sobota, 5 czerwca 2010

Prawdziwa rozpusta

Niesmak do przechwałek mam od zerówki, kiedy to postanowiłem zabłysnąć przed moją ulubioną nauczycielką swoim nowym skórzanym paskiem, z którego byłem bardzo dumny. Pamiętam, że poczułem się jakoś dziwnie, zaraz po tym, jak bez wyczucia wypaliłem – Proszę Pani, a fajny mam nowy pasek?... Nie wiem dlaczego, ale nie lubiłem tego uczucia kiedy wszyscy przerwali zabawę i patrzyli na mój nowy pasek. Od tamtej pory staram się nie zwracać na siebie uwagi w tak tandetny i mało finezyjny sposób. Daję innym swobodę obserwacji, robię swoje i niech efekty tego co robię mówią za siebie.


Dzisiaj jednak muszę odejść od tej zasady i pochwalić się tym, że moje dwa dania (przepis na jedno z nich jest tutaj) zajęły trzecie miejsce w konkursie zorganizowanym przez firmę Premier Foods dla studentów drugiego roku Foundation Degree, International Culinary Arts na Thames Valley University. Potwierdziło to, że nawet idąc lekko pod prąd można coś osiągnąć. Grejt sakses!


Pozostając w dobrym nastroju, parę dni temu Nobleva wciągnęła mnie Bareyę i Micha do zabawy w 10-te zdjęcie prezentując piękny kawałek absurdu. Posiadam parę zdjęć abstrakcyjnych, ale ujawnię je na nowym, do tego celu stworzonym blogu. Pokażę jednak piękne (moim zdaniem) zdjęcie londyńskiej sztuki ulicznej znalezione na ścianie stacji Kingsland. Podejrzewam, że obraz ma wielu autorów. Najbardziej lubię ludka w meloniku :)


Trzecia sprawa to moja stara/nowa chwilowo ulubiona pasta. Bardzo szybka i świetna na przyjęcia/imprezy przy grillu, absolutnie wykonalna w domu, ale chyba nic nie może się równać z pysznym jedzeniem na świeżym powietrzu i szklanką dobrego wina/piwa w ręce…wybór należy do Ciebie. Tak czy owak czysta rozpusta (jak sugeruje nazwa sosu*)



Linguini z sosem Puttanesca i jednominutowym, grillowanym stekiem
(2-3 porcje)

200g linguini
2 cienkie (½ cm) steki wołowe

Puttanesca:
2 średnie pomidory
1 szalotka lub pół czerwonej cebuli
10-12 oliwek (jakie lubisz)
6 listków świeżej bazylii
Łyżka oliwy z oliwek
Sól morska
Świeżo mielony pieprz

Dodatki:
Kilka plastrów papryki jalapeno ( ze słoika, w zalewie)
3-4 łyżki szybkiego sosu pomidorowego (opcja, ale wskazana haha)
Suszone płatki chilli
Natka pietruszki
Oliwa z oliwek


Żeby zrobić sos Puttanesca potnij pomidory, szalotkę, oliwki i bazylię w „niedbałe” cząstki, dopraw szczyptą soli i pieprzu, wlej oliwę i wymieszaj.


Ugotuj linguini al dente.
Rozgrzej łyżkę oliwy na patelni, wrzuć Puttanescę i podsmaż przez 3-4 minuty, dodaj papryczki jalapeno i 2-3 łyżki sosu pomidorowego. Zmniejsz ogień, podgrzej, dodaj ugotowane linguini i wymieszaj.


W międzyczasie na mocno rozgrzanym grillu (lub patelni) usmaż steki przez około minutę z każdej strony. Po usmażeniu posól i popieprz, odczekaj minutę i potnij w paski. Dodaj do linguini, wymieszaj i podawaj.

* Tylko dla bezpruderyjnych czytelników...

18 komentarzy:

Magdalena pisze...

przede wszystkim gratulacje z powodu grejt sukses. I w ogole szkoly...

Puttanesca to moja ulubiona pasta z czasow studenckich, na cieplo, na zimno etc...ale bez steka - bo nie bylo na na steki stac, he he !

majka pisze...

Ludka w meloniku powiadasz...ekhm...no...fajny jest :) A jeszcze fajniejsza jest ta pasta. Mniam!

I gratuluje! Kazde Twoje danie wyglada niesamowicie pysznie :)

Amber pisze...

No tak, zgadzam się - to prawdziwa rozpusta!Stek i jeszcze puttanesca.
Niesamowite połączenie. I wyróżnienie - absolutnie zasłużone!

magda k. pisze...

Gratuluję, ale wcale się nie dziwię, przecież Ty świetnie gotujesz i to dlatego ten grejt sakses :) pozdrawiam

Bareya pisze...

Trzeba się chwalić sukcesami bo, to jak niepowiadamianie o swojej wystawie czy wydaniu książki...
Cieszą mnie sukcesy innych i motywują.
Może dobrą okazją w tym momencie jest przekonanie się do dobrego steka, bo kiedyś jakiejś diecie kopenhadzkiej albo innemu debilizmowi uległem i się odchudzać zacząłem. W diecie były głównie, sałata, jaja i steki. Chyba nie potrafiłem do nich "podejść" i żarłem te podeszwy ku chwale zrzucanych kilogramów. Schudłem z 30 deko a steki wylądowały w kulinarnym więzieniu do "dziś". pozdrawiam

asieja pisze...

z gratulacjami!
i z zachwytami nad zdjęciami. lubię tą prostotę i minimalizm. choc na talerzu wyglądają niezwykle dekoracyjnie.

nobleva pisze...

Takimi rzeczami chwalić się należy :) gratuluję. Dziękuję za udział w zabawie, u Bareyi też Londyn ;) Twoje zdjęcie nasuwa mi skojarzenie z malunkami jaskiniowców: naścienny no i w dość nowoczesnej jaskini. Ze stekiem lubię noodle ale pasty ze stekiem nie jadłam, wygląda rzeczywiście rozpustnie :D

Monia Wu pisze...

Fiu fiu, ależ tutaj szykownie. Czytam, czytam i odkleić się nie mogę :)) Świetne te przepisy. I jak ładnie sfotografowane. No bardzo mi się tu podoba...

Ania vel Vespertine pisze...

Ha, ale delikatnie próbowałeś wydusić z pani komplement ;)))

Tez mam kilka podobnych zdjęć w komputerze ( z abstrakcją ścienną, ze tak powiem), ale daję sobie rękę uciąć, że Twoje biją moje na łeb!

Ale zara, zaraz, co dziś u Ciebie w kuchni? Czerwone mięso? MOże jak ktoś mi przyrządzi...

;)

Ania vel Vespertine pisze...

NO wiesz, gratulacje też ślę :))))

Polka pisze...

Panie myślę że byś umiał mnie przekonał do jedzenia świnki :)
Jeśli mogłabym prosić taką z jabłkiem i rozmarynem byłoby pycha ;)
Gratuluję! Ale Ty masz Chłopie talent i byłam pewna, że wszystkich na łopatki :)

karoLina pisze...

No tak, puttanesca, mam niespełnioną ochotę zrobić odkąd o niej usłyszałam za sprawą którejś części Serii Niefortunnych Zdarzeń i dopiero teraz przyszło mi na myśl, że autor okazał niemałe poczucie humoru każąc niewinnym dzieciom ugotować akurat tę pastę.

I gratulację oczywiście :) Bo uzasadnione powody do dumy nie mają nic wspólnego z wstrętnym samochwalstwem.

zemfiroczka pisze...

Siostro Arkadio, ja kajam się okrutnie, żem sobie u Ciebie zaległości nadrobiła. A Ty tymczasem tutaj nie tylko rzucasz mięsem (pierwsze zdjęcie jest w deseczkę, poproszę o więcej takich bezeceństw), ale i nowiny piszesz.
Więc tak: gratki szczere i czekam na blogaska. W tak zwanym międzyczasie poprzełykam ślinę, bo ktoś mi tutaj ochoty narobił na konsumpcję.

z pozdrowieniem!
Oko w niedoczasie

Bee pisze...

Ha, ha, nigdy się nie zastanawiałam nad znaczeniem tej nazwy, chcociaż dzięki francuskim i włoskim szefom kuchni, lubiącym kląć we własnych językach, mogłam się domyślać czegoś nieprzyzwoitego :-)

Gratuluję nagrody!

Anonimowy pisze...

Moje Wielkie Gratulacje Braciszku na okoliczność osiągnięcia tak wspaniałego wyniku!!! Jestem z Ciebie dumny!!! Pozdrawiam!!!

Nicole pisze...

Gratuluje! :)) i dzięki za Puttanesce, że mi o tym sosie przypomniałes, zaraz sobie zrobię na obiad bo akurat wszystkie składniki mam :)

buruuberii pisze...

Arku, wiesz czasem trzeba wygrac jakis konkurs ;-) Gratulacje!

Pamietam z przedszokala, ze kolega chwalil sie nowym szalikiem, pozniej jedna z przedszkolanek chciala dla zabawy pozyczyc, wtedy Macius wypalil "a jak pani ma wszy, to co?" Takie to byly czasy...

Pozdrowienia sle :-)

nuovana pisze...

stek postawiłby mnie dziś na nogi.. muszę jednak ratować się tym co mam pod ręką, ale makaron będzie to na pewno. Dobra paściocha na przeziębienie to jest to. Pozdrawiam