środa, 7 września 2011

Czego człowiek nie dosłyszy...to sobie dopowie

Praca w międzynarodowym i wielokulturowym towarzystwie ma wiele wad i zalet. Nie mówię, że jest trudniejsza- jest bardziej wymagająca, szczególnie na początku. Żarty mogą zostać źle zrozumiane, stanowczość może okazać się agresją a gesty sympatii odebrane jako obraźliwe. To jednak temat na pracę z zarządzania zasobami ludzkimi a moje doświadczenie to raczej duży zbiór zabawnych historii, wpadek sytuacyjno-językowych, prowadzących do jednego wniosku: wyrażaj się jasno, potwierdź, że zostałeś zrozumiany i nie zostawiaj niczego na domysł.


Bardzo lubię obserwować minę naszego marokańskiego* kolegi rozmawiającego przez telefon z kelnerami przekazującymi dodatkowe życzenia klientów. Jeżeli życzenie jest proste- nie ma problemu, ale przy bardziej skomplikowanym mamy na jego twarzy piękną gamę idealnie przechodzących jedna w drugą min. Od uprzejmego uśmiechu przez konsternację z bezmyślnym przytakiwaniem do ewidentnego braku zrozumienia i paniki (w tym momencie przestaje przytakiwać i bez słowa przekazuje mi słuchawkę).


Kilka tygodni temu poproszony o miętę (mint) wysłał kilka kawałków pieczonej wołowiny (meat), ale największym przebojem było opisanie sosu z masła orzechowego jako penis sos (peanut sauce) !! Wczoraj wrócił z wakacji, nie było go prawie dwa miesiące, to wystarczająco, żeby wypaść z rutyny i odzwyczaić się od języka - czekam na efekty ;))

Sos z masła orzechowego
2 łyżki oleju słonecznikowego
2 szalotki (drobno posiekane)
2 ząbki czosnku (drobno posiekane)
2cm kawałek świeżego imbiru (starty na najmniejszych oczkach tarki)
1 czerwona papryczka chilli (drobno posiekana)
250ml mleczka kokosowego
1 łyżeczka brązowego cukru
150g masła orzechowego z kawałkami orzeszków
Łyżka posiekanej kolendry (opcja)
Mała szczypta soli morskiej (opcja)

Rozgrzej olej na średnim ogniu, dodaj szalotki i podsmaż aż zaczną mięknąć, uważając żeby nie przypalić. Następnie dodaj czosnek, imbir i chilli i podsmaż przez 2-3 minuty, wlej mleczko kokosowe. Kiedy zacznie się gotować zdejmij z ognia i wmieszaj masło orzechowe, kolendrę i sól. Jeżeli wydaje ci się za gęste dodaj trochę gotującej się wody.

Podawaj z marynowanym mięsem z grilla.

Ja najbardziej lubię go z wołowiną lub piersią kurczaka pociętymi w długie paski i marynowanymi przez noc w zalewie (przepis na kg mięsa):
100ml oleju słonecznikowego
2 łyżki oleju sezamowego (opcja)
1-2 drobno posiekane chilli
2-3 rozgniecione ząbki czosnku
2-3 łyżki sosu sojowego


* Tak naprawdę jedynego Brytyjczyka w zespole.

19 komentarzy:

Kasinka pisze...

Przepis na marynatę naprawdę odlotowy. Uwielbiam wołowinę, więc wypróbuję na pewno.

ewelajna pisze...

Arku, zabawnie tam musicie mieć niekiedy... U nas w hotel szefem kuchni jest pół Albańczyk, pół Grek mówiący już nieźle po polsku(- z polką żoną:)). Po Twoim poście ciekawa jestem co dzieje się w naszej kuchni...
Ten sos... Mam otwarte mleko kokosowe... :)

Polka pisze...

Arek :)) Lekko zadławiłam się ostatnim łykiem piwa!
Różnice językowe (i nie tylko - bo i akcentowanie, gestykulacja, mimika, ton głosu) są wspaniałe :) Brakuje mi trochę tego. I dystansu ludzi do siebie. Smutnym i zadufanym w sobie jesteśmy narodem...
Penis sos to moje motto na jutrzejszy dzień :)

Pozdrowienia dla Małżonki!

Majana pisze...

heheheh;D Dobre ;-)

A sos interesujący :)

Pozdrawiam.

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Arku! Uśmiecham się, uśmiecham i to się jeszcze długi nie zmieni po tym poście! Wesoło macie z tym Waszym marokańskim Brytyjczykiem:D Mam nadzieję, że będzie ciąg dalszy!!!
Pozdrowienia:)

Bareya pisze...

Podoba mi się "penis sos". Dobra nazwa na oryginalne dodatek.
A ta marynata do wołowiny bez oleju sezamowego to by była już nie ta marynatą. Tak myślę...
p.s. a tak wogóle to masz tak ciekawe towarzycho
pozdrawiam

Sisters4cooking pisze...

Rewelacyjny ten sos! Koniecznie musze wyprobowac!

Marta pisze...

Oj zupełnie jak u mnie, tylko, że ja tak mam w domowej kuchni :) Od kilku tygodni dzielę mieszkanie z Marokańczykiem i podobne lapsusy językowe też się dzieją kiedy rozmawiamy :):)

burczymiwbrzuchu pisze...

Penis sos i szaszłyk - wspaniała kompozycja, godna wypróbowania :)
U mnie dziś także szaszłyki, ale Tikka Masala, zapraszam, jeśli znajdziesz czas :)

Ania vel Vespertine pisze...

No tak, w ten oto sposób Twoje danie zostało zepchniete na drugi plan, bo wszyscy, którzy przeczytali wpis ;), zainteresowali się penis sosem :) Piękne, piękne!

Daria & Jarek pisze...

heheheheheh... :) podpisuje sie pod wpisem Ani powyzej, bo sama zwrocilam uwage 'na penis sos' :) ahahahaha smiejemy sie z Jarkiem jak szaleni... od dzis uwielbiam sprosne sosy... a roznice kulturowo- jezykowe sa do przejscia, do przyzyczajenia sie... wystarczy troche zmienic tok myslenia :) zazdroszcze Ci tego mixu jezykowego bo u mnie sami brytjczycy i czaasem ciezko dorownac akcentem ale polityczna poprawnosc nie pozwala im na male korekty, o ktore ja bym sie wcale nie obrazila... :)

spokojnej nocy :)

majka pisze...

Juz widze te przerazona twarz... :) Tylko tak sobie mysle, ze to chyba dla niego niezbyt smieszne musi byc :) Kiedys spotykalam sie w multikulturalnej grupie, w ktorej byla jedna Turczynka od lat mieszkajaca w Niemczech. Jej niemiecki byl tragiczny i miala ogromne problemy z wyrazeniem tego, co chicala powiedziec. I oczywiscie tez dochodzilo do roznych "interesujacych" sytuacji :) Mysle jednak, ze byly sama sobie winna bo jej przyjaciolka na przyklad mowila doskonale po niemiecku.

Na taki pyszny obiad chetnie bym wpadla do waszej restauracji :) Ja nie zauwazylam nawet nazwy sosu, chyba cos ze mna nie tak :)))

Pozdrawiam Arku.

Maggie pisze...

I ja czekam - moze byc wesolo, wiec bedziesz mial material na nowe anegdoty :)
A ten, hmm, falliczny sos naprawde smakowicie sie prezentuje :)

Wiewióra pisze...

Uwielbiam masło orzechowe i jego połączenie z niesłodkimi potrawami. Brokuły, marchewki i wołowina to dla mnie idealne zestawienie z masłem orzechowym. Twój Sosik do mięsiwa idealny!!!

arek pisze...

Kasinko,
polecam :))

Ewelajno,
tak, jest calkiem zabawnie a co ciekawe nawet miedzy Polakami z roznych regionow znajdujemy smieszne roznice ;))

Poleczko,
milo mi slyszec, ze Ci/Wam tego troche zaczyna brakowac hahaha

Majana,
tak, dobre, ale w malych dawkach ;))


Aniu,
napewno bedzie ciag dalszy- tego jestem pewien :))

Bareya,
Na razie nazywamy go tak w kuchni (ten sos), ale kiedys yrzeba bedzie przetestowac na klientach ;))

Sisters,
naprawde warto :)

Marta,
witaj w klubie ;)

burczymiwbrzuchu,
Tikka Masala? juz zagladam ;))

Aniu,
taaak masz racje, ale to przy okazji potwierdza co mowia w Hollywood: sex sprzedaje sie najlepiej ;)))

Daria&Jarek,
jest smiesznie, ale czasami brakuje mi Bossa, ktory poprawial moje bledy (na szczescie political correctness nie dotyczy kuchni ;))

Majka,
on dobrze mowi po Wlosku i troche po Francusku takze mamy teorie, ze bardzo podstawowy angielski mu wystarcza ;))

Maggie,
ze bedzie wesolo jestem pewien i nie omieszkam sie tym podzielic :))

Gosia pisze...

noooo,penisowy sos jest the best!!!! hihi-super,a tak naprawde tez jest super :)Najbardziej lubie wlasnie z szaszlykami z kurczaka.
Pozdrawiam :)
na pewno nie jest nudno u was w pracy :)

Mar pisze...

Haha, tak, wpadki językowe bywają...zapadające w pamięć;) Podzieliłabym się jedną w wykonaniu afrykańskiego przyjaciela ale brak jej przyzwoitości:) Sos też jest nieprzyzwoity. Nieprzyzwoicie pyszny (bo już nie wspomnę o kaloriach;)) Pozdrawiam!

dragonfly pisze...

Takie cudne lapsusy językowe strasznie zapadają w pamięć. Bardzo je lubię! :-) Sos super.

eMajdak (Polka) pisze...

Brakuje, brakuje ale Szwajcaria wciąż na szczycie listy :)