sobota, 6 marca 2010

Zdejm kapelusz...


Dawno mnie nie było. Pora nadrobić zaległości…(to stwierdzenie może doskonale posłużyć jako wytłumaczenie, dlaczego nie używam Twitter, Śledzika itd…)

Dużo się ostatnio działo ( i dzieje), musiałem być w wielu miejscach jednocześnie, a bywało również i tak, że byłem gdzieś nawet o tym nie wiedząc hehe , ale od czego są aparaty fotograficzne, prawda? Tyle można się o sobie dzięki nim dowiedzieć hehe…Po prostu urok życia towarzyskiego taki już jest i można go polubić lub nie. Jak myślicie, w której grupie się mieszczę?

Zacznę od początku czyli od połowy lutego…zaczęło się niewinnie od spontanicznej imprezy z moimi szwedzkimi znajomymi a potem worek się rozwiązał : pokaz mody Elliotta ( pamiętacie? Obiecywałem. Tutaj można go obejrzeć.), after party, koncert Vader, urodziny Sama z Pink Cigar, praca, uniwerek, mniejsze, zupełnie „nieważne” spotkania i okazuje się, że czas naprawdę względną wartością jest…



A propos wzmożonego życia towarzyskiego przypomniały mi się dosyć intensywne czasy mojej młodości kiedy wszystko było proste. To znaczy grafik zajęć był prosty.

Przed lekcjami graliśmy próbę, tuż po lekcjach spotykałem się z Chmielem i oglądaliśmy stare, czarno-białe polskie filmy z lat 70-tych na TV Polonia, wdychając ich atmosferę głęboko całymi płucami. Tak oszołomieni wychodziliśmy na nasz ulubiony spacer. Kupowaliśmy garście batonów w kiosku, mówiliśmy do siebie cytatami typu zdejm kapelusz lub alkohol zabija prawdziwego mężczyznę i robiliśmy obchód sklepu, w którym panowie z wąsami, złotymi łańcuchami, w swoich stylowych dresach handlowali czym się dało. Miny przy tym mieli bardzo poważne i zaangażowane. Nas bawiło to najbardziej…Zastanawialiśmy się czasem czy oni nas w ogóle zauważają (?!) a jeżeli tak, to co sobie myślą, patrząc na nasze permanentnie uchachane twarze szepcące co chwila coś pod nosem i wybuchające nieudolnie powstrzymywanym śmiechem…zdejm kapelusz.


Po odbyciu misji pt. Obchód BIMa udawaliśmy się na poszukiwanie „imprezy dnia”, lub graliśmy późną próbę ( on w swoim a ja w swoim zespole) i w taki sposób toczyło się życie. Mało snu, dużo zabawy, zero zmęczenia…a teraz…

…teraz muszę, dnia następnego, przyjąć odpowiednią dawkę energii, w odpowiedniej ( najlepiej kremowego sosu) formie, z odpowiednią ilością witamin (hehe), żeby chaos opuścił moją głowę…



Makaron penne z marynowanym kurczkiem i brokułem
(2-3 porcje)

400g makaronu Penne ugotowanego al dente
2 ząbki czosnku (pocięte w plasterki)
Łyżeczka (lub więcej) płatków suszonego chilli
2 małe piersi kurczaka ( pocięte w cienkie paski)
Oliwa z oliwek
12 pomidorków koktajlowych (przekrojonych na pół)
½ małego, ugotowanego brokuła
150ml śmietany kremówki
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
Łyżka posiekanej natki pietruszki


W misce wymieszaj piersi z odrobiną oliwy, wsyp płatki chilli , czosnek, odrobinę soli i pieprzu. Wymieszaj dokładnie i odstaw do lodówki na pół godziny.


Kiedy makaron zacznie się gotować wyjmij zamarynowanego kurczaka z miski, zachowując czosnek. Podsmaż paski kurczaka na patelni, ale tylko tak, żeby je zbrązowić. Odlej nadmiar tłuszczu z patelni, wrzuć czosnek i podsmaż całość przez minutę, wlej śmietanę i zagotuj. Dodaj brokuły i zagęść sos przez odparowanie. Następnie dodaj pomidorki i makaron. Kiedy sos będzie ładnie oblepiał makaron przypraw do smaku, nałóż na talerze i posyp natką.


*Stylizacja zdjęć jak i cały post są wynikiem tego co napisałem wcześniej;)
**Za cytaty dziękuję Hydrozagadce.
*** Muszę przyznać, że to połączenie ostrego smaku chilli z kremowym sosem jest jednym z moich ulubionych.

15 komentarzy:

Patrycja pisze...

O człowieku!
Zajętyś do granic, kiedy Ty śpisz;)
Leniwej niedzieli życzę!

P.S. Jak dobrze, że jestem po kolacji;)

magda k. pisze...

hej :) koncert Vader - szczęściasz, ja pocieszam się koncertem Acid Drinkers więc nie ma źle :)

ciekawie się u Ciebie dzieje i w kuchni oczywiście również :)

asiejka pisze...

czuję, że nieskończenie mógłbyś opowiadac nam o swoich wspomnieniach i o tym co teraz,
a my byśmy nigdy nie mieli dośc
rób to więc jak najczęściej :-)
i te pyszności pokazuj, które nieustannie wywołują u mnie uczucie lekkiej zazdrości, bo na moim talerzu nigdy nie będą wyglądały tak ładnie

Magdalena pisze...

"Malo snu, duzo zabawy, zero zmecznie" - kiedy to bylo !
Juz nie pamietam. Teraz mam duzo snu, malo zabawy a i zmeczona tez jestem ciagle.
Tak jak teraz, tak wiec poprosze makaron za rozgrzewke i dobry humor na reszte dnia.

Sarenka pisze...

ha! ja tez chce na london fashion week! a hydrozagadka rządzi, szczególnie czołówka;)

Anna Maria pisze...

"Muszę przyznać, że to połączenie ostrego smaku chilli z kremowym sosem jest jednym z moich ulubionych."

Moim także. Mam nadzieję, że wczoraj choć trochę odpocząłeś.

Anonimowy pisze...

"Alkohol to wróg prawdziwego mężczyzny!" tak jest w hydrozagadce

arek pisze...

Patrycjo,
spie podczas kiedy robie make up hehe

Madziu,
Vader to obowiazek hehe, a bylo naprawde ostrrro! fajnie bylo sobie powspominac stare czasy :D . Czesc drugiego akapitu dotyczy tego wydarzenia hehe

Asiejko,
dziekuje bardzo za to co mowisz:)i przyznam, ze mam jeszcze pare opowiesci hehe

Magdaleno
moze napisze Ci na priva kiedy to bylo bo nie chce zdradzac swojego wieku hehehe...
ale masz racje!

Sarenko,
hydrozagadka absolutnie! ale my widzielismy tyle doskonalej polskiej kinematografii, ze zal bieze , ze nie pamietamy tytulow...

Aniu,
zgadza sie wczoraj odpoczalem...tego mi bylo trzeba :)

Anonimowy,
zgadza sie...przepraszam za pomylke...ona niestety dowodzi prawdy zawartej w tytule hehe
a tak serio to w jednej ze scen Agent As mowi : prawdziwego mezczyzne zabija alkohol... a potem Iga C. mowi kocham pana, kocham pana, kooocham pana ajlowju...

Mich pisze...

Gdy sobie przypomnę te 20kg ziemniaków do ugotowania w pracy też zastanawiam się kiedy śpisz. Jakoś sobie radzisz skoro raczysz opowieściami i zdjęciami.
pozdrowienia!

magenta pisze...

Kapelusz zdejmłam.
No działo się bardzo ciekawie. Fajny pokaz, bardzo przyjemnie sobie czas spędzasz, chociaż pracowicie.
Ale to, co się robi z przyjemnością... wiadomo :)
Z tych pene wydłubię kurczaka i po krzyku ;)

Bareya pisze...

Makaron to chyba wymysł Boga. Ile można na ten temat zrobić wariacji, aż sie człowiek wariatem staje. Kurczak brokuły i pietruszka...Cóż mogę powiedzieć skoro mam "jobla" na punkcie makaronu i pietruszki.
Z drugiej strony, to jak przedstawiasz potrawy to tak zwany "złoty podział". Kto chce - niech pyta o szczegóły...pozdrawiam

Polka pisze...

Jasne make-up z zamkniętymi oczami? Nawet najlepsza z nas tego nie potrafi :)))
Arku Ty wiesz,że ja niedługo będę już w Londynie? :) Jeśli miałbyś ochotę np odstąpić wejściówę na pokaz mody to ja się piszę już dzisiaj :)

Ania vel Vespertine pisze...

O, dziś kupiłam niemal wszystkie składniki na ten makaron. Przed lekturą Twego postu :)

Czytając o Twej hucznej młodości ;) przypominam sobie zdjecia z Facebooka - ja takich włosów nie miałam, jak Ty! Istny anioł ;)

fellunia pisze...

Ojej, aż mnie głowa rozbolała, to się nazywa empatia :)
Pozdrowienia od wielbicielki starych polskich komedii!

Darek pisze...

Widzę że wśród miłośników dobrego jedzenia są i miłośnicy dobrej muzyki. Na Vaderze już dawno nie byłem ale Acid Drinkers ostatnio "zaliczyłem", co do makaronów w różnej postaci to co najmniej raz w tygodniu :)