środa, 29 grudnia 2010

Pyszne krewetki z pieprzem seczuańskim

Mój brat był czystszym dzieckiem niż ja. Nie mówię tutaj o higienie osobistej;) Jego ubrania nigdy się nie plamiły, były nieskazitelne nawet po całym dniu. Moje stan nieskazitelności traciły w momencie pierwszego włożenia a szczególnie w trakcie jedzenia. Plamy, plamki, nieświadome muśnięcia tłustymi paluchami i inne wypadki. Wszystko to mogło służyć jako „czarna skrzynka” mojej aktywności. Dawno z tego wyrosłem, ale nadal lubię uwolnić się od konwenansów i trochę się ubrudzić, oblizać palce i potem wytrzeć je w…serwetkę ;))


Krewetki z pieprzem seczuańskim
(2-3 porcje)

12 dużych krewetek tygrysich
1 ząbek czosnku (przecięty na pół)
2-3 duże suszone czerwone chilli
1 łyżka pieprzu seczuańskiego*
2 łyżki oleju sezamowego
6 łyżek oleju z pestek winogron (lub innego neutralnego)
Sok z ¼ cytryny
2 łyżki pociętego szczypioru (spring onions)


Rozgrzej olej w woku, wrzuć czosnek, chilli i połowę pieprzu seczuańskiego. Wyłącz gaz i zostaw na 5-10 minut, żeby smaki się połączyły. Wyjmij czosnek i rozgrzej woka ponownie. Wrzuć krewetki i resztę pieprzu, smaż przez kilka minut aż krewetki zmienią kolor na czerwony i nie będą surowe w środku. Posyp szczypiorem, podawaj natychmiast. Najlepiej smakują jedzone palcami!  Nie zapomnij wyjeść chlebkiem pysznego sosiku (przepraszam za zdrobnienia, ale to jest naprawde pyszne i nie mogę się powstrzymać…).


* lub więcej, jeżeli lubisz ;)
** Inspiracja: David Chang.

30 komentarzy:

Karmel-itka. pisze...

Arku!
podziwiam, podziwiam za takie rarytasy.
rewelacyjne krewetki, a brzmią tak wspaniale. wyglądają - jeszcze lepiej. to co dopiero smak!

hania-kasia pisze...

Wyglądają pysznie. Ja też lubię się ubrudzić, obierając i jedząc krewetki.

thiessa pisze...

O i to jest jedno z tych pysznych, szybkich dan i na dodatek ze skladnikow, ktore zawsze sie w domu znajda (przynajmniej u mnie).

kasiaaaa24 pisze...

Uwielbiam krewetki i ten przepis bardzo mi się podoba. Prosty, ale z pewnością niezawodny. I świetnie dobrane przyprawy, w moim stylu :)

Pozdrawiam Arku i życzę smakowitego Nowego Roku :)

belgia od kuchni pisze...

Czytam przepis i widzę, że
wbrew pozorom wszystkie składniki łatwo dostępne. Super! Aż wstyd byłoby nie wypróbować... ;)

Amber pisze...

Wiesz,że ja też lubię ,utytłać się' w kuchni...Czuję wtedy ,że przeżyłam coś kulinarnie prawdziwego.
A krewetki, delicje! Mam spory zapasik tygrysich w zamrażarce i sobie je tak właśnie przyrządzę!

Maggie pisze...

Cudne krewetki, w sam raz na lekka kolacje po swiatecznym obzarstwie.
A co do czystosci, ja bylam "najbrudniejsza" z calej naszej trojki. Ubrania plamilam zawodowo, glownie czekolada. Tak mi zostalo do dzis ;)

Zielenina pisze...

a ja się przyczepię trochę :) Fajnie byłoby zamienić krewetki tygrysie na jakieś inne, bo akurat tygrysie są zagrożone całkowitym wyginięciem ze względu na przełowienie. Tak jak tuńczyk zresztą, niestety :(

Bareya pisze...

Mam to samo. Krewetki, plamy na wdzianku zawodowym, które dostałem od przyjaciół z Londynu, i mam nawet taki podobny fartuszek jak Twój.
Granatowy w białe paski. Ma metke: Mercury London City Bankside, Alberico Orsi.
pozdrawiam

Kasia pisze...

Arku, ja w dzieciństwie często wycierałam brudne od jedzenia, utłuszczone paluchy w obrus! ;)
A te krewetki -och, ach! Na pewno wkrótce wypróbuję!

arek pisze...

Karmel-itka,
nie da sie ukryc- to rarytas :) Moze to szokujace, ale byly jednym z dan na naszej Wigilii :))

Hania-kasia,
jedzenie w taki sposob, pokazuje czy naprawde lubimy jesc i mamy z tego radosc ;)

Thiessa,
widze, ze mamy podobna spizarke ;)

Kasiaaaa24,
to fakt, przepis jest superniezawodny. I smakowo i czasowo:)

belgia od kuchni,
mam wiec nadzieje, ze nie narobisz wstydu ;))

Amber,
zgadzam sie zupelnie z tym co mowisz! Takie jedzenie uwalnia, chociaz na chwile...nieprawdaz?

Maggie,
jezeli sie kiedys spotkamy, napewno nie bedziemy jesc czekolady ;))

Zielenina,
wiedzialem, ze tak bedzie;) Zielenino kochana, jezeli znajdziesz w sprzedazy krewetke niehodowlana, kup ja prosze, zjedz i zapamietaj jej smak bo rzeczywiscie moze to byc ostatni raz (przeslij mi tez prosze). Prawie 100% krewetek kupowanych pochodzi z hodowli w Azji. Jak juz kiedys pisalem wspolpracuje z MSC (Marine Stewardship Council) i ufam im, ze certyfikowane przez nich produkty sa przyjazne srodowisku. Nie uwazam tez ,ze hodowle sa koniecznie dobre dla srodowiska, ale to temat na prace conajmniej magisterska. Bledne kolo, ktore prawdopodobnie nie zostanie przerwane. Slyszalem, ze Chinczycy stworzyli hodowle, ktore sa zblizone do prawdziwego ekosystemu i nie zanieczyszczaja dna morskiego a wrecz je odradzaja.

Bareya,
kurde, ale Ty superposh jestes !!;)) W walce na fartuchy nie mam z Toba szans :D

Kasiu,
ja tez w obrus wycieralem, ale tylko w lewa strone hehe

majka pisze...

Krewetki to jest to, co tygryski lubia najbardziej :) I nie straszne mi krewetkowe danie nawet w dziesieciogwazdkowej restauracji bo nie mam skrupolow aby zajadac ja lapami :)) Co do plam.. wstyd sie przyznac ale mnie to do dzis pozostalo...ze o plamach z pasty do zebow nie wsponmne :))

Wszystkiego dobrego na Nowy Rok Arku! Spelnienia marzen i kolejnych pysznych wpisow na blogu :)

aga pisze...

pieknie wygladaja:) az slinka cieknie:)

arek pisze...

Majka,
pasta do zebow jest znana mi ze swej podstepnosci i licznych prob sabotazu! :) Jedzenie lapami w gwiazdkowych restauracjach poteguje satysfakcje konsumenta.

Dzieki i mnostwa pysznosci w 2011!

Aga,
to nie masz wyjscia - krewetki seczuanskie na inauguracje 2011?! Smacznego! :)

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Arku! Och, tak oblizać palce, uwielbiam! Wtedy dopiero można poczuć prawdziwy smak! Z wielką chęcią oblizałabym place po Twoich krewetkach.... Na razie, z powodu ich braku (krewetek oczywiście:), mogę jedynie się oblizać na samą myśl...
Życzę Ci wspaniałego Nowego Roku i cudownych kulinarnych przeżyć - obyś nadal się nami dzielił tak pysznymi postami:)

Majana pisze...

Szczęśliwego Nowego Roku Arku dla Ciebie i Twoich najblizszych!:)

Patrycja pisze...

Wszystkiego najpyszniejszego w Nowym Roku, spełnienia marzeń!:-)

magda k. pisze...

uwielbiam krewetki, Twoja wersja oczywiście, że trafia do mnie w 100% koniecznie wypróbuję :)

wszystkiego najlepszego w Nowym Roku :)

ewelajna pisze...

Arku, u mnie czystsza była siostra...;)
A raki prezentują się pysznie!
Zatem najpiękniejszego w nowym roku - smacznego w życiu i na blogu!

zemfiroczka pisze...

Te krewety tak smacznie wyglądają, że pomimo tego, że jestem po obiedzie to i tak zrobiłam się głodna.


Arkadio - dużo chusteczek w pogotowiu w Nowym Roku ;)

tomasz pisze...

ach te krewety! Arku, ZDROWIA, SIŁY i mega ton SZCZĘŚCIA w NOWYM ROKU!!!!!!!

monika pisze...

Dzieci są po to żeby się brudzić :) Dorośli czasem też, np. w kuchni ;-)

Chociaż przyznam że Nigelli oblizującej pazury na ekranie nie trawię.. Każdego innego już tak :)

A krewetki - mniam, poczekam tylko na świeży szczypiorek :)

Pozdrawiam noworocznie :-)))

Atria C. pisze...

Uwielbiam krewetki!
Ale w przepisach często podawane są "krewetki nie ugotowane". Wydaje mi się, że te mrożone krewetki są zazwyczaj już obgotowane (tak samo jak te sprzedawane na wagę) Czy to przeszkadza?

Ania vel Vespertine pisze...

Ale pięeękne krewety! Lubię Twoje zdjęcia prosto z patelni, Arek :)

Nika pisze...

Bosko wyglądają, bardzo apetyczne zdjecie! Podjadane palcami prosto z patelni muszą smakować cudnie:)

Zielenina pisze...

to ja się bardzo cieszę, że masz na względzie środowisko, nie jest to zbyt częste. Niestety z hodowlami są właśnie takie problemy jak opisujesz, zanieczyszczają one środowisko naturalne. Ufasz MSC ślepo czy sprawdziłeś w jakich warunkach hodują to co hodują? :) Wiem, jestem upierdliwa ;-)
Krewetki nie kupię i nie zjem, bo jestem wege :) W sumie to najprostsze rozwiązanie, zwyczajnie nie jeść, nie trzeba nic sprawdzać :D

Atria C. pisze...

Zieleniono, tak się doczepię, nie trzeba nic sprawdzać.. a czy wzystko, absolutnie wszystko co jesz jest uprawiane eko? a nawozy oraz odległość (przecież wszystko co sprowadzamy z zagranicy pozostawia za sobą carbon foot print, transport lotniczy jest nieekologiczny i to jak!).I czy sprawdzasz ogranizacje, które nadają certyfikat "eko?" Uważam, że w dzisiejszych czasach sprawdzenie wszystkiego osobiście jest po prostu nie możliwe (nawet jak mieszkasz na wsi i masz gospodarstwo).

Ale wracając do meritum ja mam pytanie o MSC - niedawno czytałam w Kuchni że żadna firma w Polsce nie ma takiego certyfikatu. Arku, czy jest inaczej? Jeśli tak, mógłbyś doradzić, które produkty rybne mogę, mieszkając rzut beretem od Tatr, spokojnie kupować?

I co sądzisz o rybach mrożónych? Bo ja np. nie mam dostępu do Makro a obawiam się, że "świeży łosoś" ze sklepu rybneo albo supermarketu, to świeżość stracił w centrum dystrybucyjnym.. i może lepsze mięso mrożone? Help!:)

Najczęściej kupuję podkrakowskie pstrągi ale chce się czasem odmiany:)

arek pisze...

Zielenina,
MSC to organizacja, ktorej zadaniem jest edukacja konsumentow, dystrybutorow i producentow. Musze powiedziec, ze efekty sa bardzo widoczne w UK. Wydawalo mi sie ze mial powstac polski oddzial, ale z tego co widze na ich stronie int nadal go niema. Celem jest rowniez zmiana konumenckich przyzwyczajen i preferencji, zwrocenie uwagi na mniej znane (nieprzelowione) gatunki, ale to dlugi temat... Wiesz, jezeli chodzi o vege to tez nie jest takie super-etyczne, carbon footprint jest duzy. Niektore badania wykazuja, ze latwiej (mniejszy carb foot) importowac niz produkowac w szklarniach. Albo soja...podobno 60%-90% soji importowanej z obu Ameryk jest genetycznie modyfikowana...Mowiac szczerze napisalem pare akademickich rapportow na oba tematy i ciezko jest znalezc zloty srodek. Najwazniejsze jest to zeby byc swiadomym zagrozen i swoimi dzialaniami ich nie powiekszac a starac sie zmniejszyc.

Atrio,
Kuchnia prawdopodobnie ma racje, poniewaz produkty wymienione na stronie MSC dostepne w Polsce to glownie produkty przetworzone (sprawdz sama :http://www.msc.org/where-to-buy/msc-labelled-seafood-in-shops-and-restaurants/poland ).
Ryby "swieze" bardzo czesto sa dostarczane do sklepow lub dystrybutorow gleboko zamrozone. na szczescie tecznika poszla do przodu i wg niektorych zrodel sa one tak szybko zamrazane, ze nie traca jakosci. Moim zdaniem najlepszym sposobem jest zadawanie pytan sprzedawcy skad, jak mrozone itd.Poza tym to moze spowodowac oddolne cisnienie na dystrybutorow, zeby ulepszac oferte. Musze przyznac uzywam w pracy kilku gatunkow ryb, ktore dostajemy mrozone i sa naprawde wysokiej jakosci. Kupujemy filety np. fladry ze skora, maja cienka warstwe lodu i rozmrazaja sie w 20-30 minut w zimnej wodzie. Mam nadzieje, ze to pomoze :)
Jakby co, pisz:)

etrala pisze...

zatonęłam u Ciebie, zdjecia pachną, opisy kuszą, cięzko stad wyjść :) I chyba zrobie trzecie podejście do krewetek, moja wersja nie była najlepsza, w Ishin bar pobiegłam do ubikacji z krewetką w buzi, a Twoje wyglądają tak apetycznie, że zapomniałam już o "tamtych" smakach, brakuje mi jeszcze pieprzu seczuańskiego, widze, ze używasz tylko takiego ? pójde na poszukiwanie, mieszkam w takiej wsi, ze w sklepie go nie znajde ;)
pozdrawiam
ewka

etrala pisze...

Arku dzieki !!
To dzięki Tobie zrobiłam i zjadłam ze smakiem !! krewetki :)
troche inaczej doprawiłam, była pietruszka zielona, czosnek, pieprz seczuański i białe wino, wszystko na maśle...obłędny smak i sosik do samego końca wyjedzony :D
To będzie moje danie na relaksacyjna kolacje z druga połowa ;)
dzieki i pozdrawiam
ewka