Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyki francuskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyki francuskie. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 lutego 2012

Policzki winem marynowane

Co jest lepsze? Pisanie listów czy ich dostawanie? Czy ktoś w ogóle jeszcze je pisze?


Ja kiedyś pisałem nałogowo, głównie miłosne, długie. Uwielbiałem pisać i odpisywać, bardzo lubiłem też czekać na odpowiedź, wciąż pachnącą tą drugą osobą, jej pokojem lub… kuchnią ;) Co jakiś czas zaglądam do starych listów i czytając czuję ich moc, która wbrew pozorom rośnie a nie maleje. Moja wyobraźnia działa wtedy jak rzutnik wyświetlający na ścianie stary film z lekko porysowaną kliszą, ale wciąż mocnymi kolorami…


Przygotowanie tego dania trochę przypomina zapomnianą sztukę pisania listów a dokładnie sztukę oczekiwania na odpowiedź. Czekanie to główny składnik przygotowań, więc zalecam użyć go z największą starannością, żeby potem w pełni rozkoszować się cytatem z francuskiej klasyki…


Daube Provencale z policzków wołowych
(6 porcji)

4 łyżki lekkiej oliwy lub oleju
2 ząbki czosnku („z grubsza” pocięte)
2 marchewki (obrane i „z grubsza” pocięte)
2 cebule („zgróbsza” pocięte)
2 łodygi selera naciowego („zgrubsza” pocięte)
1 pasek skórki pomarańczowej (2-3 cm szerokości, cięty wzdłóż)
1-2 liście laurowe
3 goździki (rozgniecione)
1 gałązka tymianku
Świeżo zmielony pieprz
2 butelki czerwonego wina
1.2 kg policzków wołowych (3 sztuki)*
4-5 łyżek mąki (lekko posolonej)
Sok z ¼ pomarańczy

Żeby zrobić marynatę, rozgrzej połowę oliwy w garnku i podsmaż na niej czosnek, marchewki, cebulę i selera aż będą miękkie (uważaj, żeby nie przypalić). Dodaj skórkę pomarańczową, liść laurowy, goździki, tymianek i kilka obrotów młynka z pieprzem a następnie wlej wino, podgrzej aż będzie „letnie”, zestaw z ognia i ostudź.

W międzyczasie usuń zbędny tłuszcz i błony z mięsa. Przelej marynatę do plastikowej miski, wrzuć mięso, przykryj i wstaw do lodówki na co najmniej 12 godzin (ja preferuję 24).

Wyjmij mięso z marynaty i osusz. Zagotuj marynatę i zdejmij z niej „szlam”. Obtocz mięso w mące i obsmaż na rozgrzanej oliwie, wrzuć do wolno gotującej się marynaty i gotuj przez 2-3 godziny.

Kiedy mięso jest miękkie wyjmij je i odstaw w ciepłe miejsce, potnij na porcje. Odcedź marynatę (naciśnij warzywa łyżką, żeby uzyskać jak najwięcej smaku), dodaj sok pomarańczowy i gotuj aż sos osiągnie gęstą konsystencję (powinien pokrywać cienka warstwą drewnianą łyżkę). Kiedy sos jest prawie gotowy wrzuć mięso i podgrzej ponownie, glazurując je sosem. Podawaj z puree ziemniaczanym lub nudlami i zielonymi warzywami.

Mimo tego, że mięso jest marynowane w winie a następnie z marynaty jest zrobiony, sos Browarnik Tomek dobrał nam piwo Pinta Atak Chmielu (szczegóły na blogu Tomka klik!)


* Zasięgnąłem języka i dowiedziałem się, że podobno policzki wołowe są w Polsce niedozwolone do obrotu ze względu na przepisy SANEPiD-u, ale mimo to są do kupienia m.in. w Warszawie… może Wy powiecie mi więcej?
Ważne, żeby mięso nie było”chude” i żeby marynować je w trzech-czterech kawałkach o wielkości ok. 300-350g każdy.



piątek, 26 listopada 2010

Brzydkie kaczątko

Bar, lokal gastronomiczny wielkości niezbyt dużego pokoju, dziesięciu klientów na raz oznacza ścisk…
- Bzyku, wyprowadź pana i nakop w dupę. Proszę. – Powiedział Olo do masywnego Bzyka, skupiając swój wzrok na gościu, który mętnie wyjaśniał, dlaczego nie spłacił swojej „kreski”. Oczywiście był to żart, który przetłumaczyć można było jako odmowę kolejnego kredytu. Chwilę potem, następne piwo zostało warunkowo dopisane do „kreski” w zeszycie i wszyscy (Olo, ja, Bzyku, Klient Niepamiętamimienia i dwie przypadkowe osoby) prowadziliśmy bardzo interesującą rozmowę o życiu, bez udawania i upiększania, szczerze. Bardzo lubiłem tam wpadać, chociaż na chwilę, przejazdem, towarzysko…


Z restauracji do baru, z baru do pubu, z pubu do hotelu, z hotelu do baru i do następnego pubu a potem do kolejnego baru a na koniec dyskoteka i night club. Tak mniej więcej wyglądały moje dni, jeszcze jakieś osiem lat temu. Dni a raczej godziny pracy. Chętnie odwiedzałem miejsca piękne i ekskluzywne, ale z racji obowiązku musiałem także wchodzić do miejsc brzydkich i nijakich, takich, które normalnie ominąłbym szerokim łukiem lub w ogóle ich nie zauważył. Zawsze najgorszy był pierwszy raz, szczególnie w lokalach o nadszarpniętej opinii, skąd często wydobywał się kwaśny zapach starego alkoholu i tanich papierosów. Chwila napięcia przed przekroczeniem progu, szybkie rozeznanie rozkładu wejść i wyjść, odnalezienie wzrokiem osoby, która wygląda na najważniejszą i nawiązanie z nią kontaktu. Każdy następny raz był łatwiejszy. Powiem więcej, w tego typu miejscach moje relacje zawsze szybko się krystalizowały i umacniały, działały według „starodawnych” zasad danego słowa i zaufania. Gadki biznesowe tam nie działały.


Te nieurodziwe na pierwszy rzut oka lokale były tylko ułamkiem mojej bazy danych, ale one zapadły mi w pamięć najbardziej. Tanie bary, piwiarnie dawały mi najwięcej informacji na temat ludzi i okolicy. To tam byłem najbliżej realnego życia, w nich nikt nie udawał, one miały prawdziwy smak i urok miejscowego folkloru.

Moje dzisiejsze danie jest jak jeden z takich barów. Mało atrakcyjne fizycznie, ale głębia smaku i charakteru z najwyższej półki. Kolejny francuski klasyk.


Confit z nogi kaczki i zielona soczewica ze szpinakiem
(4 porcje)

Confit:
4 nogi kacze
6 ziaren ziela angielskiego
6 goździków
4 liście laurowe
6 gałązek tymianku
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
4 nieobrane ząbki czosnku
Olej rzepakowy lub tłuszcz (smalec) z kaczki

Soczewica:
350g zielonej soczewicy
1 cebula (drobno posiekana)
2 ząbki czosnku (drobno posiekane)
1 łodyga selera naciowego ( nieduże kawałki)
1 marchewka (drobna kostka)
800-900ml bulionu z kurczaka
1 ziemniak (nieduża kostka)
Garść liści szpinaku (opcja polecana przez Jamiego)
Gęsta kwaśna śmietana
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
Oliwa z oliwek

Zacznij od zamarynowania mięsa. Rozgnieć goździki i ziele angielskie, wymieszaj. Posyp powstałą mieszanką, solą, pieprzem i tymiankiem nogi, ułóż w pojemniku, dodaj liście laurowe, przykryj i wstaw do lodówki na co najmniej 6 godzin. Opłucz mięso pod bieżącą wodą i osusz ręcznikiem papierowym. Przełóż do odpowiedniej wielkości rondla* (nie powinny się ściskać), dodaj ząbki czosnku i zalej olejem lub kaczym tłuszczem, żeby mięso było dokładnie przykryte. Zagotuj i bardzo ostrożnie wstaw do podgrzanego do 140-150°C piekarnika. Piecz przez 2-2½ godziny. Po upieczeniu mięso powinno być bardzo miękkie i łatwo odchodzić od kości. Wyłącz piekarnik i zostaw rondel, żeby olej przestygł.

Wyjmij nogi z oleju, odsącz i przełóż na patelnię lub blachę do pieczenia, wstaw do mocno rozgrzanego piekarnika (220°C) na 20 minut. Po wyjęciu skórka powinna być chrupka a mięso rozpływające się w ustach.

Żeby zrobić soczewicę, podgrzej parę łyżek oliwy w garnku, dodaj cebulę, czosnek, łodygę selera i marchewkę. Podsmaż przez 8-10 minut na średnim ogniu, aż warzywa zmiękną. Nie przypal! Dodaj bulion i ziemniaka. Doprowadź do wrzenia i gotuj przez 40-45 minut. Kiedy soczewica wchłonie cały bulion i będzie miękka, dodaj szpinak, wymieszaj a po minucie wmieszaj łyżkę śmietany.


* Brytfanny lub innego metalowego naczynia.
**To danie wymaga czasu, ale naprawdę WARTO czekać.
*** Confit to technika wolnego pieczenia/gotowania w „niskiej” temperaturze.
****Tak przygotowane nogi można przechowywać przez kilka tygodni, w lodówce, pod warunkiem, że mięso będzie zatopione w oleju a pojemnik szczelnie zamknięty.

wtorek, 25 maja 2010

Do góry nogami albo tyłem do przodu

Jako dziecko lubiłem stawać na głowie i oglądać świat z tej perspektywy. W sumie nie wiem dlaczego, ale robiłem to nałogowo. Wykorzystywałem do tego procederu wszystkie możliwe miejsca przy ścianach, na fotelach, kanapach a najbardziej lubiłem stać na tapczanie, w pokoju, który dzieliłem ze starszym bratem i przysłuchiwać się rozmowom jakie prowadził z kolegami.

Kiedy nie stawałem na głowie, zwisałem z fotela głową w dół oglądając telewizję lub przez uchylone drzwi obserwując co się dzieje w kuchni. Czytanie napisów w tej pozycji na filmach nie stanowiło dla mnie problemu, ba! wręcz wprowadzało element akcji- szczególnie w produkcjach radzieckich lub bułgarskich…


Moja koleżanka/przyjaciółka z czasów szkoły średniej miała dużo bardziej wyrafinowane zajęcie, wymagające innego spojrzenia- w dosłownym tego słowa znaczeniu…


Przyjaźniła się i korespondowała (tak, wysyłając listy - to były czasy!!!) z bardzo znanym black metalowym piosenkarzem ze Szwajcarii. Oboje byli zainteresowani magią, okultyzmem i pisaniem listów w lustrzanym odbiciu. Miałem przyjemność widzieć parę z nich. To była jazda…oboje pięknie kaligrafowali co podnosiło rangę tych listów do poziomu sztuki magiczno-użytkowej.


Tarte tatin nie jest tak piękna wizualnie jak listy mojej koleżanki, ale za to jej smak jest magiczny. Szczególnie w połączeniu z bitą śmietaną.



Gruszkowa tarte tatin


Ciasto:
175g mąki tortowej
85g masła, schłodzonego i pociętego w kostkę
1 łyżka cukru
1 żółtko
Odrobina wody


Gruszki:
6-7 (ok. 1kg) „twardawych” gruszek
100g masła
125g cukru
Ziarenka z jednej laski wanilii


Zacznij od zrobienia ciasta.
Na stolnicy lub w misce wymieszaj/połącz mąkę, masło i cukier, aż powstaną grudki wielkości kaszy gryczanej. Dodaj żółtko, 1-2 łyżki zimnej wody i zagnieć na jednolitą, elastyczną masę. Powstałą kulkę lekko spłaszcz i zawiń w folię plastikową, włóż do lodówki na godzinę.


Obierz gruszki, usuń gniazda nasienne i potnij w ósemki. Rozgrzej masło w dużym garnku z grubym dnem (ja użyłem stalowej patelni) i mieszając dodaj cukier. Gotuj na wolnym ogniu, mieszając od czasu do czasu, aż cukier się rozpuści. Lekko zwiększ ogień i gotuj przez ok. 10 minut aż cukier nabierze złoto-brązowego koloru.


Wrzuć gruszki, ziarenka wanilii i kontynuuj gotowanie przez 15-20 minut na wolnym ogniu, mieszając czasem do osiągnięcia głębokiego złoto-brązowego koloru.


Kiedy gruszki są gotowe zdejmij je z ognia i trzymaj w ciepłym miejscu. Rozwałkuj ciasto na posypanej mąką stolnicy i wytnij koło o średnicy centymetr większej od blaszki, której używasz (moja patelnia ma średnicę 25cm).


Przełóż gruszki do blaszki, zalej powstałym karmelem/sosem i przykryj ciastem wciskając krawędzie delikatnie pod gruszki.


Piecz w rozgrzanym do 220°C piekarniku przez 20-25 minut. Po wyjęciu odstaw na 5 minut a następnie przewróć/przełóż na talerz. Podawaj na ciepło z bitą śmietaną.



* Ważne! użyj płaskiej blaszki ze stałym dnem.
** Ja użyłem gruszek odmiany Komisówka.

niedziela, 14 marca 2010

Selerowa przekładanka znana również jako celeriac gratin


Kiedy wybierałem się na jeden z moich pierwszych egzaminów semestralnych do Torunia, moja mama wpadła na pomysł, że mogę spotkać się tam z jej znajomą i u niej zatrzymać. Problem jednak polegał na tym, że to była nowa znajoma a ja nigdy jej nie widziałem. Umiałem jednak już obsługiwać telefon więc zadzwoniłem, żeby umówić się na spotkanie…

- Dzień dobry, mówi Arek, chciałbym się z panią umówić…na spotkanie…
- Cześć, mów mi Krystyna, powiedz gdzie chcesz się spotkać…
- Fosa Staromiejska, Wydział Prawa, O 11-tej przed wejściem.
- Dobrze, ale jak się rozpoznamy?
- Ja mam długie blond włosy, niebieskie buty, obcisłe spodnie i żółty parasol, który co 20 sekund będę podnosił w górę… hehe…
- ?!?! haha ( nerwowy śmiech połączony z lekkim szokiem, ale gra twardo…) A ja…chyba cię rozpoznam…



Zgodnie z ustaleniami czekałem na nią w umówionym miejscu. Ja wyglądałem tak jak ustaliliśmy i machałem parasolem, kiedy podeszła do mnie atrakcyjna trzydziestoparolatka…Tak narodziła się nasza kilkuletnia znajomość i przyjaźń podtrzymywana częstymi spotkaniami, dzięki, której włączyłem się w ciekawą sieć towarzyskich zależności, jednocześnie stając się idolem jej nastoletniego syna hehe.


Pewnego wieczoru kiedy siedzieliśmy u Krystyny z grupą znajomych, przyszedł jeden z moich wykładowców z nową ”narzeczoną”…sytuacja stała się chwilowo lekko kwadratowa, ale szybko została opanowana naszym profesjonalnym podejściem. Bez słów ustaliliśmy zasady gry…jak ukrywający się kochankowie hehe. Za dnia Pan Doktor, wieczorem Andrzej po prostu Andrzej…Na szczęście nie ukończyłem tych studiów . Nie mogę być więc posądzony o kumoterstwo…uffff!


Po paru miesiącach znajomości, stojąc rano w kuchni, oparta o kuchenkę, oświetlona pięknym, porannym światłem, podkreślającym jej urodę, Krystyna spojrzała na mnie i… odważyła się powrócić do naszego pierwszego spotkania…
- Wiesz- powiedziała jakby wahając się czy to wypada- wtedy kiedy zobaczyłam Cię po raz pierwszy…


Patrzyłem na nią bez słowa. Wyglądała naprawdę pięknie w granatowych dżinsach i czarnej koszulce na ramiączkach…

- Pomyślałam, że…
- że…
- …że jest dobrze…bo kiedy zadzwoniłeś i powiedziałeś jak będziesz wyglądał…Naprawdę zastanawiam się czy dobrze robię idąc na to spotkanie…Myślałam, że spotkam jakiego odlota, wariata…niebieskie buty, żółty parasol-nie!!, ale…fajnie, że jesteś.
- Zrobić Ci kanapkę?...


Moje życie wtedy było jedną wielką układanko-przekładanką toczącą się między pracą w Trójmieście, weekendowym mieszkaniem w Olsztynie i studiami w Toruniu…, ale było naprawdę fajnie…tak jak lubię hehe! Dużo akcji!



Selerowa przekładanka znana również jako celeriac gratin
(4-6 porcji)


400ml śmietanki kremówki
1-2 ząbki czosnku (lekko rozgniecione)
½ kg obranego korzenia selera
25g masła
Sól
Świeżo mielony pieprz
-starty żółty ser Gruyere lub Cheddar (opcja)


W małym garnku zagotuj śmietankę i czosnek. Zdejmij z ognia i odstaw.
Korzeń selera potnij na 2-3 milimetrowe plastry.
Posmaruj małą, głęboką blachę do pieczenia masłem i lekko dopraw solą i pieprzem.


Ułóż plastry selera tak żeby na siebie trochę zachodziły (jak łuski) i posyp solą i pieprzem. Połóż kolejne warstwy w ten sam sposób. Moim zdaniem najlepsza grubość tej zapiekanki to 2-3 cm (6-7 warstw).


Zalej śmietaną, ale tylko tak, aby ostatnia warstwa lekko wystawała nad poziom płynu. Przyciśnij czymś ciężkim przez chwilę. Posyp serem, jeżeli używasz.


Przykryj folią aluminiową i piecz w temperaturze 220ºC przez 15 minut a następnie zdejmij folię i piecz następne 30 minut lub aż seler będzie miękki (wbij nóż), zbrązowiony na górze a śmietanka zamieni się w gęsty sos.


* żółty parasol dostałem od kogoś nieznajomego dzień wcześniej w autobusie.

wtorek, 2 lutego 2010

Coq au vin




Czytam ostatnio do poduszki memoir George’a Orwell’a pt. Down and Out in Paris and London i stwierdzam, że w biznesie hotelarsko-restauracyjnym niewiele się zmieniło od prawie stu lat…Technika, receptury, prezentacja tak, to rozwija się w tempie oszałamiającym, ale godziny pracy, niskie płace, zwyczaje, hierarchie i wszelkie prawdy zawodowo-obyczajowe pozostały bez zmian. Dokładnie jak u Orwell'a.

Na pewno największe wrażenie książka robi na osobach, które mają doświadczenia podobne do głównego bohatera czyli albo doświadczyły skrajnej biedy albo zawodowo związane były z gastronomią. Ja co chwilę łapię się na czymś co sam widziałem lub przeżyłem i pocieszam się tym, że i Orwell'owi czasami brakuje słów na opisanie sytuacji jakie mają miejsce w kuchni. On sam mówi, że to trzeba przeżyć…ja mówię to samo:)


Gotowanie to nie budowa i konstrukcja rakiet. Każdy może tego się nauczyć, ale nie każdy może udźwignąć ciężar długich godzin, presji psychicznej i fizycznej a przede wszystkim nie każdy dysponuje multipodzielnością uwagi…czym innym jest ugotowanie jednego posiłku a czym innym gotowanie kilku lub kilkunastu uwzględniając indywidualne życzenia konsumentów…technika niestety nie wiele może nam w tym pomóc, ale może pasja, talent lub sytuacja życiowa…

Restauracje to nadal bardzo często przystanek, schronienie lub nowy zawód dla ludzi z bardzo różnych środowisk. Sam spotkałem byłych lub niedoszłych księży, byłego oficera Armii Czerwonej, paru gangsterów, prawnika nie mówiąc o całej rzeszy artystów…z resztą moja lista doświadczeń też nie jest krótka:)


Są też dania, które tak jak cały biznes pomimo lat nie zmieniły się i smakują tak samo. Takim klasykiem jest coq au vin, który bardzo kojarzy mi się z Down and Out in Paris and London mimo tego, że nie był (być może jeszcze do tego nie doszedłem;)) wspomniany. Przygotowałem go według przepisu z restauracji Maze Jasona Athertona, głównie dlatego, że on (chef) łączy w sobie wszystko o czym mowa w książce z bardzo trendy, nowoczesnym gotowaniem. Kuchnia Maze jest zarządzana według starych, hierarchicznych zasad, gdzie chef jest wyrocznią, dowódcą a reszta wykonuje jego polecenia bez zadawania zbędnych pytań, na czas i dokładnie według wskazówek. Kto nie nadąża niestety odpada…gra jest twarda, ale Ty w domowym zaciszu nie musisz się spieszyć;)

Coq au vin
(6 porcji)


6 nóg z kurczaka
200g wędzonego boczku
6 szalotek
1 marchew
1 por
750ml czerwonego wytrawnego wina
3-4 łyżki oliwy z oliwek
Główka czosnku (przecięta na pół)
Sól morska
Świeżo mielony czarny pieprz
Parę gałązek tymianku
1 liść laurowy
½ łyżeczki ziaren białego pieprzu
75ml brandy
75ml porto
Łyżka octu sherry
½ litra rosołu drobiowego
½ litra rosołu cielęcego


Potnij boczek w kostkę, szalotki, marchew i pora obierz i potnij z grubsza.


Włóż nogi, boczek i warzywa do miski i zalej winem. Przykryj i zostaw w lodówce na noc, żeby zamarynować.


Przecedź, zostawiając wino do późniejszego użytku. Odłóż boczek i warzywa na bok a nogi osusz ręcznikiem papierowym. Rozgrzej oliwę w brytfannie lub patelni, posól i popieprz nogi i smaż 2-3 minuty z obu stron do zbrązowienia. Odłóż obsmażone nogi na bok.


Dodaj więcej oliwy i wrzuć boczek z warzywami. Smaż 8-10 minut na średnim ogniu mieszając od czasu do czasu, aż warzywa zmiękną. Dodaj czosnek, tymianek, liść laurowy, ziarna pieprzu i podsmaż przez parę minut.


Dodaj brandy, porto i ocet sherry i gotuj aż płyn będzie miał konsystencję syropu. Wlej wywary, wino i dodaj z powrotem nogi. Gotuj na wolnym ogniu przez 30 minut od zagotowania aż nogi będą ugotowane. Zbieraj ewentualny szum z powierzchni.


Wyjmij nogi na talerz i trzymaj w ciepłym miejscu a sos odcedź do szerokiego garnka. Zagotuj i zredukuj do konsystencji gęstego syropu. Kiedy sos ma odpowiednią konsystencję dodaj do niego nogi żeby się podgrzały.


Podawaj z puree ziemniaczanym i sałatą lub warzywami.


* Jak większość dań klasycznych taki i to wymaga najwyższej jakości składników. Postaraj się użyć najlepszego dostępnego mięsa.
** Jest to moja wersja, delikatnie odbiegająca od oryginału.
***Wywar z cielęciny możesz zastąpić drobiowym.

środa, 28 października 2009

Marynowana kaczka w pomarańczach czyli...




Ty, kurczę, jakiś francuski piesek jesteś…tego nie, tamtego nie…
- mówiła do mnie moja mama, kiedy jako małolat wybrzydzałem na temat jedzenia.

Potem, kiedy byłem nastolatkiem, ktoś mi powiedział, że mógłbym grać Francuza w adaptacji jakiejś książki (!?)…

Będąc za granicą często jestem brany za Francuza, do tego stopnia, że przestałem zaprzeczać (modląc się w duchu, żeby nie być poproszonym o powiedzenie czegoś oprócz Bonjour, ça va ? , które mam wytrenowane i nabieram nawet Galów). Nie wiem tylko czym jest to spowodowane? Czy mama mnie zaprogramowała czy podświadomie wyczytała moje przeznaczenie?

Może kiedyś, ktoś mi to wyjaśni, jak ktoś wyjaśnił Hanie (tej od Nick’a Cave’a), po czterech latach wskazywania na drzwi do toalety, za każdym razem kiedy hiszpański turysta pytał: Cervesa?, że to piwo jest…:)

Porzucając dywagacje na temat mojej francuskości lub nie, proponuję coś ugotować…francuskiego oczywiście, ale z nutą dalekowschodnią. Zapach pomarańczy i cynamonu, kominek, świece, wino… Pełen romantyzm:)

Marynowana kaczka w pomarańczach
(4 porcje)

4 piersi z kaczki
4 słodkie pomarańcze
1 łyżeczka cynamonu
1 laska cynamonu (przecięta na 4 części)
1½ łyżki miodu
200ml sosu sojowego
50g masła

Włóż piersi na 10-15 minut do zamrażalnika ( to Ci ułatwi następny krok ).

W międzyczasie zetrzyj skórkę z dwóch pomarańczy, wyciśnij sok z trzech a z czwartej powycinaj poszczególne segmenty.
Wymieszaj startą skórkę i sok z pomarańczy, łyżeczkę cynamonu, miód i sos sojowy. Odstaw na później.

Wyjmij piersi z zamrażalnika i ponacinaj skórę w krzyżujące się linie tak, żeby było widać mięso, ale nie nacinając go.
Włóż piersi do naczynia, skórą do góry i zalej marynatą. Wstaw do lodówki na noc a najlepiej na 24 godziny.

Następnego dnia wyjmij piersi z marynaty i osusz ręcznikiem papierowym. Smaż (skórą do dołu) na małym/średnim ogniu ok. 10 minut aby wytopić tłuszcz i zbrązowić skórę. Przewróć na drugą stronę i podsmaż przez minutę. Wyjmij piersi i odlej tłuszcz z patelni. Włóż piersi z powrotem (skórą do góry) na patelnię, wlej połowę marynaty, dodaj laskę cynamonu i gotuj przez ok.4 minuty aby sos zgęstniał. Dodaj pomarańczowe segmenty i gotuj kolejną minutę. Wyjmij mięso i wmieszaj masło do sosu. Podawaj.

Bon appétit!


* Bardzo dobrze komponuje się z gotowanym groszkiem strączkowym lub małymi marchewkami gotowanymi w soku pomarańczowym z szafranem i pieczonymi ziemniakami, ale to tylko sugestie:)


piątek, 9 października 2009

Zapiekane ziemniaki dauphinoise


Dziwny dzień dzisiaj mam…
Zaczęło się od niefajnej pobudki, przez sąsiada naprawiającego alarm samochodu, tuż pod moim
oknem, około 7.30 rano i prowadzącego przy tym zawziętą konwersację ze swoim pracownikiem. RRRRR!!!!!

Kawa niezbyt pomogła. Siłownia też. Wena poszła na spacer a czas minął nie wiem kiedy. Zaraz muszę iść do pracy a nadal nie mam internetu, ponieważ padła sieć w mojej okolicy:)
Układa mi się to w niezły placek, ale jak to mówi mój kolega, jutro optymizm minie -będzie lepiej!
Zawsze mnie to podnosi na duchu - pesymista widzi jakieś jutro:)

Wszystko to pewnie wina zbliżającej się jesieni, która (mi) zabiera energię, ale i tak ją lubię bo daje wiele możliwości kulinarnych…warzywa, grzyby, sosy, gulasze, zupy.
W związku z czym, z serii klasyki francuskie, przed Państwem (wszyscy robią HURA!) pyszne, palce lizać, wkrótce wasze ulubione:

Zapiekane ziemniaki dauphinoise (czyt. da-fnua)
(4-6 porcji)

200ml śmietanki kremówki
200ml mleka
1-2 ząbki czosnku (lekko rozgniecione)
2-3 duże ziemniaki (ok. 200g każdy)
25g masła
Sól
Świeżo mielony pieprz

W małym garnku zagotuj śmietankę, mleko i czosnek. Zdejmij z ognia i odstaw.
Obierz ziemniaki i potnij na 2-3 milimetrowe plastry.
Posmaruj małą, głęboką blachę do pieczenia masłem i lekko dopraw solą i pieprzem.
Ułóż plastry ziemniaków tak żeby na siebie trochę zachodziły (jak łuski) i posyp solą i pieprzem. Połóż kolejne warstwy w ten sam sposób. Moim zdaniem najlepsza grubość tej zapiekanki to 2-3 cm (6-7 warstw).
Zalej mieszanką mleka i śmietany, ale tylko tak, aby ostatnia warstwa lekko wystawała nad poziom płynu. Przyciśnij czymś ciężkim przez chwilę.
Przykryj folią aluminiową i piecz w temperaturze 220ºC przez 15 minut a następnie zdejmij folię, zmniejsz temperaturę do 180ºC i piecz następne 30 minut lub aż ziemniaki będą miękkie (wbij nóż) i zbrązowione na górze.

* Tak jak inne tradycyjne dania to też ma swoje wariacje. Niektórzy dodają ser na górę, inni dodają kwaśnej śmietany, jeszcze inni jajek a ja dodałem tymianku:)

*Ten przepis jest sprawdzony, ale ponieważ w grę wchodzi wielkość ziemniaków, należy go”czytać” jak drogowskaz:)

*Jeżeli ziemniaki zaczynają się przypalać na górze a nadal są twarde przykryj je folią aluminiową.


Czwartek 8/10/2009