środa, 3 listopada 2010

Rolls Royce wśród zapiekanek

Jest mroźny, słoneczny dzień. Siedzimy w autobusie do Oxfordu. Chcemy na chwilę uciec od wielkomiejskiego zgiełku. Na górnej platformie, oprócz nas jest osiem osób, zanosi się na sympatyczną podróż. Mija pięć minut. Kobieta siedząca za nami dzwoni do kogoś i zaczyna szczegółową relację poprzedniego tygodnia- w stylu „minuta po minucie”. Na autostradzie autobus zaczyna bujać jak statek przebijający się przez fale a u nas pojawiają się objawy choroby morskiej. Wydaje się, że celem kierowcy jest ewentualne dotarcie do Oxfordu, ale czas nie ma z tym nic wspólnego. Mija godzina, dłuży się, kobieta za nami nie przestaje opowiadać. Nagle kończy rozmowę, uff! Nie! dzwoni do kolejnej osoby, ale ta nie ma dla niej czasu. Trzymamy kciuki za chwilę ciszy. Dzwoni do następnej- ta też nie ma czasu. Jest twarda, nie poddaje się, znajduje słuchacza. Ona rozmawia- my wysiadamy.


Podróże to źródło małych prawd o ludziach i miejscach. Moi podróżujący znajomi zahaczyli niedawno o Polskę i niezależnie od siebie zdali mi krótkie raporty. Były zdumiewająco do siebie podobne. Cześć, dobranoc, gołąbki, parę brzydkich słów, pierogi, kabanosy i… ( już po angielsku ) takie dobre…wiesz…ciepła bułka z serem i …grzy…- Zapiekanka – mówię zażenowany i ścięty z nóg. - O właśnie! Zapiekanka!


Nie będę bawił się w kolejną wersję polskiej zapiekanki, podam sprawdzoną wersję brytyjskiej zapiekanki*. Niektórzy mówią nawet, że to Rolls Royce wśród zapiekanek. Coś w tym jest…

Welsh rarebit
(4 porcje)

20g masła
300g startego sera Cheddar
60ml piwa (najlepiej typu Stout)
1 płaska łyżka musztardy w proszku**
1 łyżka sosu Worcestershire
Szczypta pieprzu cayenne
4 kromki chleba (jaki lubisz)


Rozgrzej masło na małym ogniu, dodaj pozostałe składniki i podgrzewając wymieszaj na jednolitą masę. Rozgrzej grilla. Stostuj delikatnie chleb na grzanki z obu stron, posmaruj miksem serowym. Podgrzewaj aż rarebit roztopi się i nabierze złocisto-brązowego koloru.




* Przepisów na Welsh rarebit jest bez liku, ale ten moim zdaniem jest najbardziej praktyczny i setkrotnie sprawdzony.
** Może być Dijon, ale to nie to samo.

28 komentarzy:

Gosia pisze...

o,jak ja "lubie" takie osoby,ktore w metrze czy autobusie dzielka sie ze wszystkimi swoim zyciem i problemami przez telefon....grrrr....normalnie ekshibicjonisci....sadysci....i czy sie chce,czy nie musisz w tym uczestniczyc...zgroza...
Zapiekanka jest zawsze super pomyslem!!! Twoja brzmi bardzo apetycznie ,w takiej wersji jeszcze nigdy nie probowalam..
Pozdrawiam :)

Kuba pisze...

Z olbrzymią chęcią spróbuję tej zapiekanki - zapowiada się niezwykle smacznie.
Pozdrawiam!

nobleva pisze...

Do tej pory w Polsce było sześc osób z mojej pracy, ale wiesz wszystko sztampowo: Kraków, Oświęcim, nie sądzę, żeby ktokolwiek z nich stanął w kolejce po zapiekankę (bo w tych miejscach są kolejki, o ile pamiętasz). A ja wieki nie jadłam, ta wersja przypomina mi trochę czeską diabelską topinkę, teraz mam ślinotok maksymalny. Z tym proszkiem to masz na myśli zmieloną gorczycę, czy jest to coś specjalnego? Bo jak gorczycę to ja już biegnę do kuchni.

MZ pisze...

Skoro to Rolls Royce, to z pewnością skorzystam z przepisu. A na krakowską zapiekankę np. z ul.Siennej czy od Endziora zawsze jest ochota...
Pozdrawiam,
SWS

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Arku! Wiesz, ja kiedyś też do Oxfordy kursowałam na górnym piętrze autobusu, ale byłam tak zafascynowana pobytem, że rozmów żadnych nie pamiętam, tylko krajobrazy:)
Ta zapiekanka to prawdziwy Rolls Royce - masz rację! Dobrze, że nie jadłam jeszcze śniadania, rozgrzeje mnie za chwilę Welsh rarebit - dziękuję!
Miłego dnia:)

ewelajna pisze...

Ja tak często wykorzystuję czas w samochodzie - czas na zaległe rozmowy, którego brak w domu, i którego czasem szkoda w domu. Wszystko to jednak pod warunkiem, że jestem sama...
Kanapka wygląda rewelacyjnie:) Piwo nie do dostania, skąd musztardę w proszku? (gorczycę też mogę zmielić..., ale czy to to?) i ten ser... Przecież to właśnie jest tajemnica tej zapiekanki... U nas czasem nie do dostania w Almie nawet...:(.
Pomyślę nad zamiennikami...
Serdeczności!i jak najmniej tak głośnych podróży.

zielenina pisze...

robiłam ostatnio, ale jakoś mi nie podeszło, trochę zbyt mdłe. Zdecydowanie wolę nasze polskie zapiekanki.

Anna Maria pisze...

Rozumiem, że musztarda w proszku to poczciwa angielska musztarda Colman's?;-) Lubię Welsh Rarebit, a najlepszy jadłam, jak przystało, w Walii;-)

Bareya pisze...

W Edynburgu w malutkiej ksiegarni zakupiles kapitalna ksiazke o musztardach. Wlasnie zaczalem ja sobie tlumaczyc wiec temat musztardy na czasie jak widac. Wiem, ze mozna kupic w Angli w puszkach mielona gorczyce ale za nic nie wiem co to jest musztarda w proszku. Wyjasnisz?
Przepis zaprawde zacny, komponenty mam, tylko ser jakis dobry musze znalezc.
Co tu duzo gadac - chedar jest swietny.
pozdrawiam

Fanny pisze...

Tytul intrygujacy i przyciagajacy, jeszcze nigdy nie jadlam i bardzo jestem ciekawa tej zapiekanki. Na pewno sprobuje, dzieki za przepis.

aga pisze...

mmmm... slinka cieknie jak patrze na zdjecie, tak smakowicie wyglada:)

karoLina pisze...

Mam szczęście nie korzystać na co dzień ze środków transportu publicznego, ale ostatnio kilka razy, po dłuższej przerwie, mi się to zdarzyło i, może tylko miałam pecha? za każdym razem podróż odbyła się w towarzystwie młodzieńców o ubogim słownictwie. Następnym razem, ryzykując pobicie, chyba powiem im kulturalnie, żeby się przymknęli, bo jestem mało tolerancyjna. O welsh rarebit czytałam kilkukrotnie, ale nigdy nie robiłam, a wygląda na dobry sposób na zapomnienie o trudach całego dnia. I mało pracochłonny :)

monika pisze...

Kilka razy już o tej "zapiekance" czytałam, ale nigdzie nie było tak fajnie jak u Ciebie, uwielbiam takie wstępy, które nie mówią od razu o tym co będzie dalej:)

A przypomina mi sie jeszcze jak Bikont, Pióro albo któryś inny z tych "gadułów" wyzłośliwiał się na tłumacza, który Welsh rarebit przełożył jako.. walijskiego królika..

Pozdrowień moc :-)

Emma pisze...

chyba już wiem, czym uraczę Niedźwiedzia, kiedy wróci z podróży służbowej :) nic go tak nie ucieszy jak zapiekanka z piwem w jednym ;)

arek pisze...

Wlasnie wrocilem z pracy i powiem tylko jedno: musztarda w proszku o ktorej myslalem i uzywalem to musztarda Colman's, ktora jest tak naprawde zmielona i oczyszczona gorczyca. Dziekuje za wszystkie, piekne komentarze! nie martwcie sie nie pracowalem az tak dlugo i ciezko. Ostatnie dwie lub trzy godziny spedzilem pijac wino i plotkujac z moim przyjacielem Karolem, ktorego nie widzialem 7 lat:)

Kuchareczka pisze...

przeczytałam tytuł i od razu mi się skojarzyły z zapiekankami z krakowskiego placu nowego, z budki "u endziora", u którego czy zima, czy lato czy świeci słońce, czy jest ciemno, leje i wieje - zawsze jest kolejka na 20 osób. O każdej porze dnia i nocy :)
W twoim przepisie zaciekawiło mnie piwo - na to bym nie wpadła!

An-na pisze...

No właśnie - na pyszne zapiekanki do okąglaka w Krakowie (" U Endziora", chyba) przychodzą również cudzoziemcy, sama byłam świadkiem. Pewnie piszą o tym w przewodnikach i stąd ta popularność. Ciekawe, czy ta brytyjska wersja im dorównuje?

magda k. pisze...

takiej zapiekanki nie mogę nie zrobić :) zapisuję do zakładki 'koniecznie do zrobienia' pozdrawiam gorąco

majka pisze...

Na taka wypasiona zapiekanke skusilabym sie od razu. Jesli oczywiscie ktos by mi ja przygotowal, bo wiadomo, ze wtedy lepiej smakuje :) Sama nie bede sie porywac na jej zrobienie bo nie wiem czy dostane wszystkie potrzebne skladniki. Porozkoszuje sie wiec patrzac na zdjecie :)

A propos musztardy...rzut beretem ode mnie, czyli w Köln jest Muzeum Musztardy, ha! :) Zreszta tam sa same fajne muzea. Muzeum Czekolady (gdzie mozna zobaczyc jak robia czekolade firmy Lindt) i Zapachu (tam podobno Patrick Süskind przygladal sie jak powstaja perfumy, kiedy pisal swoja ksiazke "Pachnidlo") juz zwiedzilam, wiec teraz czas na musztarde :)

Pozdrawiam.

Komarka pisze...

To mieliście podróż z "panią-radiostacją" ;D No proszę, nawet nie pomyślałabym, że obcokrajowcy mogą właśnie zapiekankę zapamiętać najbardziej z naszego rodzimego krajobrazu :) Chociaż zastanawiając się dłużej, to parę kultowych przybytków z zapiekankami można wskazać. W poniedziałek rano wracałam z Olsztyna i na dworcowa budka z historią wciąż działa prężnie ;D Spróbowałabym takiej wersji angielskiej, tylko przywieziony zapas Cheddara właśnie mi się skończył ;)

Anya&Arturo pisze...

To ja chyba dziwna jestem, bo lubię słuchać, a czasem trafiają się naprawdę interesujące debaty ;) Np. ostatnio w metrze dowiedziałam się sporo na temat historii Londynu :)

Zapiekankę napewno wyprobuje wkrótce, wszystko w niej co lubimy :)

Tilianara pisze...

Mówią, że podróże kształcą - i to jest prawda :) A zapiekanka smakowita :)

buruuberii pisze...

A przynajmniej ciekawie opowiadala ta pani? :)

Taa, grzanki powiadasz - jak domowe, to sie znajomym nie dziwie. Arku, a te Twoje rolls royce smarowac ta pasta z obu stron, na zdjeciu jakby wiecej jest z strony gornej - tak pytam, zeby mi drogocenny cheddar nie skapnal za nadto :D

Pozdrowien sle moc!

arek pisze...

Basiu, tylko z jednej, ta druga kromka to tylko podstawka;))

tomasz pisze...

Arku, chcemy nowy przepis!!!!!

buruuberii pisze...

To juz wszystko rozumiem, chelb opiec z obu stron, a posmarowac z jednej, dzieki Arku!

arek pisze...

Tomku, jak tylko pozdaje wszystkie egzaminy, prace i projekty to odrazu sie ujawnie i bedzie sie dzialo...!

Magdalena pisze...

Zapieczony chleb z serem to wspomnienie dziecinstwa - taka skromna syrenka albo trabant. A z dodatkami Twoimi - rzeczywiscie rolls. mniam.