czwartek, 21 stycznia 2010

Tagine z siedmiu warzyw z ziołowo-szafranowym kuskusem



Kiedyś, kiedy mieszkanie na wsi nie było jeszcze trendy, ja tam mieszkałem. Było trochę hermetycznie, ale sielsko, życie toczyło się naturalnym rytmem. Wszyscy znali wszystkich i wszystko o wszystkich wiedzieli. Wszyscy też, podobnie żyli i podobnie się zachowywali. Nie wiele było wtedy miejsca na indywidualność, ale jeżeli taka w sposób naturalny się pojawiała, była dość łatwo akceptowana.


Późna wiosna 1988-go roku.
Wsiadłem do prawie pełnego autobusu PKS i zająłem jedyne wolne miejsce obok dziwnie wyglądającego dwudziestoparolatka z długimi włosami. Wyglądał na artystę. Ja też wyglądałem dziwnie – też miałem długie włosy.

Czułem swoją inność od jakiegoś czasu, ale nie mogłem jej do końca rozszyfrować, ponieważ rosła organicznie bez większego wpływu bodźców zewnętrznych, ale też nie korygowana (dzięki Bogu!) przez rodziców. Byłem samoukiem swojej indywidualności. Mimo otwartości, gdzieś wewnątrz odzywał się czasami głos, wzmacniany podszeptami starszych współmieszkańców, że to co widzę dookoła (życie według zasad dziedziczonych z dziada, pradziada i, że artysta to nie zawód) jest jedyną słuszną drogą a ewentualne próby robienia czegoś inaczej miną jak pryszcze.

Zaczęliśmy rozmawiać, kiedy tylko autobus ruszył. Ja wiedziałem dokąd On jedzie (wszyscy w promieniu 20 km wiedzieli gdzie mieszkają „artyści/hipisi”) a On mimo tego, że widzieliśmy się pierwszy raz w życiu powiedział : ”Ty jesteś ten chłopak z K”. Jak się okazało Oni też mnie znali…jako rodzynka z „normalnej” społeczności.

Był to pierwszy raz, kiedy rozmawiałem z kimś nieskażonym przyziemnością. O muzyce, sztuce, metaloplastyce (rzeźbił, budował instalacje), wolności, Jego podróżach do Amsterdamu i Berlina, o artystycznych komunach, yin i yang, równowadze wszechświata, wegetarianizmie, a nawet kasbach w Maroku…


Minęły miesiące, spotkaliśmy się jeszcze parę razy przypadkowo a potem On gdzieś zniknął, jednak wtedy byłem już „ziomkiem” kilku innych osób z grupy, która mieszkała w paru domach na kolonii sąsiedniej miejscowości. Pamiętam pierwszy pozytywny szok estetyczny, kiedy w kuchni Tomka Stando zobaczyłem sufit pomalowany na zielono, na którym w poprzek maszerowało sznurkiem stado czarno-białych krów. Bomba! takie inne! ciekawe, nienormalne i przez to piękne. Wtedy już wiedziałem, że schemat nie jest moim ulubionym słowem;)

Teraz, za każdym razem kiedy słyszę Rock the Casbah Clash’ów przypomina mi się ten Koleś z autobusu, którego imienia nie pamiętam, ale wiem, że… lubiłbymoją warzywną taginę. Szczególnie, że najlepiej przygotować ją kiedy spodziewamy się większego towarzystwa:)




Tagine z siedmiu warzyw z ziołowo-szafranowym kuskusem
(8-10 porcji)

1 duży batat
2-3 marchwie
2-3 pasternaki lub korzeń selera
2 papryki
1 fenkuł
1 duża czerwona cebula
2 średnie zielone cukinie/kurzetki
Oliwa z oliwek
1 łyżka ziaren kminu rzymskiego
1 łyżka ziaren fenkułu
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz


Sos
4 ząbki czosnku (posiekane)
3 łyżki oliwy z oliwek
400g pociętych pomidorów w puszce
400g cieciorki w puszce (odsączonej)
250ml wytrawnego czerwonego wina
Starta skórka i sok z 1 pomarańczy
2 małe laski cynamonu
Duża garść suszonych śliwek
Odrobina cukru (najlepiej brązowego)


Kuskus
(8-10 porcji)

500g kaszki kuskus
2 łyżki rodzynek (namoczonych w ciepłej wodzie)
Szczypta szafranu
Garść prażonych migdałów (ew. płatków migdałowych)
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
1 łyżka posiekanej kolendry lub mięty
Starta skórka i sok z cytryny
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
Gotująca się woda lub lekki wywar warzywny


Dodatki (opcja)
Harissa (pikantna pasta z płatków suszonego chilli)
Gęsty jogurt (najlepiej grecki)


Zacznij od przygotowania warzyw.
Obierz korzenie i pokrój na kawałki równej wielkości, która Ci odpowiada (ja kroje na ok. 5mm grubości). Pokrój resztę warzyw na kawałki zbliżonej wielkości.
Wyłóż warzywa na blachę, skrop oliwą, posyp ziarnami, solą i pieprzem.
Piecz w rozgrzanym do 220°C piekarniku przez około 30 minut, mieszając co 10 minut aż będą miękkie i ładnie skarmelizowane.


W międzyczasie zrób sos.
W garnku rozgrzej oliwę i delikatnie podsmaż czosnek ( nie przypal!), następnie dodaj resztę składników (oprócz cukru). Gotuj aż zgęstnieje korygując dodatkiem wody, jeżeli zbyt gęsty. Powinno to zająć 30-40 minut.

Kiedy warzywa i sos są gotowe, wymieszaj je ze sobą. Tagine gotowe:)


Kuskus
Wymieszaj kuskus z szafranem i szczyptą soli w misce i zalej gotującą się wodą/wywarem w takiej ilości, żeby zakryła kuskus. Przykryj folią plastykową i odstaw na 5 minut. Następnie spulchnij widelcem, aby rozdzielić ziarenka. Dodaj pozostałe składniki i dokładnie wymieszaj. Sprawdź czy potrzebuje więcej soli lub pieprzu.


Zaaranżuj tagine i kuskus na talerzu uzupełnij łyżką jogurtu i harissą. Posyp listkami pietruszki lub kolendry.


* Jest to idealne danie na duże imprezy. Łatwe w przygotowaniu, doskonale się odgrzewa i dobrze przechowuje w lodówce.

18 komentarzy:

nobleva pisze...

Bardzo bogaty Twój tagine i ładny też :)

Sisters4cooking pisze...

super :)

muszę spróbować koniecznie!

fellunia pisze...

Eh, piszę już trzeci raz, bo nie mogłam się powstrzymać, żeby znowu obejrzeć zdjęcie taginy w powiększeniu a wtedy znika komentarz :(
W każdym razie wygląda świetnie.

A chciałam napisać, że z Twojej opowieści wynika, że pekaesy, jako platforma porozumienia i miejsce schadzek okolicznych "artystów/hipisów" odegrały w kulturze dużo większą rolę niż pamiętam z filmu "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz" (Ja to, proszę pana, mam bardzo dobre połączenie...) :)

arek pisze...

Ewcia,
wrecz inaproprjejt;)bogaty...

Sister,
nic dodac nic ujac:))

Felluniu,
dziekuje za wytrwalosc w walce z systemem:) komputerowym

Tak, nazwa PKS zostala uzyta z pelna premedytacja dla podkreslenia i zdefiniowania miejsca jakie zajmuje w polskiej PopKultuSze:))

Liska pisze...

Ha! Każdy z nas miał pewnie w życiu takiego długowłosego odkrywcę prawd. Fajnie sobie o tym czasem przypomnieć. Człowiek wkracza w dorosłe życie i zapomina, kto po raz pierwszy popchnął go do tego czy tamtego. A tagine lubiłby każdy, zapewniam Cię! :)

Czyprak Antoni pisze...

Opowieść, jak zwykle u Ciebie, czyta się z wypiekami na twarzy, choć trudno się skupić, bo to jedzenie... Ciekawe, co sprawia, że warzywa, nawet ugotowane na parze, przy upieczonych są takie nijakie (wczoraj upiekłem buraki - zjadłem od razu dwa, nawet nie soląc). A te jarzynki polewa się sosem już na talerzu, czy wcześniej razem się je jeszcze maltretuje?

Gosia pisze...

Jak tak czytam Cie,to czesto mi sie kojarzysz z moim kolega-artysta W.,w sumie nie wiem,dlaczego,bo gotowac nie potrafi (hihi),ale tak jakos.....wlasnie inny jest....
...no nic....tajine wyglada oblednie,chetnie bym sprobowala :)
P.S kupilam fioletowe ziemniaczki :)
Pozdrawiam :)

arek pisze...

Lisko,
prawda, chociaz on tak naprawde utwierdzil mnie w tym, ze ide w dobra strone:))

Antoni,
dziekuje, za wylapanie mojego niedociagniecia/przeoczenia:) Warzywa po upieczeniu miesza sie z sosem. Wtedy mozna to przechowywac, odgrzewac jako calosc:)

A warzywa pieczone maja wiecej smaku, poniewaz koncentruje sie on w trakcie pieczenia dzieki odparowywaniu wody z warzyw:)

magenta pisze...

No dla mnie, po prostu dla mnie. I nawet nie muszę jeść oka baraniego na początek ;)

Sarenka pisze...

chcialam napisac, ale magenta mnie uprzedzila, ze to chyba przepis specjalnie dla mnie zamieszczony:)
Musze zrobic jak tylko znajde troche czasu.
Czemu nie mam znajomych, ktorzy by mnie czestowali takimi pysznosciami tylko wszystko musze robic sobie sama? eh

arek pisze...

Magento, Sarenko,
to byl przepis dla Was:) a poniewaz jedna z was jest w poszukiwaniu linka do wysylania dan a druga nie ma znajomych co by takie rzeczy gotowali, to ja zapraszam do siebie:)))

magenta pisze...

No nareszcie się doczekałyśmy :)) Jak miło.

Sarenka pisze...

uwazaj bo sie pojawie i bede jesc az pekne;P

arek pisze...

Magento,
ale mi bardziej:)))

Sarenko,
to mi nie straszne:) Juz jeden taki przypadek mam w domu:)))

ttms pisze...

dobra dobra, no to dawaj adres:D

arek pisze...

ttms,
obok ronda, tuz za rogiem, taki maly domek. Napewno poznasz ktory:)))

Sarenka pisze...

to ttms to bylam ja, nie wiem czemu wyszlo jakies ttms.
Tak czy owak spodziewaj sie wizyty niedlugo.
(zabrzmialo groznie, co?)

arek pisze...

tak, zalatwilem sobie juz ochrone:))