środa, 13 lutego 2013

Rzeczy (nie) tak oczywiste


Tydzień temu dostałem zapytanie od dużego portalu czy mógłbym napisać felieton o Tłustym Czwartku. Czytaliście? Jeżeli nie to nie próbujcie wertować internetu bo go nie znajdziecie. Mam za to prośbę: pomyślcie dlaczego nie i wpiszcie swoją pierwszą myśl jako komentarz, może z tego wyjść niezła zabawa ;)


Przez lata mieszkania w Londynie zdążyłem się przyzwyczaić do tego, że w metrze panowie nie ustępują miejsca, wręcz przeciwnie, pośpiesznie zajmują je nie dając nawet szansy kobietom i starszym po czym udają, że śpią lub czytają gazetę, znad której tak naprawdę obserwują przedział. Bardzo często są to dobrze ubrani panowie z City w „światowej” wyobraźni uważani za dżentelmenów z manierami. Wyobraźnia czy też zakodowane skojarzenie podpowiada też melonik, niestety te są już rzadkością tak jak maniery, najczęściej ograniczone do częstego i automatycznie wypowiadanego „sorry” i „thank you”. Do dziś mam przed oczami mój pierwszy szok kulturowy, kiedy to pan w garniturze w paski ze skórzaną aktówką mknął przez Picadilly Circus pierdząc głośno i długo, bez żadnego skrępowania haha! Oczywiście nie miał melonika ;)


Jedni mówią, że to specyfika Londynu, że tutaj, każdy pozwala sobie na więcej „luzu” niż gdziekolwiek indziej. Drudzy mówią, że to równouprawnienie, demokracja i inne tego typu banały. Ja mówię, że są rzeczy tak oczywiste, o których się nie dyskutuje i nie reguluje, je się robi. Równouprawnienie to może być w płacach i dostępie do wiedzy czy władzy, ale bezinteresowne ustąpienie miejsca czy otwarcie drzwi to już różnica klasy, nie kasy.*

Czy już wiecie dlaczego nie ma mojego felietonu? Nie napisałem go, powiedziałem, że nie piszę o rzeczach oczywistych :)


Jutro Walentynki, więc oczywiście nic nie napiszę, ale dzisiaj robię wyjątek dla pięknych, oczywistych i tradycyjnych połączeń smakowych. Dla tego dania można nawet pozbyć się manier i oblizywać palce przy stole, najlepiej sobie nawzajem, pewnie już macie tą drugą osobę na myśli ;)

Sałatka z pomarańczy, kopru włoskiego i sardeli
(4 porcje)

2 główki kopru włoskiego
2 pomarańcze
3-4 filety sardeli w oleju
Garść (15-16) czarnych oliwek***
Łyżka posiekanych liści pietruszki
Sok z ½ cytryny
4 łyżki oliwy z oliwek
Sól morska (opcja)
Garść prażonych pekanów

Przetnij koper na pół wzdłuż a następnie potnij go na cienkie „piórka”. Używając ostrego noża obierz pomarańcze obcinając skórę razem z membraną a następnie potnij w cienkie plastry. Filety sardeli potnij w cienkie, podłużne paski a oliwki przepołów.

Wymieszaj w misce z sokiem z cytryny, oliwą i pietruszką doprawiając w razie potrzeby odrobiną soli.

Nałóż na talerze i posyp pekanami.

Smacznego!


* Nie narzekam na Londyn, Anglię czy Anglików bo niewielu ich zostało w Londynie. Mówię o ludziach, generalnie.
** Przepis to moja wariacja włoskiego klasyka.
*** Najlepiej bez pestek i marynowanych w ziołach a nie zalewie.

9 komentarzy:

eMajdak pisze...

Arek prawie się posikałam po nogach :) Powiem Ci jedno w Londynie w metrze czy w autobusie z tego co widziałam zawsze ustępowano miejsca kobiecie w ciąży. Zawsze. W Warszawie żadna ze starszych osób(nie mówię o starowinkach ledwo stojących na nogach), które sprintem biegły do wejścia i przepychały się łokciami i nogami, nie ustąpiła miejsca ciężarnej. Więc wiesz :) Może lepiej by było, gdyby to działało tak jak w Big Smoke. Nikt nie miał by ani wymagań, ani pretensji.
Sałatka jest tak kolorowa i nasycona, że wcale mi nie tęskno za wiosną. Wystarczy, że popatrzę na Twój talerz.
Bizu!

johngalt pisze...

Hmmm, bo obchodzisz fat tuesday?:D

Aurora pisze...

My hero! :D

kocie pisze...

Sałatka wygląda pięknie! planuję jutro podobną wariację fenkuł+pomarańcza z łososiem i kaparami:)

Olka pisze...

Moją pierwszą myślą było, że proszący o felieton popisał się jakąś niespotykaną głupotą :)

Sylwia pisze...

Trafnie opisales maniery i zachowania ludzi w Londynie,no coz chyba trzeba przywyknac co nie znaczy dostosowac! pozdrawiam cieplo z zimnego Reykjaviku! Tutaj tez zaskakujace sa pewne zachowania,jak na przyklad jedzenie kanapek z bananami,pilowanie paznokci przy biurku itd....

Baska pisze...

mało tłusty był ?

Ania Włodarczyk (aka vespertine) pisze...

I za takie spostrzeżenia Cię lubię, Arek, chyba wyślę Ci anonimową Walentynkę ;)

PS Padłam. Nie wiem, czy przeżyłabym starcie z 'nową' kulturą, o którym piszesz.

Marta pisze...

Arek, prawie się popłakałam ze śmiechu, kiedy wyobraziłam sobie angielskiego gentelmana popierdującego długo i donośnie. Mógłby być nawet w meloniku! :)