środa, 15 lutego 2012

Suflet z białej czekolady z kardamonem i myśli zebrane…


Wierzę w miłość i to, że ludzie są dobrzy z natury. Oczywiście na temat pierwszego nie można dyskutować, ponieważ, jest to uczucie irracjonalne i nie podlega żadnym regułom ani zdroworozsądkowemu myśleniu (oczywiście kiedy nas dopadnie). To drugie wydaje się naiwne i mimo wielu potwierdzających tą tezę doświadczeń nadal daję mu szansę. Dlaczego nie?!

Nie lubię narzucać swojej woli ani wizji innym, raczej staram się nią zarażać i dawać możliwość wyboru. Niestety to właśnie często odbierane jest jako naiwność a nie oferta możliwości współtworzenia czy współdecydowania. Jedną z najcenniejszych dla mnie wartości jest pozwolenie drugiej osobie na bycie sobą… niestety rzadko jest to doceniane i często nadużywane. Nie lubię grać gierek, nie lubię udawać kogoś innego, zawsze powtarzam, że świat jest tak duży, że każdy znajdzie w nim miejsce dla siebie, trzeba tylko mieć pomysł, wizję własnego ja. Nie macie podobnych obserwacji?


Nie chcę być tutaj świętym, który jest tak doskonały, że nie używa toalety… Oczywiście wkurza mnie to, kiedy widzę, zdjęcia, teksty czy przepisy bez najmniejszej wzmianki o (ewidentnie bijącym w oczy) źródle inspiracji, ale z drugiej strony cieszę się, że mogłem kogoś czymś zarazić. Składnikiem, techniką czy całym daniem…pamiętam komentarze do moich wpisów sprzed 2-2 i pół roku- nie znam, nie odważył(a) bym się, nie lubię- a teraz ? Codzienność ;))


Mówiąc szczerze nie rozumiem tej (blogosferowej) atmosfery ukrytej konkurencji i wszechobecnej ekskluzywności. Nawet Zdrowo Podjeść jedna z najbardziej prężnych i energetycznych grup kulinarnych jest bardzo elitarna i hermetyczna w swej otwartości. Przeczytałem tam ostatnio, że osoby słabiej gotujące wstydzą się tych lepiej gotujących. Co za bzdura!!! - krzyknąłem sobie w myślach. Jeżeli robię coś lepiej- chętnie się podzielę swoją wiedzą. Rozwijamy się podnosząc poprzeczkę do góry a nie odwrotnie. Oczywiście przeciętność jest bezpieczna, niewymagająca i w pewnym sensie asekurująca, ale czy nie sprawia nam wielkiej frajdy postawienie kilku kroków wyżej na gastronomicznej drabinie? Suflet, który nie opadnie, pięknie różowa pieczeń wołowa… Niech ci lepiej gotujący nas inspirują i motywują! Nie rozumiem również dlaczego moi znajomi stresują się moją obecnością na kolacji? Nie idę tam oceniać jakości jedzenia- czy pasta jest al dente czy nie, czy warzywa odpowiednio chrupkie, idę tam, żeby zjeść kolację w świetnym towarzystwie i dobrze się bawić. To raczej ja powinienem mieć „stresa”, kiedy oni przychodzą ;))


Kocham gotowanie i pisanie, to mnie napędza i chcę się tym dzielić - proste. Nie zrozumcie mnie źle, nikt nie zrobił mi krzywdy, ani nie naruszył ostatnio popularnych praw autorskich. To po prostu zbiór moich obserwacji, które nagromadziły się gdzieś po drodze i zapchały szufladkę przeznaczoną na ich przechowywanie…


Wczoraj były Walentynki a to nie tylko święto zakochanych, to święto przyjaźni i wydawało mi się, że to dobry moment na szczerą rozmowę ;)Dlatego chciałbym życzyć wszystkim, żebyśmy się wspólnie rozwijali i realizowali nasze pasje wspierając się i rosnąc w gastronomiczną siłę jak dobrze zrobiony suflet, któremu nie przeszkadza trzaskanie drzwiami do piekarnika :)

Suflet z białej czekolady z kardamonem
(4 porcje)

150ml mleka
8 szyszek kardamonu (zielonego)
20g masła (+ na posmarowanie kokilek)
Cukier demerara do posypania kokilek
25g mąki tortowej
1 łyżeczka mąki kukurydzianej (białej)
70g białej czekolady (startej na tarce lub drobno posiekanej nożem)
3 duże jajka (białka oddzielone od żółtek)
Szczypta soli

Zagotuj mleko z kardamonem, odstaw, żeby mleko przeszło smakiem kardamonu. Po 15-20 minutach wyjmij kardamon. Posmaruj kokilki (180-200 ml) dokładnie masłem i oprósz cukrem demerara, wstaw do lodowki.

Wymieszaj mąkę, mąkę kukurydzianą i czekoladę (suche składniki). W rondlu roztop masło i stopniowo dodawaj suche składniki mieszając trzepaczką lub drewnianą łyżką żeby rozbić grudki. Następnie stopniowo dodaj mleko i ciągle mieszając zagotuj. Zdejmij z ognia kiedy masa zgęstnieje, ostudź. Wmieszaj zółtka.

Rozgrzej piekarnik do 200ºC.

W czystej misce ubij na sztywno białka ze szczyptą soli. Używając metalowej łyżki delikatnie wmieszaj pianę białkową do masy czekoladowej uważając, żeby nie zniszczyć wszystkich pęcherzyków powietrza (to one będą go trzymały w pionie). Napełnij kokilki masą, wytrzyj brzegi (to ułatwi rośnięcie), ustaw na blasze i piecz przez 12-15 minut aż będą wyrośnięte i złocisto-brązowe.

Dobry Tokaj, polewa czekoladowa lub malinowa byłyby doskonałym dodatkiem (+100 na skali ajm soł seksi ;))

27 komentarzy:

eMajdak (Polka) pisze...

Mogę tylko powiedzieć amen.
Nie sakramentalne bron boże ;)
Arku CIESZĘ się że ktoś (Ty właśnie) ma takie same przemyślenia jak ja. UFF Oznacza to tylko tyle, że nie jestem dziwna i że się nie czepiam.
Pisze, rób zdjęcia, inspiruj, a inni niech się oblizują :)))
Uściski dla Małżonki!

asieja pisze...

trzaskanie drzwiami piekarnika.. skąd ja to znam!;-)
tak piszesz, że ja bym mogła się pod tym podpisać. i faktycznie.. ten nasz blogowy świat zmienia się z każdym miesiącem, nie wiem czy na lepsze,ale bezsensowna konkurencja jest widoczna. najważniejsze to robić to co kochamy. i kochać nie tylko walentynkowo, o.
pozdrawiam Cię ciepło!

arek pisze...

Polka!!!
to ja UFF bo juz myslalem, ze to u mnie cos nie styka ;)))

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Arku! Brawa! One Ci się należy za każdy post, za wszystko co tutaj (i nie tylko) robisz! I z mojej strony - UFF, wielkie! I wiesz, ostatnio miałam wiele takich przemyśleń, zwłaszcza dotyczących blogów - jak to mawiają "ambitnych", które niestety - co z przykrością odkryłam - bazują na kopiach, a jako źródła inspiracji odsyłają do jakiś niemal fikcyjnych i absurdalnych stron... Przykre to było, bardzo.
Bądź sobą - też to sobie powtarzam codziennie!
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie:)

Kamila pisze...

Kochać zawsze i wszędzie i uczy się od Najlepszych - od Ciebie. Czas sufletu też nastąpi :)

Marta pisze...

Arku biała czekolada jest dla mnie niebezpieczna, od dziecka wykazuję jakiś brak ograniczenia w jej jedzeniu. Ile tabliczek mi się podsunie pod nos tyle zjem, pewnie z sufletami będzie tak samo albo i gorzej!

A co do Twoich obserwacji odnośnie blogosfery, to cieszę się, że o nich napisałeś bo w końcu czuję ulgę, że ktoś uważa podobnie! Ja sama często łapię się za głowę i czuję się jak wariatka, bo z tyloma rzeczami w tym internetowym kółku gotującym się nie zgadzam i tylu rzeczy nie rozumiem, tej rywalizacji o której piszesz na przykład. I wielu innych rzeczy... Ale aż się boję zaczynać tą dyskusję nad resztą :)
Dziękuję za suflety i za myśli.

Zielenina pisze...

howgh ;-) Suflety jak marzenie, wcięłabym jak nic! :)

arek pisze...

Asieja,
moim zdaniem generalnie zmienia sie na lepsze, tzn. gotowanie jest coraz ciekawsze, ale to naturalnie napedza niektorych do wyscigu... a to ma tyle wspolnego z gotowaniem co fast food z domowym obiadem ;))

Kamila,
dziekuje :)) a suflet izipizi jak mowia angole :))

Ewa pisze...

Wszystko styka i to bardzo, mam podobne przemyślenia chociaż nigdy nie miałam odwagi, żeby o tym napisać. Poza tym ... to jak kto gotuje często ma małe znaczenie ... przecież tego nie jemy, a na to patrzymy, równie dobrze można by tynk do ramekinów wlać i pomalować, ważne żeby wyglądało - czyż nie ;) (nie na serio oczywiście). Arku nie wiem czy zauważyłeś, ale ewidentnie nowacyjne albo bardzo technicznie wymagające przepisy mają zazwyczaj mało komentarzy. Jak chcesz wyszukać jakiś polski przepis dla porównania to nic nie znajdziesz, publikujesz, czekasz bezpieczny odstęp trzech tygodni i nagle jest boom, jest wszędzie, ale nie od ciebie, ty nie jesteś inspiracją, inspiracją jest oczywiście zagraniczny blog, najlepiej taki, którego nikt nie ma w zakładkach... itd

arek pisze...

Kucharnia,
Aniu, wydaje mi sie, ze najwazniejsza jest szczerosc ze samym soba:)gastronomia/gotowanie to chyba najmniej odporna na kopiowanie dziedzina- niestety..
ale po co ten ped? do bycia najlepszym, najfajniejszym etc? najlepsi szefowie/restauratorzy jakich znam to trzezwi, racjonalni i skromni ludzie, szolmeni najczesciej maja cos do ukrycia haha

arek pisze...

Marta,
no to ladnie! ja w dziecinstwie tez wolalem biala czekolade, szczegolnie taka areo czy aero- babelki w srodku ;)
a co do przemyslen to mysle, ze zdrowo jest czasem sie nimi podzielic ;)

Zielenina,
i to mnie bardzo cieszy :)))

Browarnik Tomek pisze...

Musze to zjeść kiedyś!!!!!

Majana pisze...

Arku, z wielkim zainteresowaniem przeczytałam Twoje przemyślenia.

Chciałam napisać tu moje przemyślenia, napisałam i ... skasowałam.
Chyba wolę jakoś na priv.;)
Generalnie zgadzam się z Tobą.

Suflet wygląda obłędnie! Nigdy nie robiłam jeszcze, a chętnie bym skosztowała.:)

Ps. Zawsze czepiam się niepodawania źródła... Nie rozumiem,co to komu szkodzi napisać,skąd czerpie inspirację.

Usagi pisze...

Ponieważ nie wiem, do kogo pijecie we wcześniejszych komentarzach, wypowiem się ogólnie.

Myślę, że nutka konkurencji jest jak najbardziej na miejscu - Ty cieszysz się, że coś Ci wyszło, czemu ktoś słabszy nie miałby się cieszyć, że Ci dorównał? A skoro jesteś dobry, to czemu miałbyś na siłę pomniejszać swoje dokonania?
To nie zdrowa zazdrość, konkurencja i poczucie własnej wartości są problemem, to jakaś taka typowo polska mentalność. Przeciętny Polak patrząc na sąsiada, któremu się powiodło nie myśli: "Wow, ale zdolny człowiek, miał pomysł na biznes i mu się udało" tylko: "Kombinator, ciekawe na jakich przekrętach się dorobił". Tak samo ktoś, kto jest w czymś dobry, nie przyzna: "Tak, zapracowałem na to i jestem dobry" tylko będzie się płonił, wykręcał i na siłę pomniejszał swoje dokonania, albo chełpił na siłę i wpadał w kliki, w których będzie poszukiwał potwierdzenia swojej wyjątkowości. Jesteśmy strasznie zaściankowym i zakompleksionym narodem, co tu kryć. Z tego też bierze się chora chęć popularności, choćby zyskiwać się ją miało na cudzych dokonaniach. A popularność, pozycja lidera, sprawiają, że w końcu odbija.

Dlatego ja napiszę wprost: Tak, zazdroszczę niektórym lepszym ode mnie, choć są potrawy, z których jestem dumna. Wiem, że mogłabym być lepsza, ale brak mi tej pasji, którą widzę u niektórych i nie mam z tego powodu kompleksów - są takie dziedziny, w których się spełniam mocniej. Kiedy idę do restauracji - oceniam. Kiedy idę do znajomych, też oceniam, bo siłą rzeczy zastanawiam się, co zrobiłabym inaczej. Co nie znaczy, że wyjadę w środku obiadu z krytyką, bo zupa była za słona - każdy ma lepsze i gorsze dni, inne smaki i preferencje. Dlatego u mnie na blogu nie ma zapewnień, że to co proponuję, jest najlepsze, doskonałe oraz jedyne takie. De gustibus... et cetera.

Pozdrawiam

P.S. Suflety mnie przerażają - czy to z białą czekoladą czy bez ;)

Amber pisze...

Przemyślenia...Cieszy nas ,kiedy ktoś je podziela.Mi te o działaniach postrzeganych jako naiwność są bliskie.Mam wrażenie,że niektórzy chcą dzięki mnie być sprytniejsi i podbierać moje inspiracje.
W ostatnim poście napisałam,że lubię otaczać się ludźmi,którzy mnie inspirują i są lepsi ode mnie.
Suflet wspaniały! Na osłodę tych przemyśleń pasuje jak ulał.

arek pisze...

Ewa,
trafilas w sedno!! Fajnych blogow nie dodaje sie do zakladek- jeszcze ktos tam wejdzie i strace zrodlo pomyslow ;)))

Tomek,
tak sobie mysle, ze trzeba by sie kiedys spotkac i poprobowac paru rzeczy...moze w koncu sie wybiore nad morze? jak bedzie cieplej, ajkis weekend czy cos? orajt?;)

arek pisze...

Majana,
jak juz mowilem Kamili, suflet jest easy peasy ;) sztywna piana +gesta masa =udany wypiek :)

Usagi,
nie pije do nikogo osobiscie. Ewa dobrze to ujela, ta polityke, ktorej nie lubie. mowiac szczerze nie wiem czy mnie dobrze zrozumialas..
Nie jestem przeciw konkurencji, ciesze sie, ze to co robie robie dobrze i chce sie tym dzielic, ciesze sie tez z tego, ze inni sie rozwijaja. To czego nie lubie to cwaniactwa, ktore przejawia sie wlasnie w tym co opisala Ewa a Ty okreslasz polska mentalnoscia.
Co z kolei pokrywa sie z moja teoria bezpiecznej przecietnosci- przecietnemu sie nie zadrosci, przecietnego sie lubie,przecietny nie jest konkurencja etc. Ponadprzecietny to "kombinator- ciekawe ...."
Ja tez zazdroszcze lepszym, ale w sensie, ze chce do nich rownac a co najwazniejsze wskazuje ludzi, ktorym "zazdroszcze" jako wartych odwiedzenia, przeczytania (restauracji, ksiazki). Tak jak mowisz kazdy ma jakas dziedzine, w ktorej jest dobry...
i nie chodzi tutaj (w tej dyskusji, poscie) o wpedzanie w komleksy rozliczanie etc, chodzi o zachowanie rownowagi w dzialaniu. Nie chodzi o to kto lepszy, kto gorszy, chodzi o to, zeby skonczyc z cwaniakowaniem a wprowadzic troche obiektywizmu... I musze Ci powiedziec, ze z zasciankowosc wszedzie jest tak samo zasciankowa, Polska czy nie...

Amber,
te o naiwnosci, nawet bardziej dotyczyly realu niz bloga...
Masz racje lepiej otaczac sie ludzmi, ktorzy inspiruja, tez tak staram sie robic :)

wiedźma_florentyna pisze...

Miło wiedzieć, że ktoś ma zdrowe podejście do rzeczywistości :)
Ostatnio już kilkakrotnie miałam wrażenie "nadęcia" na blogach, które zdarza mi się przeglądać, a przy tym pewnej powtarzalności przemyśleń. Podejrzewam, że Panie prowadzące te strony mają podobne poglądy na świat i z podobnej potrzeby wynika fakt, że je prowadzą...
a jednak ta potrzeba rywalizacji i poczucie swojej ... wielkości (?) Na pierwsze kilka zgrzytów nie zwraca się uwagi, ale nie pozostają one przecież nie zauważone. Następuje kumulacja i w pewnym momencie mam po prostu dosyć. Takie osoby przestają być inspiracją, a zaczynają mnie zwyczajnie irytować. Trochę to smutne.
hmmm
Cóż Twoje podejście podnosi na duchu.
Dzięki za inspiracje.

P.S. Wiem już co zrobię jutro na obiad. Zgadnij gdzie znalazłam przepis ?

Bee pisze...

Skończyć z cwaniakowaniem, powiadasz, hehe, pomarzyć można ;-) Lubię tu zaglądać, bo ciekawa jestem, co się nowego dzieje w europejskiej kuchni, a mam to tutaj podane na talerzu :-) z inspiracjami włącznie. Czytam za to czasem wypoiwdzi nei tylko blogerów, ale i polskich szefów kuchni, którzy twierdzą, że nie mają nikogo, kogo mogliby nazwać swoim mistrzem, może jakaś inspiracja od czasu do czasu, ale broń boże mistrz, co to, to nie. I myślę sobie, że jeśli to prawda, to jak strasznie ubodzy w wiedzę kulinarną muszą być ludzie, jak mało musi w nich być chęci poznania czegoś nowego i ciągłego doskonalenia swoich umiejętności. Bardziej prawdopodobnym wydaje mi się jednak, że ciężko jest przyznać nie tylko przed innymi, ale i przed samym sobą, że są lepsi. A są. Zawsze. I nie ma nic złego w korzystaniu z ich osiągnięć, ale nie ma co ich sobie przypisywać.

A na suflet z przyjemnością bym do ciebie wpadła. I na policzki wołowe z poprzedniego postu. I parę innych rzeczy :-)

Karmel-itka. pisze...

zgadzam się z Tobą. pięknie piszesz, mój Drogi. to niesamowite, że potrafisz podzielic się z nami takimi osobistymi myślami.
cóż mi pozostaje? tylko podpisac się pod Twoim postem, zgadzam się z Tobą.

wspaniały suflet. jestem naprawdę dobrym, ba, rewelacyjnym kucharze i cukiernikiem. no, do tego mężczyzną. żonie tylko pozazdrościc!
Pozdrawiam Cię, bardzo gorąco w ten śnieżny poranek.

Mr. & Mrs. Sandman pisze...

Ja, świadoma swojej kulinarnej niedoskonałości, pokornie przyznaję: takie bogi jak Twój mnie inspirują. Czyli blogi osób, u których można coś podpatrzeć - sposób na przewracanie naleśników, niecodzienne danie czy chociażby poczytać o życiu. I nie wstydzę się, nie ściemniam, podpatruję z przyjemnością.

A wracając do pierwszych zdań Twojej notatki, najlepszą receptą na związek, nie tylko miłosny, ale przyjaźń, sympatię - wszystko, jest danie drugiej stronie dużego pola do swobody i bycia sobą.

Pozdrawiam, Mrs. Sandman

Anna Maria pisze...

Nic dodać, nic ująć. Dodam jeszcze, że mnie, jako osobę parającą się pisaniem zawodowo, bardzo przygnębia panująca w mediach niechęć do uczciwego wynagradzania autorów. Dlatego w polskich mediach wypisywane są bzdury o Wielkiej Brytanii, pełno błędów już nawet nie merytorycznych, ale nawet tłumaczeniowych. Taniej jednak zlecić "artykuł" siedzącej przy biurku w W-wie praktykantce, która raz była w Londynie na wakacjach, niż zapłacić uczciwe stawki znającemu język i kraj dobrze korespondentowi... OK, rant over;-)

Joanna pisze...

Arku, po pierwsze masz bardzo trafne uwagi i spostrzeżenia. A po drugie przyznam szczerze, że nigdy nie robiłam sufletu. Bałam się, że wyjdzie mi upadły suflet. Twój wygląda wspaniale. Przekonuje mnie i inspiruje do kuchennych eksperymentów, podobnie jak inne Twoje kulinarne dzieła:-)

Aurora pisze...

Jak widać kucharzenie służy facetom ;)) To, co piszesz o uczuciach i miłości, ach... żeby tak każdy facet potrafił spojrzeć na te kwestie! :))

Suflet majstersztyk!! :D

Monika pisze...

To tak jak z chodzeniem do fryzjera. Nigdy ten obecny nie powie niczego dobrego o cięciu poprzednika :))) A tak poza tym, to ja bardzo Cię lubię. Myślę, żeś jest bardzo wporzo kolo. I jak kiedyś będę w Londku, nie omieszkam wyciągnąć na browara. Myślę nie jednego :)

Kasia pisze...

Arku, suflet się do mnie śmieje! A z tym kardamonem... jeszcze głośniej! :) pyszności!
A jeśli chodzi o przemyślenia - i ja się z Tobą zgadzam, jeśli chodzi o źródła sama ostatnio nawet zwróciłam uwagę jednej osobie bo aż mnie to kuło w oczy. Źródła się pojawiły, tylko czemu na szaaarym końcu i maczkiem że niemal trzeba lupę brać??? Jeśli chodzi o kulinarną blogosferę, zmienia się i to bardzo, a czy na lepsze? Właśnie nie wiem, ciężko powiedzieć. Z jednej strony dobrze, że coraz więcej ludzi gotuje, eksperymentuje, chce się tym dzielić z innymi, a z drugiej strony ta dziwna, niezrozumiała konkurencja... :(

buruuberii pisze...

Arku, dobrze napisane! I upeiczone jeszcze lepiej :))

A mnei wkurzaja "autorskie przepisy", normalnie mania i plaga - posypac cynamonem pizze i juz prosze jest autorsko :) Nie musimy sie uczyc podstaw, ale od razu sami cos stworzyc w mysl takiego podejscia i sukces murowany. Nie wiem czy w pewien sposob o tym pisales, ale mysle ze troche tak. Mnie dziwi czego sie ludzie wstydza, co im zabrania podawac zrodla, odnosniki, owe inspiracje, bo nie dobre wychowanie i regul zachowan spolecznych... Ta dziwna konkurencja, lubie jak cos popycha do dzialania, ale przeciez moze mobilizowac fakt, ze cos zrobie "dobrze", przeciez nei musze od razu "oryginalnie" :))
Usciski sle!