wtorek, 10 maja 2011

Tajska sałatka na powrót

Teraz mnie widać…a teraz mnie nie widać…chciałoby się powiedzieć. Zniknąłem nagle i bez ostrzeżenia, a tak naprawdę przeniosłem się do innego wymiaru. Tego realnego, mogę nawet przedstawić na to świadków he!he! a przy okazji przypomina mi to pewną sytuację z wycieczki szkolnej do Trójmiasta …


Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć jaki jest cel wycieczek szkolnych (oczywiście z punktu widzenia 16-17 latka a jeszcze bardziej z punktu widzenia trzydziestu nastolatków). Wiadomo, że chodzi o zwiedzanie, poszerzanie wiedzy i godne reprezentowanie szkoły. Taaaa. A po powrocie do hotelu oddanie hołdu młodości i wolności :)


Gwoli wyjaśnienia, było to dawno, kiedy jeszcze respektowało się zdanie starszych a w naginaniu i nie przeginaniu zasad znajdowało się frajdę, my byliśmy mistrzami balansu na krawędzi. Trochę jak rabusie-dżentelmeni w filmach, którzy robią to czego nie powinni a i tak widzowie są po ich stronie. Pełny szacunek do przeciwnika.


Nie czas jednak na takie dywagacje i wspominki. Mówiąc krótko, zrobiliśmy imprezę, obficie zakrapianą i wybierając się w środku nocy na plażę, wyszliśmy „najciszej” jak się dało na korytarz. Ktoś rzucił hasło: uwaga! idzie! i zaczęliśmy panicznie chować się gdzie się dało. Ja sprytnie schowałem się za okienną zasłoną. Bardzo byłem dumny z szybko znalezionej kryjówki. Niestety sięgała mi tylko do kolan… Alarm okazał się fałszywy, ale w związku z moim doskonałym kamuflażem o mało nie obudziliśmy czy raczej nie wywołaliśmy śmiechem wychowawczyni z pokoju…

Także wychodzę z kryjówki i dzielę się super sałatką!

Tajska sałatka ze stekiem i pieczonym ryżem

(2-4 porcje)
2x200g steki wołowe
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
Olej do smażenia
2 łyżki gęstego, słodkiego sosu sojowego (ketjap manis)

2 garści kiełków fasoli
Garść liści mięty, pocięte z grubsza
Garść liści kolendry, pocięte z grubsza (łodygi i korzonki będą potrzebne do dressingu)
2 dymki/ gruby szczypior
1 szalotka bardzo cienko pocięta w krążki
1 ostra papryczka birds eye chilli, bez pestek, pocięta w plastry
4 duże liście kapusty

Pieczony ryż
100g ryżu jaśminowego
1 łyżka soli morskiej

Nam jim dressing
2 długie, czerwone papryczki chilli
5 łodyg kolendry (najlepiej z korzonkiem)
2 ząbki czosnku, drobno pociętego
2.5cm obranego imbiru, drobno pociętego
3 łyżki sosu rybnego (fish sauce)
3 łyżki soku z limonki
1 czubata łyżka cukru palmowego

Zacznij od zrobienia pieczonego ryżu. Rozgrzej piekarnik do 200ºC. Wysyp ryż na blasze do pieczenia i piecz przez 10-15 minut lub aż będzie złoto-brązowy. Wymieszaj ryż kilka razy w trakcie pieczenia. Wysyp do miski i ostudź a następnie dodaj sól i zmiel używając młynka lub moździerza. Postaraj się uzyskać jak najdrobniejszy puder. Przesiej przez sitko przykryj folią plastikową i przechowuj w suchym miejscu.

Żeby zrobić nam jim dressing zmiel wszystkie składniki blenderem na gładką masę.

Przypraw steki solą i pieprzem, posmaruj olejem i smaż na rozgrzanej patelni lub grilu aż będą średniowysmażone (najlepiej, ale zrób jakie lubisz). Zdejmij z patelni posmaruj sosem sojowym i odstaw na kilka minut.

Zrób sałatkę mieszając połowę kiełków z miętą, kolendrą, szczypiorem, szalotką i chilli. Szczodrze polej dressingiem nam jim i wymieszaj. Potnij steki w plastry i dodaj do sałatki, wymieszaj.

Potnij liście kapusty w “trójkąty” i ułóż jeden na drugim żeby utworzyły “miseczki”. Nałóż pozostałe kiełki dzieląc pomiędzy miseczki, dodaj sałatkę i posyp pieczonym ryżem. Smacznego!

18 komentarzy:

Majana pisze...

Fajna sałatka i fajne wspomnienia :)
I fajnie,że jesteś:)
Pozdrawiam slonecznie z... Trójmiasta :))
Majana

Maggie pisze...

Ciesze sie bardzo, Arku, ze wyszedles z kryjowki - tym razem chyba lepszej niz za krotka zaslonka, bo faktycznie wydawalo sie, ze znikneles ;)
A uroki mlodosci i szkolnych wycieczek sa niczym w porownaniu z ta rewelacyjna salatka!
(A Trojmiasto jest fajne. Tak zupelnie na marginesie.)

hania-kasia pisze...

Mniam, wspaniała sałatka! Aż mi żal, że mogę na nią w tej chwili tylko popatrzeć - wolałabym, aby stała realnie przede mną i mogłabym ją zjeść ;-)) Zrobiłam kiedyś trochę podobną, ale z kurczakiem i ryż był u mnie prażony na suchej patelni aż do zrumienienia, potem też zmielony. Pozdrawiam!

ewelajna pisze...

Arku, czasem takie ukrycia są potrzebne. Może po to aby później wyskoczyć z kryjówki z taką właśnie sałatką, która wygląda wyśmienicie i na pewno też tak smakuje, bo steki na drugim zdjęciu wyglądają wyśmienicie!
Dobrze, że wróciłeś:)

Wiewióra pisze...

Sałatka zapowiada się baaardzo pysznie więc miło, że się ujawniłeś :) ach te szkolne wspominania :)

burczymiwbrzuchu pisze...

Dobrze, że wyszedłeś z kryjówki, bo przepis mi się bardzo podoba. Szczególnie Nam jim dressing, bo próbuję rozpracować dressing z ulubionej wietnamskiej knajpy, właśnie na bazie sosu rybnego i wydaje mi się, że bazując na Twoim przepisie, uda mi się stworzyć zbliżoną wersję! Pozdrawiam:)

od-kuchni pisze...

Bardzo apetyczna ta sałatka :) Poproszę porcyjkę :)

Anonimowy pisze...

bardzo lubię Cię czytać. pozdrowienia z Trójmiasta (właśnie)

Karolina pisze...

Woo hoo! Wrociles i to jak apetycznie! Nie mialam przyjemnosci z pieczonym ryzem, ale reszte skladnikow uwielbiam (ten dressing to jeden z moich ulubionych). Pozdrowienia!

Joanna D.C. pisze...

Uwielbiam kuchnie Taj... Ten pieczony ryz bardzo mnie zainspirowal... Fantastyczna salatka!

nobleva pisze...

Skoro musiałam już tak zjechać nisko na stronie, żeby dodać komentarz, to zerknęłam na dół Twojej listy blogów. Dopiero teraz zobaczyłam ile fajnych blogów/bloggerów od dawna już nie publikuje! Szkoda!
Tajskie to ja lubię, bardzo nawet, za steka dałabym się pokroić. Danie na medal :) Nad tym ryżem się zastanawiam, niby umiem sobie go wyobrazić smakowo, ale nie do końca. Jak nie spróbuję to pewnie nie będę wiedziała.

aga pisze...

lubie czytac Twoje wpisy i chetnie bym jeszcze posmakowala tej salatki:)

Joanna pisze...

Jak dobrze, że wróciłeś :-)

Aurora pisze...

Mmmm... stek uwodzi!

Bareya pisze...

Bardzo ciekawy powrót. Połączenie kolendry z miętą jeszcze przeze mnie nie wykorzystane.
Ciekawy dressing i samo danie bez dwóch zdań zawodowe.
pozdrawiam

Bareya pisze...

Coś mnie Twój blog nie lubi. Pisze komentarze a tu nic.
Kuchnia azjatycka jak najbardziej mi pasuje i ostanio trochę się bawię tym tematem.
Podoba mi się połączenie mięty z kolendrą ale całe danie bwz dwuch zdań jest zawodowe.

arek pisze...

Bardzo bardzo dziekuje za komentarze i przepraszam ze nie odpowiadam ;) to sie niedlugo zmieni :))

Ania vel Vespertine pisze...

Ale fajne wyjście z ukrycie! I historia przednia, jak zwykle. Ale najbardziej mi się podobało porównanie do rabusi dzentelmentów - cudne :)

Kurczę, Arek, jak ja Cię lubię czytać. No i potrawy - zawsze czymś zaskoczysz.

Koniec lizusostwa!

Kiedy odwiedzasz 3city? :) Drink czeka!