środa, 18 sierpnia 2010

Prostota i elegancja. Po prostu bistro.

Nowa moda z miasta Pariża nadejszla…lub nadejdzie. Tak czy owak tam już jest i wszystkie znaki na niebie wskazują, że się rozprzestrzeni. Młodzi i utalentowani chefowie otwierają malutkie restauracyjki o prostym wystroju. Serwują w nich swoje kreacje, przygotowane z najwyższej jakości składników, po przystępnych cenach. Bardzo przypominają koncepcję bistro, ale są czymś więcej. To autorskie restauracje. Okrojone z całej usztywniającej otoczki i skupione na tym co najważniejsze – wyśmienitym jedzeniu i dobrej atmosferze. Istny raj dla prawdziwych foodies. Niektóre z nich są tak małe, że mają tylko sześć stolików a nierzadko chef jest na wyciągnięcie ręki, gotując na oczach klientów.


Chyba nie ma lepszej rekomendacji niż kilkutygodniowa lista oczekujących na stolik. No, chyba, że dorzuci się do tego jeszcze gwiazdkę Michelina. Wtedy lista wydłuża się jeszcze bardziej. Tak jest w yam’Tcha serwującej połączenie francuskich i chińskich smaków, składników i technik gotowania, gdzie szefem kuchni jest kobieta – Adeline Grattard.

Przyznam, że ta forma jest najbliższa mojemu sercu i od dawna oczekiwałem na jej nadejście czy jak kto woli powrót. Proste, bezpretensjonalne, gotowane z pasją, uczciwe jedzenie. Z tym, że proste jedzenie może być świetne tylko przy spełnieniu paru warunków a przede wszystkim, wysokich umiejętności kucharza oraz jakości i odpowiedniej kompozycji składników.


Trend jest na tyle silny, że wyrwał się z kręgu kucharskich rozmów przy piwie na koniec dnia i wiadomości przenoszonych pocztą pantoflowej wśród zapalonych foodies. Restauracje te zostały również zauważone przez prasę, m.in. Financial Times, który wziął pod lupę yam’Tcha i parę innych w artykule Johna Burtona „Petite perfection”. Ciekawe o ile wydłuży to listę oczekiwania na stolik?

Mój dzisiejszy przepis to proste i pyszne danie typu bistro.

Flądra z masłem krewetkowym
(2 porcje)

2 filety flądry
10g masła
Łyżka oleju rzepakowego
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
Cytryna

Masło krewetkowe:*
100g miękkiego masła
50g małych krewetek
5g drobno posiekanej natki pietruszki
1 drobno posiekany ząbek czosnku

Zacznij od zrobienia masła krewetkowego mieszając dokładnie ze sobą wszystkie składniki. Przełóż do miseczki lub zawiń w folię plastikową formując „kiełbaskę”. Postaraj się, żeby krewetki były równomiernie rozłożone. W takim stanie możesz je przechowywać w lodówce przez kilka (3-4) dni.

Osusz filety ręcznikiem papierowym, posól i popieprz.
Rozgrzej grill lub piekarnik do 230°C.

Na patelni rozgrzej olej, dodaj masło a następnie kiedy masło pięknie bąbelkuje połóż rybę „skórą” do góry. Smaż dwie minuty, odwróć na drugą stronę i na rybę połóż szczodre porcje masła krewetkowego kontynuując smażenie przez kolejne dwie minuty. Wstaw całość do piekarnika/pod grilla na 4-5 minut. Sprawdź czy ryba jest gotowa odchylając „płatki” mięsa nożem w najgrubszym miejscu. Powinno być soczyste i łatwo się oddzielać a masełko krewetkowe lekko zbrązowione.

Podawaj ze świeżą sałatą i młodymi ziemniakami z wody. Żeby zwieńczyć dzieło skrop sokiem z cytryny.

Smacznego!

* Ta ilość powinna wystarczyć na 3-4 porcje ryby.

13 komentarzy:

Amber pisze...

Wygląda pysznie.Już chciałabym ją zjeść!
A autorskie bistro? Pojawiają się i u nas w stolicy.Tylko mało kto o nich wie.Na krańcu,po cichu...

majka pisze...

I znow rybka :) Co jeden przepis to lepszy. Koniecznie musze wyprobowac. A takie knajpki to miejsca, w ktorych i ja na pewno czulabym sie dobrze. Nie lubie duzych lokali i jedzenia, ktore nie spelnia moich oczekiwan. Moze gdyby wlasnie skupic sie na jakosci potraw a nie ilosci ludzi wszystko by sie zdecydowanie zmienilo.

magda k. pisze...

do Twojego bistro też bym się chętnie wpisała do kolejki oczekujących na stolik :)
super danie :D

tomasz pisze...

wygląda bardzo smacznie! stek z polędwicy wołowej z takim masełkiem - mmmmmmmm......... :D

Kinga pisze...

Autorskie bistro o ile faktycznie stosować dobrej jakości składniki! Nie miałabym nic przeciwko takiem, w którym gotuje się ze składników eko, ale to nie realne przynajmniej w Katowicach, może w Warszawie by się przyjęło. Od jakiegoś czasu podczytuje Tw. bloga i przepisy nietuzinkowe, a często z prostych składników i to niewielu. Ja rybojad jestem, więc na tych się skupiam, ostatnio na moim blogu i stole zagościła Twoja ryba na koprze włoskim. Więcej ryb proszę! A żeby mi żadna nie umknęła to Cię muszę podlikować. Pozdrawiam.

Bareya pisze...

Mieć nadzieję wypada, że i do Polski dotrze ta "fala". Osobiście brakuje mi barów takich jak w Hiszpanii, gdzie podaje się "tapas".
Małe przekąski, często na jeden kęs, więc możesz sobie dozować przyjemność i budżet.
I jak najbardziej tego typu lokal to było coś dla mnie.
Nasza kuchnia posiada coś co ktoś niefortunnie nazwał "zimny bufet" i jest w nim wiele ciekawych dań nadających się do "bistro" jakie opisujesz.
pozdrawiam
p.s. jak na razie kebab górą...
http://www.zw.com.pl/artykul/505509_Dworzec_Centralny_stal_na_bombie_z_kebaba.html

Magdalena pisze...

Swietne danie!
A idea bardzo sluszna. O Adeline slyszalam, albo widzialam w telewizorze, ale w resto nigdy nie bylam. Zastanawiam sie tylko, jak taka mala restauracyjka robi pieniadze, bo w Paryzu trzeba sobie kupic najem, a kupno tegoz w pierwszej dzielnicy to horrendalne pieniadze - pewnie kolo stu tysiecy euro, o ile nie wiecej. Nawet jezeli rezerwacji dokonywac nalezy z wielotygodniowym wyprzedzeniem, to dalej koszty dzialalnosci sa ogromnie wysokie.
Zyczyc im powodzenia i sukcesow wypada.

Anna Maria pisze...

Uwielbiam takie bistra:-)

Kuba pisze...

Zaledwie kilka dni temu wróciłem znad morza, gdzie niemal codziennie zajadałem się flądrami na przeróżne sposoby. Ale Twoja wygląda tak apetycznie, że chętnie się skuszę.
Pozdrawiam!

Karolina pisze...

Fajna ryba, musze wyznac, ze fladry sama nie przyrzadzalam, nie wiem czemu? Boje sie jej, czy co? ;)

Trend jak najbardziej sluszny, podobaja mi sie tez restauracyjki, gdzie szef kuchni gotuje codziennie inny zestaw i to jedyny zestaw danego dnia. I rezerwujac stolik nie wiesz na co trafisz, ale z reguly jest to wlasnie taka prawdziwa kuchnia, bez udziwniania, tylko gotowanie z dobrych skladnikow, bez zadnego kombinowania z piankami z parmezanu, czy lodami z krewetek. ;) Marzy mi sie dostep, ale u mnie na wsi nie ma takich mozliwosci. Natomiast bedac na urlopie na pewno skorzystam, jesli okazja sie nadarzy.

Pozdrawiam!

Nicole pisze...

Pyszna ryba!

Przy okacji zapraszam Cię do blogowej zabawy...: Lubię....:D
http://polishcookbook.blogspot.com/2010/08/lubie-blogowa-zabawa-i-wyroznienia.html

mico pisze...

Sam nie wiem czym bardziej mnie nakręciłeś - opowiadaniem wstępnym czy fantastycznym przepisem na flądrę...
Albo jakiś ckliwy dzisiaj jestem, albo piękne to wszystko co piszesz. ;)

ewelajna pisze...

Jak tak sobie Ciebie czytam, Arku, to chętnie zjadłabym w takim barku u Ciebie... Zatem przy następnej wizycie...???