Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pasty kluchy makarony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pasty kluchy makarony. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 kwietnia 2013

Linguine z kalafiorowym pesto


Byłem w Olsztynie. Widziałem dużo śniegu, nie widziałem niestety znajomych, miałem anginę. Parę razy zjadłem w mieście. Jadłem pysznego sandacza z sosem, który nazywał się kurkowym, ale nie miał z kurkami nic wspólnego, miał za to dużo za dużo czarnego pieprzu (mówiąc bez ogródek był to główny składnik tego sosu), wielka szkoda. Jadłem ruskie pierogi, których głównym składnikiem był…czarny pieprz. Zacząłem się zastanawiać czy to jakiś trend? Czy nadmiar czarnego pieprzu na rynku? Nie jestem krytykiem, nie narzekam, nie piszę recenzji po prostu nie wracam tam gdzie jadłem źle a obsłużony byłem jeszcze gorzej…


Dzisiejsze linguine na pierwszy rzut oka wygląda jak Warmia w trakcie mojego pobytu, ale smakuje tak jak się nazywa - kalafiorowo nie pieprzowo, pieprznie czy pieprzem ;)


Linguine z kalafiorowym pesto
(ok. 6 porcji)

30g orzechów laskowych
30g migdałów
1 mały kalafior
1 ząbek czosnku
3 suszone pomidory
1 łyżka kaparów
1cm świeżego czerwonego chilli
30g tartego Parmezanu lub Grana Padano
4-5 łyżek oliwy z oliwek
3 łyżki octu sherry
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
1 łyżka siekanej natki pietruszki

Do podania:
Linguine lub spaghetti
Oliwa do smażenia
Kilka łyżek wody z gotowania makaronu
Cytryna (opcja)


Rozgrzej piekarnik do 180°C.
Ułóż orzechy i migdały na blasze i piecz/praż przez 10-15 minut uważając, żeby nie przypalić. Następnie wyjmij i ostudź.

Odetnij kwiaty kalafiora i zmiel połowę w robocie kuchennym do konsystencji kuskusu, wyjmij do miski i powtórz proces z pozostałym kalafiorem. Następnie zmiel prażone orzechy i migdały do takiej samej konsystencji, dodaj do kalafiora.

Drobno posiekaj czosnek, suszone pomidory, kapary i chilli. Wymieszaj z kalafiorem i orzechami, dodaj oliwę, ocet sherry i dopraw do smaku solą i pieprzem. Wmieszaj natkę pietruszki.

Pesto możesz przechowywać w lodówce w szczelnie zamkniętym opakowaniu przez 2-3 dni.

W trakcie gotowania  linguine rozgrzej na patelni małą ilość oleju i dodaj kilka łyżek pesto (oczywiście w zależności od ilości makaronu), podsmaż uważając, żeby nie przypalić. Kiedy linguine będzie „al dente” wymieszaj je na patelni z podsmażonym pesto i kilkoma łyżkami wody z gotowania makaronu. Podawaj natychmiast skropione sokiem z cytryny.

piątek, 9 grudnia 2011

Notoryczny makaroniarz

Kiedyś kolega powiedział mi, że żeby normalnie funkcjonować musi się zresetować w każdy weekend, pamiętam, że było to na parkingu pod Katedrą Oliwską, jeszcze w ubiegłym stuleciu i był to piątek.


Ja nigdy nie czułem potrzeby regularnego zerowania świadomości, robiłem to raczej rzadko i nieregularnie. Jednak parę razy, dokładnie dwa, zdarzyło mi się tak przedobrzyć z trunkami, że…czystą wódkę i gin do tej pory omijam z daleka, nawet półki w sklepie ;))


Nie chodzi mi jednak o przechwałki typu „ole się fczoraj smasakrofaem” albo „cztery może pięć buchów w sumie to nie wiem bo po dziewiątym przestałem liczyć”… chodzi mi o to, że od tygodnia prawie codziennie jem makaron z białym sosem w różnych konfiguracjach. Z kurczakiem, z owocami morza, z grzybami etc. i nadal nie mam dosyć, aż boję się pomyśleć co będzie jak zjem go o ten jeden raz za dużo. No chyba, że ja mam tylko limity na alkohol ;) A jak jest u Was?



Oto jedna z moich kreacji. Pyszny, jesienno-zimowy makaron pełen mocnych co nie znaczy ciężkich smaków.

Fettuccine z kasztanami, czerwoną cykorią i niebieskim serem
(4 porcje)

300g fettuccine
100g wędzonego boczku w plasterkach (pociętego w 1cm paski)
2 drobno posiekane szalotki
2 drobno posiekane ząbki czosnku
1-2 łyżki masła*
Oliwa z oliwek
50ml białego wina
125ml śmietanki do sosów
10-12 upieczonych, obranych i pociętych na kawałki kasztanów (instrukcja pieczenia tutaj)
1 czerwona cykoria (porwij liście na 2-3 części)
60g niebieskiego sera pleśniowego (użyłem Stiltona)
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz

Ugotuj fettuccine al dente w posolonej wodzie.**
Rozgrzej odrobinę oliwy na patelni i podsmaż boczek przez 1-2 minut aż zamieni się w chrupkie skwarki (ale nie skałki! ;)). Odlej wytopiony tłuszcz, dodaj masło/oliwę, szalotkę i czosnek, zeszklij przez kolejnych parę minut na średnim ogniu. Wlej wino i zredukuj/odparuj je do momentu aż stworzy „syropowy” sos, wtedy wlej śmietankę i zagotuj. Wrzuć fettuccine, kasztany i połowę cykorii, gotuj aż sos zgęstnieje a następnie dodaj resztę cykorii i pokruszony ser.
Wymieszaj, natychmiast nałóż na talerze i rozkoszuj się jesienno-zimowymi smakami.


* Lub zastąp oliwą.
** Możesz gotować makaron i jednocześnie robić sos lub ugotować makaron al dente, odlać go, szybko schłodzić zimną wodą (wiem, Włosi wyrywają sobie teraz włosy z głowy haha) i zalać odrobiną oliwy, żeby się nie skleił a potem dodać go do sosu. Tak przygotowany makaron możesz przechowywać w lodówce przez 3-4 dni.

sobota, 19 marca 2011

Fettuccine z wątróbkami drobiowymi, dzikim czosnkiem i marsalą

W zadymionym rogu pubu rozmawialiśmy z nieznajomymi-znajomymi o... tego nie wie nikt, ale prawdopodobnie o... Sara przedstawiła mnie swojemu szwedzkiemu koledze : -To jest Arek (wymawiając R bardzo twardo i długo chcąc zaakcentować umiejętność wypowiedzenia mojego imienia inaczej niż Ełjik) a to Fredrik... - Sara, Arek, Fredrik - powtórzył Szwed twardo a następnie zaczęliśmy przerzucać się wyrazami z R co nas bardzo rozbawiło.


Aaach… yhmm… aaa… yhmm… dało się słyszeć coraz głośniej. Brunetka pijąca białe wino przy barze, tuż za plecami Fredrika spoglądała w naszą stronę i słysząc kolejne R zaczęła odgrywać scenę z "Kiedy Harry poznał Sally" . RRRR!!! Przestańcie! Skąd wy jesteście? Kocham takie sexy RRR!!! - mówiła poniesionym głosem -patrząc na nasze zdziwione twarze... I radzę wam przestać, bo mogę nie wytrzy... I tutaj my nie wytrzymaliśmy - parsknęliśmy śmiechem! Z tego co wiem Fredrik spotkał ją jeszcze parę razy.


Kiedy pierwszy raz spróbowałem fettuccine z wątróbkami drobiowymi i dzikim czosnkiem, pomyślałem sobie- rrraj! Odkryłem Raj! Nie będę samolubny i powiem Wam jak do niego dotrzeć ;)


Fettuccine z wątróbkami drobiowymi, dzikim czosnkiem i marsalą
(2 porcje)

200g fettuccine
2 łyżki oliwy z oliwek
2 małe szalotki, drobno posiekane
1-2 ząbki czosnku, obrane i lekko rozgniecione
150-170g wątróbek drobiowych, oczyszczonych i pociętych na małe kawałki
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
50ml marsali
50ml bulionu drobiowego
30g masła
Garść liści dzikiego czosnku, z grubsza pociętych

Ugotuj fettuccine w posolonej wodzie a w między czasie zrób sos. Rozgrzej oliwę na patelni i podsmaż szalotki i czosnek na małym ogniu, uważając żeby nie przypalić. Następnie zwiększ ogień, posól i popieprz, wrzuć wątróbki i smaż często mieszając aż zaczną nabierać koloru/brązowieć. Wtedy dodaj marsalę i bulion, zredukuj płyn o połowę, dodaj liście dzikiego czosnku i masło, gotuj przez 1-2 minuty żeby sos lekko zgęstniał. Odcedź fettuccine, dodaj do sosu i dopraw solą i pieprzem, jeżeli jest taka potrzeba.
Wyłóż na talerze i rozkoszuj się.

* Przepis – Mark Hix

wtorek, 23 listopada 2010

Uszka z bażantem w trzech odsłonach

Nie planowałem mojego blogowego listopada w taki sposób. Muszę przyznać, że sam jestem zaskoczony swoją nieobecnością! Od dawna wiedziałem, że połowa miesiąca to czas moich egzaminów, napięty okres w pracy, ale jak zawsze zakładałem, że wszystko się pięknie ułoży. Przeoczyłem jeden mały, skromniutki, w ogóle nieistotny fakt, że doba ma 24 godziny ha!ha!ha! To, że nie było mnie w blogosferze, nie oznacza, że zamieniłem się w niewolnika pracy i nauki. Nie! Nie! Balans musi być:) Tydzień temu byłem na spotkaniu z René Redzepi promującym swoją książkę ( i restaurację) Noma: Time and Place in Nordic Cuisine. Ciężko jest mi przekazać słowami co widziałem i słyszałem. Tam trzeba było po prostu być. Mimo to postaram się zdradzić parę szczegółów. Spotkanie odbywało się w HQ Wielkiej Zjednoczonej Loży Masońskiej w Londynie, pięknej sali w stylu art déco. Pierwszą atrakcją była tajemnicza papierowa torebka z napisem Noma, drugą był stół zastawiony ziołami, jagodami, nasionami, kwiatami i innymi rzadkimi lub zapomnianymi składnikami, zebranymi przez miejscowego zielarza. Trzecią były marchewki (dawno nie widziałem tak naturalnie wyglądającej marchewki!), które roznoszono na srebrnych tacach. Potem było parę minut chrupania, że aż echo grało…

René wszedł na luzie z kieliszkiem czerwonego wina w ręku i swoim nienagannym angielskim w ułamku sekundy zawładnął publicznością (udało mi się zauważyć w tłumie paru znanych chefów, restauratorów i ludzi mediów) zaczynając od przeczytania listu-skargi. Pokazując parę krótkich filmów wytłumaczył filozofię Nomy, jego drogę w poszukiwaniu inspiracji i „nowych” produktów. Następnie zaprezentował dziewięć dań, które przygotował live w asyście dwóch swoich kucharzy i stałego klienta (tak przywiózł ze sobą człowieka, który w ciągu roku jadł u nich 14 razy!). Typowo dla wielkiego umysłu Redzepi jest skromny, otwarty, fachowy i pełen pasji.


Spotkanie zakończyło się grupowym smakowaniem składników, które były w papierowej torebce…igły sosny, rokitnik, suszone kwiaty nostrzyka.



Natchniony przez René, postanowiłem wymyślić danie, używając rozumowania typowego dla Nomy. Moim punktem wyjścia były uszka z mięsem bażanta. Oto trzy wersje ostateczne. Ciekawe, która spodoba Ci się najbardziej?


Uszka z mięsem bażanta
(4-6 porcji)

1 bażant
100ml czerwonego wina
1½ litra delikatnego bulionu drobiowego
Bouquet garni*(opcja)
3 małe szalotki (drobno pocięte)
3 ząbki czosnku (drobno pocięte)
100g wędzonego boczku (pociętego w cienkie paski)
3 gałązki tymianku
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
Twoje ulubione ciasto na pierogi**
Olej do smażenia


Wytnij piersi i odetnij nogi bażanta. Korpus podziel na kilka równych części, osusz ręcznikiem papierowym. Zalej piersi i nogi zimną wodą w garnku, zagotuj, zdejmij nieczystości z powierzchni, wyjmij mięso na talerz i wylej wodę, umyj garnek. W międzyczasie mocno rozgrzej na patelni 2-3 łyżki oleju, dodaj korpus i obsmaż go aż nabierze złoto-brązowego koloru. Przełóż obsmażony korpus do garnka a patelnię zalej winem, zagotuj i odparuj połowę . Dodaj zredukowane wino i bulion do garnka i zagotuj, zdejmij nieczystości z powierzchni, wrzuć bouquet garni i obgotowane mięso. Gotuj przez godzinę lub półtorej aż mięso będzie bardzo miękkie. Wyjmij mięso, przestudź, oddziel mięso nóg od kości, przelej „rosół” przez sitko i odstaw na później. Podsmaż boczek przez minutę dodaj, szalotkę, czosnek i listki tymianku, smaż przez kolejną minutę. Wrzuć mięso i podsmażony boczek z cebulą i czosnkiem do robota kuchennego i zmiel na gładką masę dodając odrobinę „rosołu” w celu uzyskania aksamitnej i soczystej konsystencji. Dopraw solą i pieprzem do smaku.

Używając Twojego ulubionego ciasta na pierogi pozawijaj uszka, nadziewając powyższym farszem. Zagotuj garnek osolonej wody. Przygotuj miskę z bardzo zimną wodą. Gotuj uszka w osolonej wodzie, kiedy są gotowe przerzucaj je do zimnej wody, ostudź przez chwilę, wyjmij na blachę i skrop olejem.***


Puree z zielonego bobu
½ kg zblanszowanego zielonego bobu (może być mrożony-trochę mniej pracy!- już jest zblanszowany)
50g masła
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
„Rosół” z bażanta

Obierz bób ze skórek, wrzuć do wąskiego, wysokiego pojemnika, zalej „rosołem” do poziomu bobu, dodaj masło i zmiel blenderem przez 3-4 minuty na gładką masę. Dopraw solą i pieprzem do smaku.


Aromatyczny olej świerkowy
100g igieł świerku
30g sparzonych i osuszonych listków pietruszki
200ml oleju rzepakowego

Zmiel wszystkie składniki przez 5-6 minut. Odstaw na 24 godziny, żeby aromat się utrwalił. Przelej przez drobne sitko. Zużyj w ciągu 2-3 tygodni.


Świerkowy winegret
1 miarka białego octu winnego
3 miarki aromatycznego oleju świerkowego


Popiół jabłkowy
Skórka z dwóch jabłek

Zgriluj skórkę aż będzie przypalona z wierzchu, wstaw do zamrażalnika na pół godziny. Wyjmij, zawiń w ścierkę i utłucz wałkiem, przesyp do pojemnika. Przesiej przez sitko bezpośrednio przed podaniem.


Jak podawać?
Pierożki bażantowe w popiele jabłkowym

Podgrzej puree z bobu, rozsmaruj na talerzu, dodaj ciepłe pierożki, posyp popiołem jabłkowym i skrop obficie świerkowym winegretem.


Uszka bażantowe z bobem na dwa sposoby

Oddzielnie podgrzej puree z bobu i „rosół”. Rozsmaruj łyżkę puree na talerzu, posyp całymi ziarnami bobu, dodaj uszka i zalej „rosołem”. Wykończ łyżką aromatycznego oleju świerkowego i listkami pietruszki.


Smażone uszka bażantowe na puree z zielonego bobu ze skwarkami i jabłkami

Usmaż skwarki. Potnij jabłko w kostkę, podgrzej w kilku łyżkach soku z buraków. Podsmaż ugotowane uszka i podgrzej puree. Rozsmaruj puree na talerzu, ułóż na nim uszka, posyp skwarkami i obficie polej świerkowym winegretem. Osusz jabłko na ręczniku papierowym i posyp nim uszka.


* Listek laurowy, parę gałązek pietruszki i gałązka tymianku zawinięte w liść pora i obwiązane nicią.
** Ja robię z mąki i ciepłej wody.
*** Oczywiście możesz je skonsumować zaraz po ugotowaniu ;). Ten sposób pozwala na ich przechowanie w lodówce przez parę dni.

sobota, 5 czerwca 2010

Prawdziwa rozpusta

Niesmak do przechwałek mam od zerówki, kiedy to postanowiłem zabłysnąć przed moją ulubioną nauczycielką swoim nowym skórzanym paskiem, z którego byłem bardzo dumny. Pamiętam, że poczułem się jakoś dziwnie, zaraz po tym, jak bez wyczucia wypaliłem – Proszę Pani, a fajny mam nowy pasek?... Nie wiem dlaczego, ale nie lubiłem tego uczucia kiedy wszyscy przerwali zabawę i patrzyli na mój nowy pasek. Od tamtej pory staram się nie zwracać na siebie uwagi w tak tandetny i mało finezyjny sposób. Daję innym swobodę obserwacji, robię swoje i niech efekty tego co robię mówią za siebie.


Dzisiaj jednak muszę odejść od tej zasady i pochwalić się tym, że moje dwa dania (przepis na jedno z nich jest tutaj) zajęły trzecie miejsce w konkursie zorganizowanym przez firmę Premier Foods dla studentów drugiego roku Foundation Degree, International Culinary Arts na Thames Valley University. Potwierdziło to, że nawet idąc lekko pod prąd można coś osiągnąć. Grejt sakses!


Pozostając w dobrym nastroju, parę dni temu Nobleva wciągnęła mnie Bareyę i Micha do zabawy w 10-te zdjęcie prezentując piękny kawałek absurdu. Posiadam parę zdjęć abstrakcyjnych, ale ujawnię je na nowym, do tego celu stworzonym blogu. Pokażę jednak piękne (moim zdaniem) zdjęcie londyńskiej sztuki ulicznej znalezione na ścianie stacji Kingsland. Podejrzewam, że obraz ma wielu autorów. Najbardziej lubię ludka w meloniku :)


Trzecia sprawa to moja stara/nowa chwilowo ulubiona pasta. Bardzo szybka i świetna na przyjęcia/imprezy przy grillu, absolutnie wykonalna w domu, ale chyba nic nie może się równać z pysznym jedzeniem na świeżym powietrzu i szklanką dobrego wina/piwa w ręce…wybór należy do Ciebie. Tak czy owak czysta rozpusta (jak sugeruje nazwa sosu*)



Linguini z sosem Puttanesca i jednominutowym, grillowanym stekiem
(2-3 porcje)

200g linguini
2 cienkie (½ cm) steki wołowe

Puttanesca:
2 średnie pomidory
1 szalotka lub pół czerwonej cebuli
10-12 oliwek (jakie lubisz)
6 listków świeżej bazylii
Łyżka oliwy z oliwek
Sól morska
Świeżo mielony pieprz

Dodatki:
Kilka plastrów papryki jalapeno ( ze słoika, w zalewie)
3-4 łyżki szybkiego sosu pomidorowego (opcja, ale wskazana haha)
Suszone płatki chilli
Natka pietruszki
Oliwa z oliwek


Żeby zrobić sos Puttanesca potnij pomidory, szalotkę, oliwki i bazylię w „niedbałe” cząstki, dopraw szczyptą soli i pieprzu, wlej oliwę i wymieszaj.


Ugotuj linguini al dente.
Rozgrzej łyżkę oliwy na patelni, wrzuć Puttanescę i podsmaż przez 3-4 minuty, dodaj papryczki jalapeno i 2-3 łyżki sosu pomidorowego. Zmniejsz ogień, podgrzej, dodaj ugotowane linguini i wymieszaj.


W międzyczasie na mocno rozgrzanym grillu (lub patelni) usmaż steki przez około minutę z każdej strony. Po usmażeniu posól i popieprz, odczekaj minutę i potnij w paski. Dodaj do linguini, wymieszaj i podawaj.

* Tylko dla bezpruderyjnych czytelników...

sobota, 6 marca 2010

Zdejm kapelusz...


Dawno mnie nie było. Pora nadrobić zaległości…(to stwierdzenie może doskonale posłużyć jako wytłumaczenie, dlaczego nie używam Twitter, Śledzika itd…)

Dużo się ostatnio działo ( i dzieje), musiałem być w wielu miejscach jednocześnie, a bywało również i tak, że byłem gdzieś nawet o tym nie wiedząc hehe , ale od czego są aparaty fotograficzne, prawda? Tyle można się o sobie dzięki nim dowiedzieć hehe…Po prostu urok życia towarzyskiego taki już jest i można go polubić lub nie. Jak myślicie, w której grupie się mieszczę?

Zacznę od początku czyli od połowy lutego…zaczęło się niewinnie od spontanicznej imprezy z moimi szwedzkimi znajomymi a potem worek się rozwiązał : pokaz mody Elliotta ( pamiętacie? Obiecywałem. Tutaj można go obejrzeć.), after party, koncert Vader, urodziny Sama z Pink Cigar, praca, uniwerek, mniejsze, zupełnie „nieważne” spotkania i okazuje się, że czas naprawdę względną wartością jest…



A propos wzmożonego życia towarzyskiego przypomniały mi się dosyć intensywne czasy mojej młodości kiedy wszystko było proste. To znaczy grafik zajęć był prosty.

Przed lekcjami graliśmy próbę, tuż po lekcjach spotykałem się z Chmielem i oglądaliśmy stare, czarno-białe polskie filmy z lat 70-tych na TV Polonia, wdychając ich atmosferę głęboko całymi płucami. Tak oszołomieni wychodziliśmy na nasz ulubiony spacer. Kupowaliśmy garście batonów w kiosku, mówiliśmy do siebie cytatami typu zdejm kapelusz lub alkohol zabija prawdziwego mężczyznę i robiliśmy obchód sklepu, w którym panowie z wąsami, złotymi łańcuchami, w swoich stylowych dresach handlowali czym się dało. Miny przy tym mieli bardzo poważne i zaangażowane. Nas bawiło to najbardziej…Zastanawialiśmy się czasem czy oni nas w ogóle zauważają (?!) a jeżeli tak, to co sobie myślą, patrząc na nasze permanentnie uchachane twarze szepcące co chwila coś pod nosem i wybuchające nieudolnie powstrzymywanym śmiechem…zdejm kapelusz.


Po odbyciu misji pt. Obchód BIMa udawaliśmy się na poszukiwanie „imprezy dnia”, lub graliśmy późną próbę ( on w swoim a ja w swoim zespole) i w taki sposób toczyło się życie. Mało snu, dużo zabawy, zero zmęczenia…a teraz…

…teraz muszę, dnia następnego, przyjąć odpowiednią dawkę energii, w odpowiedniej ( najlepiej kremowego sosu) formie, z odpowiednią ilością witamin (hehe), żeby chaos opuścił moją głowę…



Makaron penne z marynowanym kurczkiem i brokułem
(2-3 porcje)

400g makaronu Penne ugotowanego al dente
2 ząbki czosnku (pocięte w plasterki)
Łyżeczka (lub więcej) płatków suszonego chilli
2 małe piersi kurczaka ( pocięte w cienkie paski)
Oliwa z oliwek
12 pomidorków koktajlowych (przekrojonych na pół)
½ małego, ugotowanego brokuła
150ml śmietany kremówki
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
Łyżka posiekanej natki pietruszki


W misce wymieszaj piersi z odrobiną oliwy, wsyp płatki chilli , czosnek, odrobinę soli i pieprzu. Wymieszaj dokładnie i odstaw do lodówki na pół godziny.


Kiedy makaron zacznie się gotować wyjmij zamarynowanego kurczaka z miski, zachowując czosnek. Podsmaż paski kurczaka na patelni, ale tylko tak, żeby je zbrązowić. Odlej nadmiar tłuszczu z patelni, wrzuć czosnek i podsmaż całość przez minutę, wlej śmietanę i zagotuj. Dodaj brokuły i zagęść sos przez odparowanie. Następnie dodaj pomidorki i makaron. Kiedy sos będzie ładnie oblepiał makaron przypraw do smaku, nałóż na talerze i posyp natką.


*Stylizacja zdjęć jak i cały post są wynikiem tego co napisałem wcześniej;)
**Za cytaty dziękuję Hydrozagadce.
*** Muszę przyznać, że to połączenie ostrego smaku chilli z kremowym sosem jest jednym z moich ulubionych.

sobota, 17 października 2009

Linguini z wołowiną, pieczoną oberżyną i fetą


Kolejny tydzień, który minął bardzo szybko, ale przynajmniej tym razem dużo się działo i to rozrywkowo. Dwa dni spędziłem na The Restaurant Show, jednym z największych, profesjonalnych targów gastronomicznych w Wielkiej Brytanii, którego otwarcie odbyło się z udziałem Ferrana Adria z El Bulli. To prawdziwe święto:) prezenty, poczęstunki, prezentacje, degustacje i dobre towarzystwo…



Właśnie środowa degustacja wina zakończyła się dla mnie, paru kolegów i koleżanek lekkim bólem głowy:) Po pierwszej kolejce profesjonalnego tastingu, wiedzieliśmy, które wina lubimy i postanowiliśmy to wykorzystać. Zaskoczeni jakością i smakiem portugalskiego Douro Gloria Reserva D.O.C spędziliśmy przy jego stoisku znaczną część butelki nawiązując coraz lepszy kontakt z wystawcą :P
Następnie było Amarone 2005, Bixio z Piemontu; Corton Pougets 2003 Grand Cru z Burgundii i mój ulubiony moment kiedy nasze kubki smakowe dostały szoku, czyli kiedy zaryzykowaliśmy porównywanie paru gatunków sake…

To prawda, my ludzie z Europy mamy inny smak, ale mimo to chciałbym spędzić parę tygodni w jakiejś japońskiej kuchni. Widziałem pokaz chłopaków z Roka i już zacząłem odkładać na wyjście:) Roka serwuje rabatayaki czyli dania grliowane na oczach klientów i podawane w stylu sushi czy jak oni to mówią japońskie tapas.
Philip Howard z The Square ( 2* Michelina) zapomniał połowę składników na swój pokaz, ale i tak stworzył dwa pyszne dania: Dorsza z lardo di Colonatta i grzybami oraz Ośmiornicę z cytrusowym winegretem.
Długo mógłbym opowiadać…

Dzisiejszy przepis jest jednym z ulubionych mojej żony i ośmielam się nieśmiało:) przypisywać sobie jego autorstwo. Mógłby nazywać się wspomnienie z wakacji lub pasta grecka…ale myślę, że linguini z wołowiną, pieczoną oberżyną i fetą jest bardziej bezpretensjonalne:)



Linguini z wołowiną, pieczoną oberżyną i fetą

½ czerwonej cebuli (drobno posiekanej)
2-3 ząbki czosnku (z grubsza posiekane)
150g mielonej wołowiny
1 pieczona oberżyna (pocięta w grubą kostkę)
200ml sosu pomidorowego*/lub posiekanych pomidorów z puszki
250g linguini
50g pokruszonego sera feta
Garść prażonych orzeszków piniowych
Posiekana natka pietruszki
Oliwa z oliwek
Sól morska
Świeżo mielony pieprz

Przygotuj oberżynę według przepisu, który umieściłem tutaj.
Kiedy gotowa, podsmaż na patelni cebulę z czosnkiem przez ok. 5 minut, aż zmięknie, ale nie pozwól aby się przypaliła. Dodaj wołowinę i smażąc rozdrobnij ją drewnianą łyżką. Delikatnie posól i popieprz.
(Teraz możesz wrzucić linguini do gotującej się i posolonej wody.)
Dodaj oberżynę, podsmaż przez minutę, wymieszaj a następnie dodaj sos pomidorowy, zmniejsz ogień i gotuj aż delikatnie zgęstnieje.
Odlej linguini (zostawiając 2-3 łyżki płynu, który wlej do sosu jeśli jest zbyt gęsty), dodaj do sosu, wymieszaj i dopraw.
Nałóż na talerze, posyp prażonymi orzeszkami, fetą i posiekaną natką pietruszki.


*Szybki sos pomidorowy

½ czerwonej cebuli (kostka)
2-3 ząbki czosnku (plasterki)
½ łodygi selera naciowego (plasterki)
400g pomidorów z puszki
1½-2 łyżki cukru
Oliwa z oliwek
Sól morska
Świeżo mielony pieprz

Podsmaż w rondlu na oliwie cebulę, czosnek i selera aż zmiękną. Dodaj pomidory, przypraw i gotuj 15-20 minut. Jeżeli pomidory są zbyt kwaśne dodaj cukru żeby zbalansować smak. Zmiel blenderem, żeby uzyskać gładką strukturę lub zostaw, jeżeli wolisz strukturę zróżnicowaną.

sobota, 26 września 2009

Czarne spaghetti z czosnkiem, pomidorkami czereśniowymi i kaparami (i pieczoną rybą) czyli moje ulubione danie


Wiem, wiem prezentacja na talerzu jest nieprofesjonalna, ale to moje ulubione danie, relaksujące i niezobowiązujące, jak to mówią Anglicy- comfort food. Jedząc je zapominam o piciu wina, podtrzymywaniu konwersacji przy stole, no i oczywiście na koniec oblizuję palce:)
Sami więc rozumiecie dlaczego jest go tak dużo…

Składniki na tą pastę (kluchy, makaron) mam zawsze. Są fundamentalne dla mojej „spiżarni”. Czarne spaghetti, pomidorki czereśniowe, kapary, czosnek, chilli, tymianek, pietruszka, oliwa z oliwek.
Rybę zmieniam od czasu do czasu, ale najczęściej jest to dorada lub sea bass.
Danie to pojawia się na moim stole przynajmniej raz w tygodniu i więcej już nic nie mogę powiedzieć bo zaczynam być głodny na samą myśl…

Czarne spaghetti z czosnkiem, pomidorkami czereśniowymi i kaparami
(2-3 porcje)

200g czarnego spaghetti ( z tuszem z kałamarnicy)
4 ząbki czosnku (niedbałe plastry)
1-2 gałązki tymianku
1-1.5cm czerwonego chilli (plastry)
10-12 przepołowionych pomidorków czereśniowych
2-3 łyżeczki kaparów (delikatnie odciśniętych z zalewy)
Łyżka posiekanej pietruszki
Ok.50ml oliwy z oliwek (extra virgin)
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz





Zacznij gotować makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu.
Na patelni rozgrzej połowę oliwy, dodaj czosnek, chilli i tymianek i delikatnie zmniejsz ogień. Podsmaż przez minutę (nie przypal czosnku!), żeby olej nabrał smaku przypraw. Dodaj pomidory i smaż przez ok. 5-7 minut na małym ogniu (pomidorki mają się usmażyć, ale nie stracić kształtu) a następnie wrzuć kapary i smaż przez następne 2 minuty (możesz dolać trochę oliwy). Posól i popieprz do smaku. Jeżeli makaron nie jest jeszcze gotowy zestaw z ognia.

Kiedy makaron jest gotowy odlej go i zachowaj 2 łyżki wody z gotowania. Wymieszaj makaron ze składnikami na patelni i krótko podgrzej dodając wodę z gotowania. Dopraw solą i pieprzem (jeżeli uważasz za stosowne), posyp pietruszką i podawaj.




Jeżeli chodzi przygotowanie ryby, ja lubię ją w najprostszy sposób. Sól, pieprz, zioła i czosnek.
Piekąc cała rybę (po dokładnym umyciu i osuszeniu) nacinam ją w trzech –czterech miejscach (ułatwia to równomierne pieczenie ), smaruję lekko oliwą i przyprawiam solą i pieprzem. Do „brzucha” wkładam 3-4 gałązki tymianku i 2 lekko rozgniecione i nie obrane ząbki czosnku (pycha po upieczeniuJ). Piekę pod grillem ok. 6-7 minut z każdej strony. Ma wtedy chrupką skórkę i jest soczysta.
Mała osobista wskazówka: nie obcinam górnej płetwy, ponieważ jeżeli możesz ją łatwo wyciągnąć, oznacza, że ryba jest gotowa:)

*czas pieczenia oczywiście zależy od wielkości ryby i temperatury piekarnika.