masło a kiedy się roztopi dodaj szpinak i kolendrę. Posól i zmniejsz ogień, poczekaj aż szpinak się zeszkli, wlej sok z limonki. Wymieszaj i podawaj**.

*Zaznaczam jeszcze raz, że nie jest to typowe saag aloo, jakie można znaleźć w hinduskich restauracjach tylko moja „europejska” interpretacja tego dania.
**Wstawiłem to na menu z grilowanym łososiem z pastą piri piri i piklowanymi krewetkami.

10 komentarzy:

Majana pisze...

Fajnie i ciekawie piszesz, a taki szpinak musi być smaczny:)
Pozdrawiam.

Karmel-itka. pisze...

Arku, Arku...
znowu taki wspaniały post!
i te obłędne jedzonko.
och, zawsze tak umiesz zauroczyc kobietę xd
dlatego właśnie Cię nominowałam do zabawy ;]
może wpadniesz?


http://karmel-itka.blogspot.com/2011/07/7-rzeczy-o-mnie.html

Anna Maria pisze...

Saag aloo jadam rzadko, znacznie częściej różne daal.
Szkoda, że knajpa tak się zepsuła - ale zawsze można poszukać innej;-)

Mar pisze...

A ja nigdy nie byłam w restauracji hinduskiej (chociaż w wielu wegetariańskich można dostać coś hinduskiego), ale bardzo często robię coś na tę modłę (moją pierwszą książką w tym temacie była, nie śmiej się proszę, "Kuchnia Kryszny", - przy czym korzystałam z niej mało ortodoksyjnie, bo bez czosnku, cebuli i octu życia sobie nie wyobrażam, na szczęście bez mięsa tak:)). Saag Aloo nie robiłam i nie jadłam, ale właściwie nie wiem dlaczego, skoro w CAŁEJ liście składników nie ma ani jednej rzeczy, której nie lubię:)

karoLina pisze...

Za mną też ostatnio chodzi hinduska restauracja. A chociaż pewnie żadna nie jest w stanie dorównać tej, w której pracowałam, to ta krakowska całkiem mnie zadowala. Pewnie jednak szybciej też będzie zrobić sobie coś samemu. Szpinak zwykle jadłam z panirem, ale ponieważ w okolicy jest raczej trudno dostępny, zamienienie go na polskie warzywo narodowe będzie rozsądną decyzją.

Bareya pisze...

Zdecydowanie ciągnie mnie do kuchni indyjskiej, azjatyckiej czy karaibskiej. Wypracowano w tych kuchniach bardzo ciekawe i jak mówisz lekkie dania. Aromatyczne, głębokie w smaku gdzie ważną rolę grają przyprawy. Suma połączeń daje nieziemskie efekty z pozornie zwykłych elementów.
A co do knajp to chyba nagminnie jest tak, że pierwszy rok trzyma się poziom a potem "jedzie" się "po łebkach".
pozdrawiam

magda k. pisze...

szkoda,że Twoja ulubiona knajpka tak podupadła, ale są plusy dzięki temu chciało CI się przygotować to danie i ja chętnie zgapię je od Ciebie :)

Kuchareczka pisze...

Porównanie z polską drużyna piłkarską jest mistrzowskie ;)

Ania vel Vespertine pisze...

Jak zwykle bezbłędny wstęp :)

k. pisze...

Właśnie skończyłam to gotować. Wszyscy wcinają aż im się uszy trzęsą!!!