niedziela, 27 grudnia 2009

Zimowa sałatka z gruszką, miodowym pasternakiem i niebiesko-serowym sosem




Ponieważ byłem grzeczny przez cały rok, dostałem pod choinkę prezent- Hurraaa! – piękną płytę polskiego piosenkarza (he!he!) PABLOPAVO I LUDZIKI.

Święty Mikołaj zna mnie ładnych parę lat i wie, że lubię rzeczy ładne, mądre i lekko wyprzedzające swój czas (słowo prekursorskie tutaj nie do końca pasuje), w zwiazku z czym ten prezent był strzałem w samo sedno.




Płyta jest ładna na zewnątrz i mądra wewnątrz, świeża i autentyczna. Ostatnimi polskimi produkcjami, które zrobiły na mnie takie wrażenie były CKOD, Pogodno i Skalpel. No, jeszcze VooVoo z kobietami.  Mówiąc w skrócie to reggaehiphopoworaggamuffinowowarszafskifolkacidjazzowy plus treściwe teksty:D


Nie zanudzając, inteligentnie zbalansowane połączenie dobrych składników- zupełnie jak w mojej dzisiejszej sałatce, która doskonale wpisuje się w poświąteczny czas odpoczynku poprzejedzeniowego…



Zimowa sałatka z gruszką, miodowym pasternakiem i niebiesko-serowym sosem
(4 porcje)


4 małe pasternaki
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka miodu
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
2 gruszki o sztywnym miąższu
4 garści rukoli
80g orzechów macadamia


Dressing
150g sera Gorgonzola lub innego ostrego niebieskiego sera pleśniowego
3 łyżeczki soku z cytryny
120 ml oliwy z oliwek


Rozgrzej piekarnik do 200°C. Obierz i potnij na ćwiartki (wzdłóż) pasternak, ułóż na blasze, polej oliwą i wymieszaj, żeby oliwa go pokryła. Polej miodem i dopraw solą i pieprzem. Piecz ok. 20 minut do otrzymania złotawego koloru. Wyjmij i lekko ostudź.


Na suchej patelni stostuj orzechy aż nabiorą brązowawego koloru (ok. 2-3 minut).


Żeby zrobić dressing, widelcem zmiażdż ser w misce, następnie wmieszaj do niego sok z cytryny. Mieszając dodaj oliwę, trochę soli i pieprzu, żeby otrzymać w miarę gładki sos ( ja lubię mieć grudki sera:)).


Potnij gruszki w ósemki, w misce wymieszaj rukolę z połową dressingu i ułóż na czterech talerzach, następnie zaaranżuj gruszki, orzechy i polej resztą dressingu.


Smacznego!


Przepis jest moją wersja sałatki podpatrzonej u Celii Brooks Brown.

czwartek, 24 grudnia 2009

Życzenia Świąteczne




permanentnych
kulinarnych inspiracji
smakowych rewelacji
natchnienia mocy
miłosci wiele
ciast wyrośniętych
palców niepociętych
świąt wesołych
w sylwestra fajerwerków
w dwa tysiące dziesiątym
żadnych zakrętów


życzę Wam z całego serca


Arek


środa, 23 grudnia 2009

Anchovies na dwukolorowym carpaccio z buraków




Uwielbiam pisać listy ( w sumie powinienem użyć czasu przeszłego, ponieważ ta forma komunikacji już podobno nie istnieje:)), tyle można w nich powiedzieć, przekazać , narysować… uwielbiam je też dostawać, czuć zapach papieru i tej drugiej osoby…Kiedyś pisałem ich wiele.

Zupełnie inaczej przedstawia się moja relacja z pocztówkami świątecznymi. Jestem beznadziejny. Kupuję je już w listopadzie i wysyłam najszybciej w wigilię ( o ile jest to dzień pracujący) lub po, straszne:)




Ten przepis też jest takim ostatniominutowym twistem do Waszego menu, o ile ktoś zwróci na niego uwagę w ferworze zajęć. Mimo wszystko polecam jako niespodziewany as z rękawa.


Zaskoczcie swoich gości - wypasiona nazwa i naprawdę świetne danie!

Anchovies na dwukolorowym carpaccio z buraków

(4-5 porcji)

16 białych anchovies (w zalewie olejowej)
½ kg buraków (najlepiej w dwóch kolorach)

Marynata
50ml oliwy z oliwek
Sok z ¼ cytryny
1 ząbek czosnku (cieniutko pokrojony)
Sol morska
Świeżo zmielony pieprz

Dressing
2 szalotki (drobno posiekane)
1 łyżka posiekanego szczypiorku
½ łyżki białego octu winnego
3 łyżki oliwy z oliwek


Obmyj anchovies z oryginalnej zalewy (ze słoika/puszki) i osusz ręcznikiem papierowym. Wymieszaj dokładnie składniki marynaty i zalej nią anchovies, przykryj folią i odstaw do lodówki na przynajmniej 24 godziny.

Ugotuj lub upiecz buraki. Obierz i pokrój w 3-5mm plastry. Ułóż na talerzach.

Wymieszaj składniki dressingu i polej nim „carpaccio”. Wyciągnij anchovies z marynaty. Usuń palcami marynatę z rybek i ułóż je na burakach. Polej resztą dressingu.


Proste a działa. Smacznego!

sobota, 19 grudnia 2009

Aromatyczna chałwa marchewkowa



Pisząc ostatniego posta przypomniałem sobie kolejne Christamas Party (tak, tak się to nazywało w mojej dawnej firmie), które było równie dobre, jak nie lepsze:)


Organizatorzy naszych imprez nigdy nie oszczędzali na atrakcjach, które miały nam wynagrodzić trudy roku i dać kopa na kolejne parę miesięcy (do kolejnej tzw. konferencji) – w końcu byliśmy najlepsi na rynku i na to zasługiwaliśmy :D.


W związku z czym było bogato he!he! – najlepsze zespoły, artyści, duuużo dobrego jedzenia, picia i jak zwykle przygotowane cztery sale tematyczne, etc.


Nauczony doświadczeniem, że zbyt duży rekwizyt może być problemem (zwłaszcza w drodze powrotnej;)), postanowiłem tego roku wtopić się w kolorowy tłum grupy Karnawał w Rio. Jednak na godzinę przed imprezą, kupiłem rastamański beret, który okazał się kluczowym elementem dalszych wydarzeń…Mój skromny beret bardzo spodobał się chłopakom z Blenders.


Kiedy się poznaliśmy, szybko okazało się, że mamy podobną kumację co doprowadziło do wspólnego zakończenia imprezy parę godzin później. W trakcie naszej mini libacji byliśmy parę razy zaczepiani przez moich współpracowników z innych regionów i zdarzało mi się przyjmować osobiste gratulacje za udany występ. Znalazł się nawet jeden czujny, który stwierdził, że mnie nie widział na scenie, ale chłopacy powiedzieli mu, że gram na samplerze i poprosili mnie o wyjaśnienie na czym to polega:).


Znajomość z Szymonem i Noskiem przetrwała przez parę miesięcy, dzięki czemu udało mi się bywać w „nieosiągalnym” dla zwykłych śmiertelników sopockim SPATiF-ie i poznać malarski dorobek mamy Szymona…


Wracając jednak do teraźniejszości, wspominałem ostatnio o uniwersyteckim party. Odbyło się ono w uznanej, szeroko komentowanej i chwalonej restauracji Brilliant w Southall (tzw. hinduskiej dzielnicy Londynu). Oprócz doskonałego jedzenia, miałem szansę obejrzeć kuchnię w trakcie pracy i spróbować chlebka naan wyciągniętego prosto z glinianego pieca tandoori.




Jednak tym co przyciągnęło moją uwagę natychmiastowo i najbardziej był słodki marchewkowy deser podawany z lodem. Postanowiłem więc go odtworzyć i zinterpretować. Oto moja wersja:)


Aromatyczna chałwa marchewkowa
(4-5 porcji)


300ml mleka
8 rozgniecionych kardamonów (tylko czarne ziarenka)
Szczypta ziaren kminu rzymskiego
50g masła (najlepiej klarowanego)
120g cukru
½ kg marchwi (startej na małych oczkach)
Sok z ½ cytryny
Garść drobno posiekanych pistacji lub migdałów



W małym rondelku zagotuj mleko z kardamonem i kminem rzymskim. Gotuj aż odparuje do ok. 100ml.


W innym rondlu roztop masło dodaj marchew i cukier i smaż na małym/średnim ogniu mieszając, żeby rozpuścić cukier. Dodaj zredukowane mleko z kardamonem i kminem (bez kożucha!). Mieszając i uważając, żeby nie przypalić gotuj do odparowania płynów i otrzymania szklistej, prawie stałej masy. Powinno to zająć ok.20-30 minut. Pod koniec dodaj sok z cytryny do smaku i odparuj. Wrzuć posiekane pistacje, wymieszaj i podawaj kiedy jeszcze ciepłe z lodami waniliowymi.


Pycha! Spróbuj koniecznie!

* Jeżeli lubisz więcej atrakcji dodaj namoczonych rodzynek.
** Można podawać również w temperaturze pokojowej lub na zimno.
***Jeżeli czyta to któryś z Blendersów- przypominam się, pozdrawiam i czekam na kontakt :)

czwartek, 17 grudnia 2009

Paté z kaczych wątróbek z grzybami i kasztanami



Z za zamkniętych podwójnych drzwi dolatywał męski głos, śpiewający z praskim akcentem, przy akompaniamencie banjo …Moja mila, cóżeś ty mnie uczynila…lub coś w tym stylu.


Zastanawialiśmy się czy powinniśmy tam wejść (niby dlaczego nie? Co nam zrobią? Przecież to my mamy arsenał w futerale mojej gitary…). Zatrzymaliśmy się na chwilę, spojrzeliśmy sobie w oczy i bez słów chwyciliśmy za klamki. Drzwi otwarły się szeroko. Wszyscy zamilkli a facet ciął solo na banjo…

Bar był w rogu po prawej a po lewej stała stara ławka ewidentnie wyniesiona z kolejowego dworca. W ladzie chłodniczej leżały tylko galaretka z nóżek, jakiś pasztet i cztery butelki wódki czystej.


Puściłem oko do bufetowej i dostaliśmy dwie szklanki whisky, ciepłej bo lada nie działała…

ooo ooo cóżeś ty mnie uczynila…śpiewał koleś w kraciastych spodniach, a ja przyciskałem futerał do piersi…


Opuściliśmy lokal bez rozróby i dołczyliśmy do grupy egzotycznych tancerek, które własnie wchodziły do kasyna.
-Pan z gitarą nie wejdzie.
-Ale jak to? Przecież to moja gitara!
-Aaa, skoro tak, to prosz…

To było jedno z lepszych Xmas party na jakich byłem, teraz głównie je przygotowuję, chociaż wczoraj gościłem się na dwóch -uniwersyteckim i sąsiedzkim.

Na sąsiedzkie przygotowałem:



Paté z kaczych wątróbek z grzybami i kasztanami


500g kaczych wątróbek
2 szalotki
2 ząbki czosnku (plasterki)
100g masła
50g sklarowanego masła (do zakonserwowania gotowego pasztetu)
25ml brandy lub porto
Garść suszonych grzybów
10 kasztanów (upieczonych, obranych i rozdrobnionych)
Sól morska
Świeżo mielony pieprz


Namocz grzyby a potem obgotuj je w małej ilości wody przez 5 minut i odsącz. Potnij w kostkę, odstaw na później.


Oczyść wątróbki z żył i tłuszczu a następnie opłucz i osusz.

Rozgrzej masło w rondlu, dodaj cebulę, czosnek, i podsmaż przez 1 minutę. Dodaj brandy i gotuj minutę, żeby odparować alkohol, wrzuć wątróbki i gotuj ok.5-6 minut mieszając od czasu do czasu. Zestaw z ognia kiedy wątróbki są nadal różowe po przekrojeniu.

Zmiel wątróbki blenderem, dodaj kasztany i grzyby. Wymieszaj dokładnie, żeby równomiernie rozprowadzić dodatki i dopraw do smaku. Podawaj kiedy jeszcze ciepłe z chlebkiem lub przełóż do miseczki, wyrównaj powierzchnię i zalej sklarowanym masłem. Przechowuj w lodówce i zjedz w ciągu 3 dni.

Smacznego!

wtorek, 15 grudnia 2009

Pieprz nie pieprz, Charlie



Parę lat temu w czasie jednej z pracowitych zmian odebrałem telefon z baru i słyszę drżący głos barmana, bełkocącego coś na temat kanapki z kurczakiem zesłanej parę chwil wcześniej na szesnastkę…
- Co jest nie tak?-pytam
- Klient, chce drugą, bo uważa, że ta była nadgryziona…
- ?!?!
- …mówi, że ktoś ją nadgryzł…i…,że była to kobieta…bo on poznaje po układzie zębów…
- A czy ten koleś ma około sześćdziesiątki, siwe włosy, okulary i jest w garniturze?
- Skąd wiesz?


To był Charlie – przyjaciel Boss’a z czasów młodości i jeden z oryginalnych Hell’s Angels, któremu po wypadku a raczej jednej z zadym pozostał ten mały problem – powracający, krótkotrwały i niespodziewany brak kontaktu z rzeczywistością… po prostu czasami pieprzy.



Pieprz, który podobnie jak pieprzenie Charliego nie jest pieprzem, jest głównym składnikiem aromatycznym mojego dzisiejszego dania. To pieprz seczuański, który jest wysuszoną łuską owoców odmiany jesionu kolczastego o pikantnym bukiecie i lekko cytrusowym smaku. Jest ciężki do zastąpienia, ale w razie kłopotu, pokusiłbym się o zmieszanie czarnego pieprzu z kardamonem jako substytutu.




Mały kurczaczek pieczony po chińsku

1 mały kurczaczek (ok. ½ kg)
1 cytryna (pocięta w 3-4 plastry)
2 liście laurowe


Aromatyczne masełko

1 łyżeczka pieprzy seczuańskiego
1 łyżeczka ziaren czarnego pieprzu
1 ząbek czosnku
1cm imbiru pociętego w plastry
½ łyżeczki soli morskiej
¼ łyżeczki mielonego cynamonu
¼ łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
50g miękkiego masła


Zacznij od zrobienia masełka.
W moździerzu rozgnieć wszystkie składniki oprócz masła aż stworzą papkę. Dodaj je do masła i dokładnie wymieszaj.

Obmyj kurczaczka, osusz, obetnij zbędny tłuszcz.
Przy pomocy palca poluzuj skórę a tak naprawdę oddziel ją od mięsa na piersi i udach. To naprawdę łatwe, obiecuję:) ale uważaj, żeby nie przerwać skóry.
Wciśnij połowę masełka pod skórę rozprowadzając je równomiernie a pozostałą połowę rozsmaruj na skórze.


Włóż plastry cytryny i liście laurowe do wnętrza kurczaka, zwiąż nogi sznurkiem i wstaw do lodówki na godzinę.


Rozgrzej piekarnik do 190°C. Piecz kurczczka bez przykrywania przez około godzinę lub do momentu kiedy soki po jego nacięciu będą czyste. Skóra powinna być chrupka i lekko zbrązowiona. Wyjmij z piekarnika, przykryj folią i odstaw w ciepłe miejsce na 10 minut.
Smacznego!


Aha, nie sugeruję z czym go podawać. Spróbuj i powiedz z czym Ci smakowało najlepiej.

Przepis dostałem od znajomego, ale podobno pochodzi z restauracji pod Sydney prowadzonej przez Kylie Kwong.

sobota, 12 grudnia 2009

Pierś z kaczki z sosem waniliowym



Nareszcie. Wróciłem. Ufff…To były ciężkie dwa tygodnie. Przewidywałem, że tak będzie, więc nie zabrałem ze sobą laptopa. Głupi to był pomysł… Stęskniłem się za Wami i blogowaniem okropnie!

Na nieszczęście, wszyscy moi współpracownicy myślą (bo nie dociera do nich to co mówię), że wróciłem z wakacji…a ja się czuję jakbym nigdy nie wyszedł z pracy:)

Wakacje to ja sobie zrobiłem dzisiaj! Pojechałem do Wschodniego Londynu (Spitalfields, Shoreditch) – a to prawie jak wycieczka do innego kraju a raczej równoległego wymiaru:). Tam się oddycha kreatywnością! Można ją nożem kroć!! Wyjazdy tam funduję sobie regularnie jak moja dawna sąsiadka do sanatorium w Ciechocinku;)

Od razu też, dzielę się pierwszymi owocami mojej zregenerowanej weny. Proszę bardzo - pierś z kaczki z sosem waniliowym. Nie jest to może mocno rewolucyjny przepis, ale uważam, że doskonale sprawdzi się o tej porze roku a szczególnie w okolicy Świąt.




Pierś z kaczki z sosem waniliowym
(4 porcje)

4 piersi z kaczki
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz

Sos waniliowy:

3 laski wanilii
Olej do smażenia
200g mirepoix*
25ml porto
25ml brandy
10ml armagnac
75ml czerwonego wina
250ml brązowego wywaru mięsnego**
25ml esencji waniliowej

Zacznij od zrobienia sosu.
Małym nożem przetnij laski wanilii wzdłuż, wyjmij ziarenka i odłóż je na później.

W małym garnku/rondlu rozgrzej małą ilość oleju (ok. 1-2 łyżek) i podsmaż mirepoix do zbrązowienia. Dodaj laski wanilii i smaż 2-3 minuty żeby wydobyć smak.

Wlej alkohole, zamieszaj i zagotuj a następnie dodaj wywar i gotuj na wolnym ogniu przez 45 minut aż sos lekko zgęstnieje.

Dodaj esencję waniliową i gotuj przez minutę, przelej przez sitko zachowując tylko płyn. Dodaj do sosu ziarenka wanilii i wymieszaj dokładnie aby je równomiernie rozprowadzić.

Odstaw w ciepłe miejsce.

Osusz kacze piersi, usuń zbędny tłuszcz i żyły. Ponacinaj skórę „w krzyż” nie nacinając mięsa.

Rozgrzej patelnię na średnim ogniu i połóż na nią piersi skórą do dołu. Smaż przez 7-8 minut aby zbrązowić skórę i wytopić tłuszcz. Odlej zbędny tłuszcz i przewróć piersi na drugą stronę. Smaż 2-3 minuty a następnie odstaw w ciepłe miejsce na 5-6 minut.
To bardzo ważne, żeby odczekać aż mięso się „rozpręży”- będzie wtedy soczyste!

Podgrzej sos, potnij piersi w plastry i podawaj z brokułami (w mojej wersji purpurowymi) i ziemniaczanym pure. Możesz ozdobić segmentami limonki co również dodatnio wpływa na smak całej potrawy, ale to tylko opcja:)

*Mirepoix (czyt.mir(e/o)pła) to jedno z ulubionych zwrotów wszystkich chefów he!he! a oznacza mix (najczęściej w równych ilościach lub stosunku 2:1:1) cebuli, marchewki i selera naciowego lub korzenia selera.

**Najprostszy wywar mięsny możesz zrobić z kości (najlepiej cielęcych lub wołowych) i włoszczyzny. Aby był brązowy upiecz kości w piekarniku i dodaj do rosołu/wywaru warzywnego i gotuj do uzyskania odpowiedniego smaku.

***Jak zwykle, podane czasy smażenia nie są wiążące – są „drogowskazem”.


Przepis pochodzi z Advanced Practical Cookery J.Campbell, prof. D.Foskett