poniedziałek, 7 marca 2011

Przedwiosenno-(wciąż)zimowy tabouleh

Gdybym kilka lat temu nie wiedział, że tabouleh pochodzi z Bliskiego Wschodu, byłbym w stanie uwierzyć, że jest amerykańskim klasykiem. Na prawie każdej domówce organizowanej przez znajomych Amerykanów, tabouleh zajmowała centralną pozycję w menu a jej obecność zawsze była podkreślana zapowiedziami i komentarzami. To na pewno moje osobiste i przesadzone spostrzeżenie, ale wyobraźcie sobie, że kilka różnych osób z tą samą świeżością i zaangażowaniem tłumaczy Wam, że zrobił/a tabouleh głosem, który wymusza w Was zachwyt i uznanie. Czasami miałem wrażenie, że chodzi o jakieś epokowe odkrycie jak wynalezienie penicyliny, koła czy potwierdzenie życia na Marsie (ups, zły przykład bo to akurat jest możliwe, mój szef jest na to żywym przykładem. Bywa tam regularnie ;)…*


Tabouleh to pyszna sałatka, ale w dalszym ciągu tylko sałatka. Prosta w przygotowaniu, o niezliczonej ilości wersji, jak nasz bigos, pozwalająca gotującemu na indywidualne jej kształtowanie. To w niej lubię, jest bardzo plastyczna, przez co doskonale nadaje się na wiele okazji. Jako danie samodzielne lub dodatek, niezależnie od pory roku. Dzisiaj przedstawię Wam moją własną wersję tabouleh, przedwiosenno-(wciąż)zimową. Oczekuję zachwytu i uznania hehehe!


Przedwiosenno-(wciąż)zimowy tabouleh
(4-6 porcji)

200g kaszy bulgur
2 łodygi selera naciowego pociętego w cienkie plastry
3-4 szczypiory (spring onions) pocięte w plasterki
1 mały pęczek natki pietruszki, z grubsza posiekany
½ małego pęczka mięty, z grubsza posiekanego
2 łyżki orzechów pecan (lub włoskich) z grubsza posiekanych
1 łyżka orzeszków piniowych
1 łyżka prażonych pestek dyni
1 granat (nasiona+sok)

Dresing:
1 ząbek czosnku, drobno posiekany
½ łyżeczki cynamonu
4 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka octu balsamicznego
½ łyżeczki miodu
Sok z granatu

Zacznij od przygotowania bulguru. Wsyp go do miski, zalej gotującą się wodą parę milimetrów ponad jego poziom i przykryj szczelnie pokrywką lub folią plastikową. Odstaw na pół godziny do żeby kasza napęczniała.

Zrób dresing mieszając ze sobą wszystkie składniki aż zamienią się w gęstą, „jednolitą” emulsję. Dodaj więcej miodu o ile uważasz to za stosowne.
Wymieszaj kaszę z pozostałymi składnikami i zalej dresingiem. Smacznego!

Zawsze uwielbiam pierwszy kęs tej sałatki. Taki bogaty w smaku i orzeźwiający. Mniammm…

* Proszę się nie gorszyć! Jego żona jest tego samego zdania:)

26 komentarzy:

Marta pisze...

Arku a ja zawsze się zachwycam Twoimi recepturami! Zwłaszcza jak jest to wegetariańska, zdrowa i chociaż odrobinę wiosenna sałatka :) Jak na nią patrzę to czuję, że jest krok bliżej do wiosny :)

arek pisze...

Marto,
bardzo mi milo:D Postaram sie nie opuscic poprzeczki ;)

Kasia pisze...

Wygląda świetnie i jestem pewna że dobrze smakuje :) Jedyna drobna trudność którą widzę to nadmiar orzechów i pestek, dla osób starszych albo chorych to nie do jedzenia :'-/ (ja należę do drugiej kategorii..) Ale myślę że to piękna inspiracja, mogłabym zrobić wersję bez pestek i orzechy zastąpić sosem z masła orzechowego :)

To chyba mój pierwszy komentarz tutaj, ale od dawna obserwuję ten blog, i dużo się nauczyłam.

Serdecznie pozdrawiam :)
Kasia J.

Majana pisze...

Mniam,mniam, jak dla mnie wygląda pysznie! Nigdy nie jadłam, chyba czas spróbować.
Pozdrawiam:)

Maggie pisze...

Podoba mi sie ta wersja - jestem pewna, ze dzieki orzechom smakuje wyjatkowo. Tak wiec - wyrazy zachwytu i uznania :)

Dorothy pisze...

Wspaniała sałatka, uwielbiam takie:) Zachwyciła mnie swoimi składnikami i prostotą wykonania, czy tą kaszę kupię każdym hipermarkecie? Pozdrawiam!

magda k. pisze...

a ja u Ciebie zawsze odkrywam coś nowego, zaskakujesz mnie bardzo pozytywnie Arku :)
sałatka zapowiada się bardzo apetycznie, muszę koniecznie zrobić i pewnie też będę czekać na wyrazy uznania :)

majka pisze...

Ach! Och! Zachwyt gwarantowany :)) Bardzo lubie tabouleh. Ta Twoja zimowo-wiosenna wersja zapowiada sie pysznie. Swietna alternatywa dla takiej "zwyklej" wersji, jaka jadam (i oczywiscie robie :))

Amber pisze...

Arku,niestety,ja też mam wrażenie,że na słowo tabouleh niektórzy unoszą się nad ziemią.Może to takie zauroczenie jak niegdyś sushi.Teraz jest w każdym spożywczaku, a spotkać dobre po prostu graniczy z cudem.
Lubię kolory tej sałatki.

nobleva pisze...

Sałatka jest przede wszystkim piękna, niewątpliwie pyszna. Nie znam wielu Amerykanów, ale gdyby ktokolwiek ze znanych mi Irlandczyków coś takiego poczynił to ochy i achy i zachwyty pod niebiosa brzmiałyby przez tydzień.
Ja piniowe musiałabym sobie zastąpić - jedyna rzecz do jedzenia na którą mam alergię.

Karmel-itka. pisze...

Arku, jak smakowicie!
taki powieiw wiosny, tyle kolorów...
takie danie, biorę, Arku, biorę w ciemno!

Gosia pisze...

wspaniale jest,tez czesto je robie ,musialabym sprobowac Twojej wersji,bo ten granat i orzechy bardzo mnie pociagaja w niej :)
Pozdrawiam :)

aga pisze...

podoba mi sie Twoja wersja, wyglada pieknie:) zapisalam juz nawet przepis:)

Anoushka pisze...

Eeeetam, moja wersja jest lepsza;-p
żeby się przekonać musimy je porównać ;)

Fajny pomysł z tym granatem!
Chyba się skuszę :)

Tilianara pisze...

:))))) podoba mi się historyjka, jak zawsze z humorem i ciekawie :)
A sałatka rzeczywiście elastyczna i pięknie kolorowa :) Ja ją zwykle robię latem, ale czemu w gruncie rzeczy nie teraz :) Ten granat mnie w niej kusi i ten dressing ciekawy!

ewelajna pisze...

Te nasionka granatu dodają tej sałatce uroku:)
A wiesz, że bulgr przywiozłam sobie z L.? Może czas go wreszcie otworzyć...

dorota20w pisze...

chętnie bym spróbowała

tjaryma pisze...

Chyba tej mięty nie przejdę, ale reszta naprawdę OK. Pozdro

Daria & Jarek pisze...

no dobrze, masz nasze zachwyty jak w banku!!! :) bo Twoje wyglada naprawde fajnie!!! Szczerze mowiac jeszcze nigdy nie jedlismy tak wiec wpisujemy Tabouleh na nasza liste do zrobienia natychmiast... :)

Karola pisze...

trafiłeś Pan tym granatem do celu! ekstra!!!

arek pisze...

Kasiu,
dzieki za pierwszy wpis i mile slowa:) zapraszam czesciej :)
A jezeli chodzi o orzechy to sam z niektorymi mam problemy i nie moge ich naduzywac.. najwazniejsza jest inspiracja, reszte zawsze mozna zmienic;)

Majana,
oj czas! oj czas!!

Maggie,
:D jak ja to lubie ;)))

Dorothy,
dawno mnie nie bylo w PL ale kiedy bylem ostatnio widzialem ja w Tesco, Realu i paru innych.

Madziu k,
w sumie to nie wiem co lepsze salatka czy wyrazy zchwytu ;) sprawdz sama:)

Maju,
alez nie trze..ba.. , to nic takiego ;))

Amber,
dokladnie, sa takie nazwy, ktore powoduja ten dreszcz w czlowieku;) mam kolege (kucharza) ktory tak ma z okra. Sam jej prawie nie je, ale lubi uzywac tego slowa na menu !!!

Nobleva,
wierze na slowo :) ja mam mini alergie na pekany.. ale daje rade ;)

Karmel-itko,
i o to chodzilo! Kolor i swiezosc :)

Gosiu,
tak, granat i orzechy nadaja jej nowego wymiaru ;)

Aga,
czekam wiec na recenzje ;)

Anoushko,
taaaa napewno taka sama tylko troche inna ;)

Tili,
daj sie skusić...daj sie skusić...daj sie skusićććć ;)

Ewelajno,
i widzisz, jaki piekny powod. Bulgur stad, przepis stad. Musisz zrobic! ;))

dorota20w,
chetnie bym sie podzielil :)

tjaryma,
jak chcesz mozesz bez miety, ale wtedy duzo traci na uroku. Twoj wybor ;)

Daria&Jarek,
ach dziekuje ;)zrobcie, naprawde polecam!

Karola,
ma sie oko, co? ;))

wiedźma_florentyna pisze...

a co jest "bazą" a co "udziwnieniami"?
(zgłodniałam)

Kuba pisze...

Fajna sałatka. Nie znałem takowej (wśród znajomych nie mam amerykanów, co wiele tłumaczy). Pozdrawiam!

arek pisze...

Florentyno,
podstawowa baza to bulgur, pietruszka, mieta i szczypior z oliwa i sokiem z cytryny

Kuba,
dzieki:) w sumie to nie wiem jak mi ten granat przez worda przeszedl niezauwazony ;))

Atria C. pisze...

Przepis na łosoia wędzonego w herbacie widziałam już bardzo dawno w jednej z moich ksiązek kucharskich zi bardzo mnie pociągał.. ALE: zadymienie moich 30m2 nieco mnie przerażało i przeraża.. Fajnie że Ty się odważyłeś. Piszesz że dymu nie było dużo, ale długo wietrzyłeś?;)

buruuberii pisze...

No klasa do kwadratu, a ten kwadrat to za ziarna i sok granatu Arku :-) Taka "amarykanska", w zyciu bym nie zgadla...