środa, 22 czerwca 2011

Danie godne Boss'a

Piątki z Bossem były boskie. Bardzo pracowite i bardzo imprezowe. Czas mijał, szybko a mięśnie bardziej bolały od śmiechu niż od pracy, no i z piątku na piątek byliśmy coraz większymi „znawcami” twórczości Boba Dylana, gry w krykieta i historii The Beatles


Tego wieczora Boss didżejował w The 100 Club. Sidiki stały spakowane w dwóch pomarańczowych reklamówkach Sainsbury’s a czarna skórzana kurtka wisiała na awaryjnym wyłączniku gazu tuż przy drzwiach. Około szóstej Boss poszedł się przebrać i zrobić na bóstwo. Ponieważ w ciągu dnia wypili… ups…zużyliśmy parę szklanek białego piwa do gotowania, kiedy tylko Boss zamknął za sobą drzwi my zrobiliśmy psikusową burzę mózgów. – Może zamienimy mu płyty? Dylana na Metallicę, on i tak patrzy tylko na okładki? To byłby czad! – No, albo zamieńmy torby na Tesco. Z nimi nie pójdzie… Skończyło się na szczelnym zaklejeniu drzwi do szatnio-łazienki wielkimi, czarnymi workami na śmieci. Niby nic, ale zawsze coś, mówiąc szczerze nie spodziewaliśmy się wielkiej reakcji ;) Usłyszeliśmy, że otworzyły się drzwi…nic, cisza… jakieś 20 sekund później wielka salwa śmiechu przerywana regularnym: BASTARDS!!!


Parę dni temu, Boss odwiedził mnie po kilkumiesięcznej przerwie. Wygląda świetnie, humor mu dopisuje, ale niestety mowa wraca bardzo powoli. Mimo utrudnionej konwersacji i dość dużej ilości zamówień, które w międzyczasie musiałem przygotowywać, bardzo miło spędziliśmy czas. Boss ewidentnie czerpał całym sobą atmosferę pracy w kuchni, za każdym razem kiedy olej zapalał się na patelni robił swoje O!YeaH!! a każdy nasz ruch obserwował z pojawiającą się co chwila łezką wzruszenia w oku i dumą na twarzy … Przygotowałem mu cztero-daniowy obiad i po tylu latach znajomości udało nam się w końcu zrobić wspólną fotografię.


Kiedy znalazłem przepis na dzisiejsze danie, pierwszą myślą, która przyszła mi do głowy było to, że Boss na pewno wstawiłby to na menu. A mówię Wam on miał czuja do dobrych rzeczy ;)

Dorsz marynowany w kawie z brokułami na dwa sposoby
(4 porcje)

80ml wody
160g cukru
80g kawy rozpuszczalnej
650g filet z dorsza (pocięty w 3cm kostkę)
4 łyżki miodu płynnego (najlepiej akacjowego)
2 średnie brokuły (podzielone na kwiaty)
5-6 łyżek oliwy z oliwek
1 łyżka masła
1 ząbek czosnku (lekko rozgnieciony)
1cm czerwonej papryczki chilli
Sól morska

Podgrzej wodę z cukrem i kawą na średnim ogniu, mieszając żeby cukier się rozpuścił. Ostudź. Ułóż kostki dorsza w głębokim pojemniku i zalej go kawowym wywarem (postaraj się żeby ryba była w całości zanurzona). Przykryj i wstaw do lodówki na przynajmniej 5 godzin.

Wyjmij i odsącz kostki rybne. Jeżeli masz pojemnik do gotowania na parze, włóż rybę do pojemnika, jeżeli nie, ułóż je na durszlaku, wstaw go do dużego garnka z niewielką ilością gotującej się wody, przykryj i paruj przez około 6 minut.

Wrzuć brokuły do osolonej wody i blanszuj przez 4 minuty. Odlewając zachowaj trochę wody z gotowania. Wyjmij i zahartuj w zimnej wodzie. Połowę brokułów zmiel blenderem dodając 2 łyżki oliwy i wodę z gotowania do uzyskania konsystencji puree. Dopraw solą do smaku. Rozgrzej resztę oliwy w garnku (ja używam tego w którym gotowałem brokuły), dodaj, masło, czosnek i chilli a następnie wrzuć pozostałe brokuły i na średnim/małym ogniu podgrzej je. Dopraw solą.

Rozgrzej mocno grill (lub piekarnik na maksymalną moc). Usuń skórę*** i ewentualne ości i polej kostki dorsza miodem, przełóż na blachę i griluj/piecz przez 4-5 minut obracając je raz w międzyczasie. Po wyjęciu dopraw solą.

Serwując ułóż kilka kostek ryby, łyżkę puree i parę brokułów. Dla mnie bomba! Polecam :)

* Kawa w tym daniu z jednej strony „zmiękcza” mięso dorsza a z drugiej wzbogaca jego smak, który następnie dodatkowo zostaje pogłębiony przez słodycz cukru i miodu.
** Przepis ten jest „domową” wersją dania serwowanego w Ristorante Cracco w Mediolanie.
*** Ze skórą też dobrze smakuje ;)

16 komentarzy:

Wiewióra pisze...

To musi być świetny człowiek :) a danie intrygujące :)

Kuchennefascynacje pisze...

To musi być przepyszne, świetnię się prezentuje :)

Amber pisze...

Arku,opowieść o Bossie niesamowita! Uwielbiam takie historie o prawdziwych ludziach, którzy mają charyzmę.
A danie, na pewno by się znalazło w menu.Doskonałe!

tomasz pisze...

Kawowy karmel jest świetny :). Anegdota, czy też przypowiastka przednia - Gratuluję :)

Anonimowy pisze...

Bardzo fajny przepis, myślę, że warto wysłać go wraz ze zdjęciem na konkurs na stronie www.kpryba.pl i wygrać książkę z przepisami

ptasia pisze...

Trzymam kciuki za Bossa. A gdyby tak rozpuszczalną (fe) w marynacie zamienić na the real thing, tj. np. espresso?

Majana pisze...

To musi byc wspaniały człowiek.
Miło się czytało:)
A jedzonko na pewno pyszne, chetnie bym skosztowała:)
Pozdrawiam:)

hania-kasia pisze...

Bardzo mi się podoba to danie - dorsz przyrządzony w ten sposób wygląda bardzo elegancko. Puree brokułowe też super!

Bareya pisze...

Boss ma zacna gębę. Ty masz zacne danie. Obie rzeczy pasują do siebie jak ulał.
p.s. ta kawa do mnie przemawia...
pozdrawiam

Praline pisze...

Ostatnio miałam kupować świeżego dorsza. Przydałby się na jutrzejszy obiad.
Pozdrawiam :)

ewelajna pisze...

To tylko cieszyć się , że tak mu dobrze idzie:)
A dorsz musi być wyśmienity...! I to w kawie...! Muszę to cudo przygotować, wszak nadmorska ze mnie dziewczyna:)

burczymiwbrzuchu pisze...

Intrygująca sprawa z tą kawą, chętnie spróbuję!

Kuba pisze...

Arku... odjechałeś. Niesamowity przepis.
Pozdrawiam!

Konsti pisze...

Dla mnie tez bomba:)

Moja Kawiarenka pisze...

Zazdroszczę odwagi. Tzn. tego marynowania w kawie :-)

Anonimowy pisze...

Osobiście za dorszem nie przepadam ale dzięki Tobie wyszedł super!!!! Polecam!!!