środa, 2 lutego 2011

Chrupiące tofu na rozpoczęcie Roku Zająca

Chinatown, Londyn. Piątkowy lub sobotni wieczór kilka lat temu. Jedna z restauracji przy Gerrard Street, dragon w nazwie. W małym barze/kuchni przy wejściu człowiek w garniturze (chyba kierownik) rąbał wielkim tasakiem chrupiącą kaczkę krzycząc coś do stojącego obok kelnera, ale chyba się nie kłócili. Na dole nie było miejsc, zostaliśmy skierowani na pierwsze piętro. Weszliśmy tam mocno schodzonymi schodami i dostaliśmy okrągły stół w kącie sali. Za chwilę przyjdzie do was kelner – powiedziała osoba przydzielająca stoliki. Kilka chwil później słyszymy: Gotowi? Gotowi?Poprosimy jeszcze chwiii… - Nie ma problemu! – przerwał zupełnie obojętnie puszysty kelner. Oparł się o ścianę stając na jednej nodze i podkurczając drugą. Jego biała koszula artystycznie wystawała tu i ówdzie ze spodni, ziewnął i wydawało się, że na chwilę przysnął… Już? Gotowi? Gotowi? – powtórzył po minucie. Podaliśmy numery dań i parsknęliśmy śmiechem.


Za swoją pozę pod ścianą i niewyrażalną słowami obojętność został faworytem naszej grupy na najluźniejszego kelnera jakiego kiedykolwiek spotkaliśmy. Często do niego wracamy w rozmowach na temat obsługi klienta ;)


My za to nie wracamy do Chinatown, no chyba, że w ostateczności… lepsze restauracje są gdzie indziej :) Kto tam był pewnie zauważył to samo, popędzanie, poganianie i wszystkie inne metody skrócenia pobytu w restauracji są dozwolone, szczególnie późnym piątkowo-sobotnim wieczorem. Klient ma przyjść, zjeść, zapłacić i wyjść. Satysfakcję musi czerpać tylko z jedzenia i towarzystwa z którym przyszedł. Nie narzekam, jest to nawet wesołe, taki urok tego miejsca.


Wszystkiego najlepszego w Roku Zająca!


Chrupiące tofu na stir-fry z pieczarkami, mango i szpinakiem
(2 porcje)

Tofu:
200g tofu pociętego w równą kostkę
3 łyżki mąki pszennej
½ łyżeczki pieprzu kajeńskiego
½ łyżeczki kurkumy
½ łyżeczki mielonych ziaren kolendry
½ łyżeczki mielonego imbiru
½ łyżeczki curry
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
Olej do głębokiego smażenia (250ml)

Stir-fry:
2 łyżki oleju
3-4 ząbki czosnku (drobno posiekany)
1 mango pocięte w plastry
1 czerwone chilli (plasterki)
4 pieczarki z dużymi kapeluszami (plastry)
3 łyżki sosu sojowego
Sok z ½ limonki
1 łyżka oleju sezamowego
200g młodego szpinaku (ok. 2-3 garści)

Tofu:
Zacznij od wymieszania w misce mąki z przyprawami. Rozgrzej olej do głębokiego smażenia w rondlu lub na dnie woka. Obtocz tofu w przyprawach i smaż aż będzie chrupkie i złociste. Wyjmij łyżką cedzakową na ręcznik papierowy. Trzymaj w ciepłym miejscu.

Stir-fry:
Rozgrzej olej na patelni lub w woku, dodaj czosnek, mango, połowę chilli i pieczarki. Wymieszaj i smaż przez 2-3 minuty, wlej sos sojowy, sok z limonki i olej sezamowy. Smaż przez 1-2 minuty. Dodaj szpinak, przypraw solą i pieprzem. Wyłóż na talerze a na górę połóż chrupkie tofu, posyp pozostałym chilli.

30 komentarzy:

Patrycja pisze...

Oo, to coś dla mnie, zdecydowanie:)
A sezamowy olej to z prażonego czy jasny?

Tilianara pisze...

U mnie też dziś stir-fry w mojej ulubionej wersji, ale i Twoja mi się bardzo podoba :)
A co do kelnerów to mam wrażenie, że to nie tylko tak wygląda w Chinatown :D Za to nie ma jak dobry nastrój :)

majka pisze...

Lubie chodzic do Chinczyka. Szczegolnie na ich mega chrupiaca kaczuszke :) A tofu jeszcze nie jadlam. Jakos mnie nie pociaga :)) Chociaz Twoje danie jak zwykle prezentuje sie pysznie. I pociagajaco :))

Moja Kawiarenka pisze...

Tofu w mojej kuchni pojawia się rzadko. Teraz widzę, że trzeba to zmienić :-)
I zlikwiduj proszę to up....we
wpisywanie kodu z obrazka. W niczym nie pomaga, a drażni.

Zielenina pisze...

zjadłabym, szczególnie podstawione pod nos ;-)

Amber pisze...

A wiesz, że ja lubię tę atmosferę szybkiego jedzenia w azjatyckich restauracjach? Posiedzieć można w innych miejscach, a tu maksymalne nasycenie się daniem ,klimatem i następny klient.
Danie takie ,chinatown'.Ach, jakie pyszne!

Jswm pisze...

dopiero co przeczytałam o Japonii w Paryżu a tu Chiny w Londynie... no i gdzie tu teraz jechać? ;)

Daria i Jarek pisze...

My mielismy w tamtym roku to samo przezycie w China Town... poszlismy do tego pieknego miejsca... nie powiem gdzie...i zostalismy wrecz wyrzuceni bo nastepni czekali w kolejce...pol kubka napoju mi zabrano ze stolu i resztke deseru, ktory chcialam dokonczyc po chwili odpoczynku... no coz, czego sie nie robi dla sprzedazy... A Twoje tofu prezentuje sie genialnie... juz trafilo na nasz liste'do zrobienia'...

A my lubimy wloskie tratorie przy Kensington... obsluguja starsi Wlosi w koszulach w krate, mozna jesc i gadac do woli...i nikt Cie nie wyrzuci a na koniec da takiego naprawde niedzwiedziego usciska!!! :)

Fuchsia pisze...

No proszę, a ja na śniadanie zjadłam dzisiaj mango :) w odsłonie z tofu wygląda nawet smaczniej niż samo. Azjatyckie knajpy mimo wszystko mają w sobie coś fajnego

Anna Maria pisze...

Niedawno AA Gill pisał, że nie ma dobrej chińszczyzny w Londynie, na pewno nie w Chinatown. Poza Hakkasan i paroma innymi rodzynkami, dobra chińszczyzna to rzadkość. Muszę powiedzieć, że ja wolę kuchnię tajską, wietnamską lub japońską, ale to danie na pewno zjadłabym ze smakiem:-)

Bareya pisze...

Kazdy kelner powinien ogladnac film instruktazowy dobrej obslugi czyli "Cztery Pokoje". tim roth pokazuje wzorcowo jak powinna wygladac dobra obsluga, a co za tym idzie dobry napiwek.
Co do tofu to powiem ci, ze kiedy pojawilo sie w bydgoszczy w pierwszym sklepie ze zdrowa zywnoscia kupowalem to -ale nie wiem czy bylo tak slabej jakosci bo jest sie to dawalo w skrajnych ekonomicznie warunkach.
Zostal mi ten niesmak.
A smak na nie przyszedl dzieki przepisowi powyzej.
pozdrawiam

Karolina pisze...

O, zapamietuje, bo wrocilam do jedzenia tofu. :) Bardzo ciekawe. Co do atmosfery w tego typu miejscach, to ja podziekuje, nie znosze czuc presji gdy wychodze cos zjesc na miescie. Brrr... ;) Pozdrawiam!

Szana pisze...

Przepis smakowity na pewno bo tofu i mango i chilli musi byc pyszne, i wszystkeigo dobrego w roku zajaca ;)

aga pisze...

lubie podziwiac Twoje dania:) zawsze wygladaja swietnie, i az chce sie sprobowac:)

Kasia pisze...

moje smaki! mango uwielbiam! ale zamieniłabym pieczarki na shitaake :)

Marta pisze...

Wspaniały przepis, mango na azjatycką modłę sprawdza się doskonale a do tego jeszcze tak przyrządzone tofu, na pewno będzie pyszne.
Pewnie szybko sięgnę po ten przepis w swojej kuchni bo ostatnio jak wiesz mam słabość do azjatyckich smaków :)

Anonimowy pisze...

Jak zwykle mam ochte ugryzc ekran albo chociaz polizac!

magda k. pisze...

tofu nigdy nie jadłam, a koniecznie muszę spróbować, Twoje danie jak zwykle z wyżyn kulinarnych :) a i chyba jeszcze nie pisałam, że Twoje zdjęcia świetnie oddają klimat i są po prostu świetne
pozdrawia

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Arku! Ja też zdecydowanie i szerokim łukiem omijam miejsca, gdzie presja czasu jest ważniejsza całej reszty! W restauracjach lubię się czuć jak ktoś wyjątkowy, na kogo czekano i dla kogo ktoś równie wyjątkowy=dobry kucharz przygotował coś pysznego z pasją i zamiłowaniem. Jestem pewna, że tak się będę czuła w Twoje restauracji:) Bo będzie, prawda? Niniejszym rezerwuję już stolik i zamawiam chrupiące tofu:)

Polka pisze...

Bardzo dziękuję za ChinaTown - widok wiszących w oknie kaczek tudzież innego ptactwa stanowczo mnie przekonuje żeby tam NIE jeść :)
Chodzą słuchy, że pod stolikami można znaleźć przeróżnej maści kosteczki...

:D

Proszę nie idźmy tam! :D

arek pisze...

Patrycjo,
zawsze uzywalem prazonego, ale moze warto sprobowac z jasnym ;)

Tili,
to chyba taki okres, ze wszyscy chca stir-fry ;) za mna chodzi od paru dni i wciaz nie mam dosyc ;))

Majko,
ja tez nie jestem wielkim fanem tofu, szczerze mowiac wole tempeh, ale w tej formie jest naprawde dobre ;)
A chrupiaca kaczuszke zawsze! juz nie moge doczekac sie soboty- idziemy do DOBREGO Chinczyka przy Bayswater, gdzie obsluga jest troche wojskowa, ale jedzenie bajka.

Tadeuszu,
melduje, ze zlikwidowalem obrazki :)))

Zielenina,
nooo, wtedy to smakuje najlepiej :)

Amber,
ja tez to lubie! ta akcja mi sie podobala !! jedyne czego nie lubie to kiedy zabieraja niedokonczone jedzenie i na sile dolewaja wina. Pojsc w takie miejsce to jak zmienic wymiar hehe

Jswm,
Paryz -Londyn to tylko 2 godziny ;) ja bym pojechal tuitu

Fuchsia,
To sie zgralismy ;)zgadzam sie maja klimat a ja lubie siedziec i obserwowac :))

Daria i Jarek,
to dobre!! A Kensington oczywiscie, ze tak- swietny klimat!

Aniu,
tez to czytalem i nie sposob sie nie zgodzic. Ja znalazlem dobra przy Bayswater ;)

Bareya,
swietna mysl! Byl doskonaly :) A wiesz, ze podobno najlepszymi kelnerami sa bezrobotni aktorzy?

Karolino,
ja tez nie lubie presji, ale w wypadku dobrej chinszczyzny jestem w stanie sie poswiecic ;)

Szana,
nie wierz mi na slowo, zrob ;)

Aga,
caly sie czerwienie ;))

Kasiu,
swietny wybor! Czasami tez tak robie, albo mieszam :)

Marta,
juz to przed chwila mowielm (pisalem), ale to kolejne potwierdzenie. Cos jest w powietrzu, ze mamy slabosc do orientalnego jedzenia :)

Magda K.
z jakich wyzyn? Dziekuje za te mile slowa:)) to potwierdza, ze dobrze zrobilem zmieniajac zawod hehehe

Kucharnia,
Aniu, jezeli tylko uda mi sie kiedys otworzyc wymarzone miejsce to napewno tak bedzie i masz tam zarezerwowane miejsce :)) Obiecuje, ze zrobie duza impreze :))

arek pisze...

Polka,
tam nie! Pojdziemy do bayswater, moze Cie przekano to, ze miejsce polecil mi czlowiek, ktory robil wszystkie obciete rece i nogi w Troi i Apocalypto i mowil, ze zadnych kostek i innych czastek nie znalazl pod stolikiem...

Kuba pisze...

Arek, wielkie dzięki za to, że tak ciekawie poszerzasz moje kulinarne horyzonty. Przyznać muszę, że nie jadłem nigdy tofu, ale ten przepis mnie bardzo zachęcił do zgłębienia tematu.
Pozdrawiam!

dragonfly pisze...

Z przyjemnością wielką tu zaglądam, bo tyyyle się zawsze dowiaduję! :-) Uwielbiam takie dania jak to.

quinoamatorka pisze...

Świetny wegański przepis! Na połączenie mango z grzybami chyba jeszcze nigdy się nie natknęłam - bardzo ciekawe :) Zawsze mnie też urzeka, gdy z nieatrakcyjnych kawałków blachy (tutaj woka) potrafisz wyczarować piękne tło do swoich zdjęć.

wykrywacz smaku pisze...

Świetne zdjęcia! Zapraszam na nowy portal kulinarno-fotograficzny http://wykrywacz-smaku.pl/ :)

Ivon pisze...

Och jakie apetyczne to tofu Ci wyszło. Piękne zdjęcia !!!!!

Pozdrawiam Cię cieplutko !!!

Bea pisze...

Ja jak Anna Maria - ogolnie wole chyba jednak kuchnietajska i wietnamska; a pomysl na tofu wielce smakowity! Na naszym stole tofu gosci regularnie, choc w wersjach bardziej warzywnych, bez dodatku owocow.
Co do tematu obslugi klienta, to jest to zdecydowanie element ktory sprawia ze gdzies wroce lub nie; oczywiscie najwazniejsze jest dobre jedzenie, ale jesli obsluga mnie rozczaruje to nie mam juz ochoty tam wracac.

Pozdrawiam Arku

Karola pisze...

Wstyd się przyznać ale jeszcze nigdy nie jadłam tofu. Chyba nadszedł odpowiedni moment by to zmienić, bo Twoje danie wygląda bardzo smakowicie i kusi swoimi kolorami.
Twój przepis będzie na pewno dobrym początkiem zapoznania się z nowym smakiem.
Pozdrawiam.

Paweł Zubkiewicz pisze...

Witam,

Właśnie spożyłem przygotowany wg. Twojej receptury obiad. Bardzo mi smakował ;-) Nawet pomimo tego ze chyba miałem za mało dojrzałe mango (zakładam, że powinno być słodkie aby kontrastować z sokiem z limonki). Dodatkowo wszystko położyłem na ugotowanym dzikim ryżu, który się świetnie skomponował.
Arku, dzięki za dobry przepis :-)