piątek, 28 maja 2010

Jak sardynki na toście

Najpierw pełne napięcia oczekiwanie na planowo opóźniony pociąg, potem taktyczna walka o miejsce a następnie rozluźnienie, szybki skan towarzystwa i w większości przypadków (ludzkich?) udawanie najpoprawniejszego z poprawnych obywateli-podróżnych.



Dawno nie podróżowałem polską koleją, ale pamiętam, że kiedyś miało to swój urok. Czasami wielki, szczególnie kiedy szczęśliwie udało się zająć miejsce siedzące i obserwować przez kilka godzin zachowania współtowarzyszy podróży.


W przedziale zawsze najpierw panowała lekka konsternacja a potem kanapki, napoje gazowane, napoje alkoholowe, płacz dzieci, babcie/dziadkowie namawiający podopiecznych do jedzenia zaraz po odjeździe ( jedz, jedz kochanie, bo to przecież 2 (!!!) godziny przed nami…), ktoś zasłonił się książką, ktoś zaczął jeść rybę zawiniętą w gazetę, ktoś udaje, że śpi… czy może Pan otworzyć okno, czy może Pan zamknąć okno…następna faza to szereg pytań osobistych…a wśród starszych współpasażerów poszukiwania wspólnych znajomych…


Bywało miło i słodko, bywało kwaśno, ale najczęściej tłoczno jak w puszce sardynek.

Żałuję, że nie robiłem notatek. Piękna książka mogłaby z tego powstać.




Świeże sardynki na toście (latem…)
(1-2 porcje)


4-6 świeżych sardynek
2 tosty z białego pieczywa
2 duże pomidory
1 duża szalotka lub pół czerwonej cebuli
2 łyżki odsączonych kaparów z zalewy
1 łyżeczka posiekanej natki pietruszki
Sok z ¼ cytryny
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
Oliwa z oliwek


Zacznij od przygotowania sardynek. Filetowanie lub jak kto woli usunięcie ości jest bardzo proste. Po usunięciu wnętrzności ułóż sardynkę między palcem wskazującym a kciukiem i przyciskaj kciukiem wzdłuż kręgosłupa co spowoduje odejście mięsa od kości a następnie delikatnie chwytając za głowę wyciągnij cały szkielet. Opłucz i wysusz ręcznikiem papierowym.


Usuń gniazda nasienne z pomidorów i pokrój miąższ w półcentymetrową kostkę a szalotkę i kapary pokrój „niedbale”.


Rozgrzej łyżkę oliwy na patelni i dodaj szalotkę i pomidory. Smaż na średnim ogniu przez 1-2 minuty. Dodaj kapary i smaż kolejne 2 minuty aż pomidory zaczną się rozpadać (ale nadal powinny mieć kształt kostki). Dopraw solą, pieprzem i sokiem z cytryny, wsyp natkę pietruszki i wymieszaj. Odstaw w ciepłe miejsce.


Rozgrzej łyżkę oliwy na drugiej patelni, połóż sardynki (skórą do dołu), posyp solą i pieprzem i smaż około minuty. Przewróć na drugą stronę i smaż następną minutę lub dwie. Kiedy gotowe, połóż je na tosty i wykończ danie mieszanką pomidorowo-kaparową.


Jedząc czuj się jak na wakacjach nad morzem…

15 komentarzy:

nobleva pisze...

Bardzo sympatyczne letnie danie :) Lubię świeże sardynki (zwłaszcza ich cenę, he he). I co tam wyczytałeś w tych letnich poradach? Kurcze tu coś zimno i mokro, lato przyszło na łikend i sobie poszło.

asieja pisze...

pociągowe godziny.. mnie wciąż jeszcze towarzyszą. ukradkowe spojrzenia nieznajomych osób. chowanie się za książkami..a częściej za ekranem telefonów.
tylko ten sardynkowy ścisk już mniejszy. no może w popołudniowe piątki..czasem.
poczucie się jak latem z takim tostem..bezcenne!

Amber pisze...

Ja też dawno nie podróżowałam polskimi pociągami.Folklor takiej podróży może mnie przerosnąć...
Sardynki na pewno są pyszne. Wyglądają niesamowicie!

Agata pisze...

Ile bym dała za choćby jednego tosta z sardynkami... Poranne marzenie:)

Ania vel Vespertine pisze...

No i te kanapki z jajkiem... Kiedys podczas podrózy kobieta wyciągnęła z kieszeni małe zawiniątko, a po chwili wyłoniło się z niego JAJO. Na twardo. Wsunęła to jajo, bez kromki, bez soli, bez niczego! Mnie to zszokowało ;) O doznaniach zapachowych nie wspomnę...

Świeze sardynki na grzance? Podoba mi się.

Just My pisze...

już sam wygląda jest bardzo apetyczny,a co dopiero smak!

magda k. pisze...

wygląda jak mój idealny obiad :) super

Bareya pisze...

Żałuj, że nie robiłeś notatek. To była by piękna książka.
Mam to samo, też nie robiłem i teraz mózgowie muszę mocno wysilać aby przywołać te niewątpliwie ciekawe chwile.
A na te sardynki z kaparami to żeś mi smaka narobił bo przepis naprawdę zacny. Kapary potrafią zdziałać cuda prawda? pozdrawiam

Nicole pisze...

Super! uwielbiam sardynki, kojarzy mi się zdecydowanie z plażą i wakacjami :)

kulinarne fajerwerki pisze...

Gotowane jajka, które trzeba było obierać ze skórki-to był hit pociągowego prowiantu :) Twoje sardynki występują w wyjątkowo apetycznej kompozycji :)

nobleva pisze...

Arku, wciągnęłam Cię do zabawy: http://galangal.blox.pl/2010/05/10-te-zdjecie.html

Karolina pisze...

Opisales podroze w PKP, jkabym je wlasnymi oczami widziala. Ja tez uwielbialam siedziec i obserwowac ludzi. :)

Kanapka bardzo apetyczna. Musze przyznac, ze nie przyrzadzalam jeszcze sama swiezych sardynek. Musze sie kiedys z tym zmierzyc.

buruuberii pisze...

To byly czasy, lza sie jednak za bardzo nie kreci, z otwieranie okna, taa ;) A jaja na twardo?

Chlopaki widze, ze ostatnio polecaja ryby (Antka mam jeszcze na mysli) a dziewczyny biora, a co!

Pozdrawiam Arku, fajnie sie bylo spotkac, szkoda ze krotko, ale ze mna tak to jest... Mam nadzieje, ze bedzie jeszcze okazja!

nobleva pisze...

Mam zonga, zostawiłam Ci komentarz z zaproszeniem do zabawy?
http://galangal.blox.pl/2010/05/10-te-zdjecie.html

Polka pisze...

Pewnie że będzie okazja! Dla mnie to dopiero początek :)
JAJO to moja zmora podróży w PKP... Z domu na studia jechałam albo 10.5 godziny pociągiem Hetman, albo prawie 12 pociągiem Wrocław (nocnym) :) Ubaw na całego! Wtedy jeszcze paliłam więc zadymialiśmy cały przedział żeby się nikt nie dosiadł :)
Takie chamy z nas były :)
AA i jeszcze przecież pomidory z solą gryzione tak, że sok kapał na sąsiada obok :D