niedziela, 29 stycznia 2012

Moros y Cristianos con carne

Właściciel naszego biznesu wszedł do kuchni i mówi: - „Trzeba pomóc synowi mojego przyjaciela, zająć go pracą, żeby nie wpakował się w kłopoty.” Za parę dni przyszedł znowu, z dwudziestoparolatkiem, który wyglądał jak gwiazda R’n’B. Ciemna karnacja, finezyjnie wygolony zarost, bujany krok, wybielony uśmiech. Został z nami przez parę dni, pomagając a raczej opowiadając o swoim bujnym, karaibskim życiu nadużywając przy tym frazy „yeah, man” za co został przechrzczony - Jaman. Szybko domyśliliśmy się powodu jego zsyłki do Londynu – to był chodzący kłopot, miły, ale…


Nie opiekowaliśmy się nim długo, za bardzo go nosiło, po dwóch tygodniach znalazł pracę, był szczęśliwy. Trzy tygodnie później podobno awansował, a potem już nigdy więcej o nim nie słyszeliśmy. Przepadł.
Według Jamana wszystko co najlepsze było na Karaibach a szczególnie na Saint Lucia z której pochodził. Rum, ryby, owoce, warzywa, widoki, kobiety, trawa nie miały sobie równych. „Rice and peas – mówił – jak przyjedziesz do mnie, to dopiero spróbujesz tego co dobre, yeah, man!”


Moros y Cristianos też jest jedną z wersji rice and peas, karaibskiego bigosu, który każdy robi trochę inaczej i najlepiej. Tą wersję znalazłem na Gran Canaria, w gazecie pożyczonej z hotelowej biblioteczki, z której dodatkowo dowiedziałem się, że Kubańczycy jedzą Moros y Cristianos (bez mięsa) na Nowy Rok – podobno przynosi szczęście. To już miesiąc po, ale nadal warto spróbować :)


Dodatkowo, chciałem Wam przedstawić mojego starego kumpla Browarnika Tomka i jego blog, który będzie dobierał piwa do moich potraw. Tomek napisał o sobie na blogu zwykły niezwykły człowiek, smakosz dobrego piwa, osoba, która oprócz sympatii do chmielowego trunku, ma także kilka innych hobby, którymi są min. fotografia, muzyka, podróże, a także gotowanie. I ja się z tym wszystkim zgadzam, dodam jeszcze, ze jego fotografie Stoczni Gdynia pojawiły się na moim blogu i urywają głowę :))

Moros y Cristianos con carne
(4 porcje)

200g czarnej fasoli*
150g chorizo* (pocięte w 4-5 mm plastry)
1 średnia cebula (drobno posiekana)
1 zielone chilli (posiekane, pestki usunięte)
4 ząbki czosnku (drobno posiekane)
3-4 pomidory (pestki usunięte, miąższ pocięty w duże kawałki)
1 liść laurowy
1 łyżeczka suszonego oregano
1 łyżeczka mielonego kminku
250g ryżu długoziarnistego, np. Basmati
Olej lub oliwa do smażenia
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz

Namocz fasolę przez noc. Przed gotowaniem odlej wodę, w której się moczyła, wsyp do garnka i zalej zimną wodą a następnie zagotuj. Zmniejsz ogień i kontynuuj gotowanie na wolnym ogniu przez godzinę lub aż fasola będzie miękka. Odcedź.

Na dużej/głębokiej patelni (lub w garnku) rozgrzej odrobinę oleju i podsmaż chorizo na złotawy kolor. Wyjmij łyżką cedzakową chorizo na talerz a na powstałym ze smażenia tłuszczu podsmaż cebulę, chilli i czosnek przez 5 minut. Dodaj pomidory, podsmaż minutę i dodaj wszystkie przyprawy. Następnie wsyp ryż, ugotowaną fasolę, chorizo i zalej ½ litra wody. Przykryj i gotuj aż ryż będzie miękki. Wymieszaj, dopraw do smaku i podawaj jako dodatek do ryby albo samodzielne danie.

Browarnik Tomek poleca piwo Trzy Zboża z browaru Jabłonowo.

* 400g jeżeli używasz fasoli z puszki. Dodatkowym plusem tego rozwiązania jest oczywiście oszczędność czasu.
** lub nietłustego boczku, ale wtedy przypraw całość odrobiną wędzonej papryki.

9 komentarzy:

Aurora pisze...

Chłopak poszedł własną drogą. Cóż, każdy ma swoją definicję szczęścia. Dla mnie i dla Ciebie Arku to jest gotowanie i jedzenie. No i piwko! Dla mnie imbirowe. A może Twój kolega Tomek podpowie jakie inne piwa są dobre? :))

Hania-Kasia pisze...

Fajnie danie, smakowałoby mi.

Majana pisze...

Ładne zdjęcia, danie także bardzo mi się podoba :)

Ania Włodarczyk (aka vespertine) pisze...

Yeah, man!


:)))

Karmel-itka. pisze...

bardzo ciekawa historia ;]

a danie... ach, danie istna poezja!

Maggie pisze...

Na takie danie tez powiedzialabym: "yeah, man!"

Kasinka pisze...

Wszystkie składniki dania pyszne, więc samo danie też na pewno wyśmienite. A piwko - polecam Wiśnię w piwie albo Frotunę wiśniową z browaru w Miłosławiu - choć niekoniecznie do tego dania, pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Kminek? Na pewno kminek a nie kumin??? Mi się zawsze wydawało, że kminek, to przyprawa, która nie wywędrowała poza Mitteleuropę, a już żeby na karaiby... Ale kto wie, kto wie... ;) Weronika

arek pisze...

Aurora,
mam wielka nadzieje, ze poszedl wlasna droga, bo do tej pory dosc mocno z niej zbaaczal ;)

Haniu-Kasiu,
jestem pewien,ze tak :)

Majana, dzieki, gracias ;)

Aniu Ya!maan!
:)))

Karmel-itka,
ciekaw i mam wielka nadzieje, ze z dobrym koncem :))

Maggie,
innit :))

Kasinka,
dzieki za sugestie, wiesz, ze ono tez by pasowalo, tak mi sie wydaje:)
Polece je uwadze Tomka :))

Weroniko,
tak, napewno kminek. Z tego co wiem to kminek jest przyprawa Perska i oprocz srodkowej Europy czesto uzywana rowniez w Afryce polnocnej, wiec pewnie ta droga trafil na Karaiby :))