środa, 25 stycznia 2012

Caserolle czyli potrawka z jelenia z porzeczkami, szpinakiem i pampuchami

Wróciłem. Na dobre! Jak obiecałem Noworocznie- będzie mnie więcej! Skończyłem studia i nareszcie będę miał więcej czasu, żeby pisać, gotować, realizować swoje projekty i w ogóle robić co mi się podoba ;) Zanim jednak przejdę do tegorocznych propozycji, muszę dokończyć pewną sprawę z zeszłego roku. Mianowicie „lunch dla generała”.


Ci, którzy są zaprzyjaźnieni z moim blogiem na facebooku (polecam to zrobić teraz ;) wiedzą, że pod koniec listopada miałem bliskie spotkanie trzeciego stopnia z amerykańskim generałem, jego paroma współpracownikami, ochroną i …żoną ;) Generał okazał się być nie byle szyszką tylko poważnie grubą rybą, jedną z najbardziej wpływowych postaci w USA, ponieważ generał Martin E. Dempsey jest Przewodniczącym Kolegium Połączonych Szefów Sztabów.


Po daniu głównym zostałem mu przedstawiony i chwilę porozmawialiśmy. Między innymi zapytał mnie czy jestem Francuzem (haha!- pamiętacie co kiedyś mówiłem?) a jego żona nie mogła przestać chwalić steków z jelenia, który chwilę wcześniej zjedli (talerze były „wylizane”). Zaproponowałem im czekoladowego fondanta z gałką loda waniliowego. Powiedzieli, że to właśnie chcieli zamówić… Celny strzał. Na pożegnanie dostałem pamiątkowy brylok a sztabowy fotograf zrobił nam zdjęcie.

Czuliśmy się z kolegami tego dnia lekko surrealistycznie… VIP-y nie robią na nas wrażenia, przychodzą często, ale to był inny kaliber. Dało się wyczuć toczącą się machinę. Ochrona, PR, czarne limuzyny, breloki… Amerykański Show! Zapomniałem go zapytać o wizy dla Polaków, ale to następnym razem ;))

Parę dni po wizycie, ktoś zadzwonił do naszego biura i poprosił o moje imię i nazwisko. Poczułem lekki dreszcz na plecach, ale … tuż przed Bożym Narodzeniem wszystko się wyjaśniło. Dostałem przesyłkę –obłożoną i podpisaną przez Generała fotografię. Bardzo miły gest! Cokolwiek by nie mówić o amerykańskiej polityce – oni wiedzą jak zrobić wrażenie.


Ze ścinek , które zostały z wycinania steków dla VIP-ów i tłustszych kawałków ugotowałem potrawkę czyli casserole, którą klienci polubili na tyle, że została na menu do świąt (oczywiście dorabiana;)). Żebyście nie byli pokrzywdzeni dzielę się przepisem.


Casserole z jelenia z porzeczkami, szpinakiem i pampuchami
(6-8 porcji)

1½ kg mięsa z jelenia*
1-2 cebule
4 ząbki czosnku
2 łodygi selera naciowego
4 marchewki
½ butelki czerwonego wina
½ łyżeczki ziaren kolendry
6 goździków
1 liść laurowe
2 gałązki rozmarynu
1-2 garści suszonych, czarnych porzeczek
1½ litr wywaru mięsnego**
100g szpinaku
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
Olej lub oliwa
Mąka kukurydziana do zagęszczenia

Potnij mięso w 3-4 centymetrowe kawałki i osusz ręcznikiem papierowym.
Potnij z grubsza cebule, czosnek, selera i obrane marchewki. Rozgrzej olej na dużej patelni i podsmaż na niej mięso ( najlepiej partiami), żeby się ładnie zbrązowiło z wszystkich stron a następnie przełóż je łyżką cedzakową do garnka.

Kiedy skończysz smażyć mięso, wylej tłuszcz z patelni dodaj odrobinę świeżego oleju i podsmaż warzywa przez 5 minut aż lekko zmiękną. Zalej je winem, zagotuj i przelej całość do garnka. Dodaj aromaty (ziarna kolendry, goździki, liść laurowy i rozmaryn), suszone porzeczki, lekko dopraw solą i pieprzem a potem zalej wywarem. Przykryj, zagotuj, zmniejsz ogień do minimum, lekko uchyl przykrywkę i gotuj przez 1½ -2 godziny.

Kiedy mięso jest miękkie i rozpływające się w ustach zagęść sos mąką kukurydzianą rozrobioną z małą ilością zimnej wody. Przypraw solą i pieprzem do smaku.
Tuż przed podaniem, z grubsza potnij szpinak i wrzuć do casserole, gotuj przez 3-4 minuty aż będzie miękki i nadal pięknie zielony. Podawaj z ciepłymi pampuchami.


Pampuchy
(ok. 25-30 sztuk)

1 szklanka letniego mleka
20g drożdży
2 płaskie łyżki cukru
2 szklanki mąki pszennej
1 jajko
szczypta soli
2 łyżki miękkiego masła
Szczypiorek (drobno posiekany)- opcja

Wymieszaj mleko, drożdże, cukier i łyżkę mąki. Odstaw w ciepłe miejsce na 15-20 minut do wyrośnięcia. W misce wymieszaj wyrośnięte drożdże, resztę mąki, jajko, sól, masło i szczypiorek (jeżeli używasz). Wyrób lekkie, gładkie ciasto a następnie odstaw przykryte do wyrośnięcia. Kiedy podwoi objętość podziel je na kólki-papmuchy. Każdego papmucha lekko wyrabiaj w dłoniach i odkładaj na tacę wyłożoną papierem do pieczenia lub oprószoną mąką. Przykryj, żeby nie wysychały i jeszcze raz podrosły. Gotuj na parze przez ok. 6 minut. * Najlepiej łopatka lub udziec (niestety nie znam fachowych-myśliwskich określeń) –ważne, żeby nie było bardzo chude.
** Nie mam nic przeciwko wywarowi z kostki. Powinno być go tyle, żeby mięso było przykryte płynem.
*** Na zdjęciu, wydruk przepisu na pampuchy pochodzi z fabrykasmaku.blox.pl.

13 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Z nieba mi spadłeś z tym przepisem, w weekend będzie uczta ale z mięsem z sarniny - już micha się cieszy:), deser też się do mnie uśmiecha...
Spotkanie z taaakim generałem - jak w amerykańskim filmie;)

pozdrawiam,
Marta

Buziaczek pisze...

Aż slinka cieknie :)

Anna Maria pisze...

To zawsze mile zaskakuje, gdy ludzie ze swiecznika okazują się tak dobrze wychowani:-) Gratuluję!

Aurora pisze...

Z przepisu raczej nie skorzystam, chyba że wybiorę się niebawem na łów ;-P
Tak czy śmak próbuję sobie wyobrażać ten smak :)) mmm
Wpis czytałam z smakiem :))

Jswm pisze...

zaprzyjaźniłam się z blogiem, żałuję, że dopiero teraz :)

Majana pisze...

Ciekawie i tak inaczej.
A pampuchy znam jako parowańce i je uwielbiam. Jako dzieciak jadłam je zwykle na słodko, ze smietanką, maczane w niej.
Ot, takie wspomnienia:)
Pozdrowienia:)

arek pisze...

Marta!
udanej uczty! a wiesz, ze jak go zobaczylem generala pomyslalem to samo- taki general z amerykanskiego filmu haha

Buziaczek,
:)))

Aniu,
mysle, ze niejeden polityk moglyby sie od niego wiele nauczyc ;))

Aurora,
a nie ma juz w Pl sklepow jednosci łowieckiej? ale z wolowina tez mozna zrobic ;)

Jswm,
dziekuje bardzo :)

Majana,
wlasnie, kazdy region ba! rodzina w Polsce mowi na nie inaczej. U mnie to byly kluchy na parze, ale pampuchy...to brzmi tak smiesznie :))

m pisze...

koniec studiów, to dopiero początek braku czasu. ;) jeleń - to jest wyzwanie!

arek pisze...

Tak, wiem ale to chyba jednak glownie jak sie konczy swoje pierwsze studia i ma sie 20 pare lat. A ja juz robie rozne rzeczy od jakiegos czasu... :) Nie taki jelen straszny jak go maluja! :)) Powodzenia!

Czyprak Antoni pisze...

Fajnie, że będziesz częściej na swoich włościach. Podobnie jak Marta, cieszę się niezmiernie z tego przepisu, bo właśnie kombinuję, co zrobić z piękną polędwicą i szynką z jelenia (choć one nie są tłuste). Nie wiem, skąd wezmę czarną porzeczkę - nos i język mówią mi, że może być trudno ją zastąpić - ale liczę, że coś mi podszepniesz ;)

Ewa pisze...

Sarenek i jelonków nie konsumowałam nigdy i nie wiem czy miałabym serce, chociaż mało mam zahamowań tego typu, jakoś tak ... z przepisu na pampuchy jednak chętnie skorzystam lubię z mięskiem ;)
Z żadnymi vipami nigdy nie miałam do czynienia oprócz małego vipka w postaci kogoś tam z polskiego ministerstwa edukacji na występach gościnnych w mojej północnoirlandzkiej szkółce. Facet był, powiedzmy sobie nadęty, ale może jest tak, że im niżej stoją tym są bardziej nadęci ...

arek pisze...

Antoni,
sorki, ze tak pozno, ale...
oczywiscie, ze mozesz to zastapic, np. zurawina, albo lyzeczka lub dwoma konfitury porzeczkowej (moja mama robila taka ktora przypominala gesty sok- nie pytaj jak bo nie wiem :)))

Ewa,
"nasze" VIP czesto przerasta i powaga, gubia sie haha

monikucha pisze...

Jelenia jadłam raz i sie nim nie zachwycilam. Tez byl w formie potrawki. Nastepnym razem zapisuje sie na vipowskie steki:)