poniedziałek, 6 czerwca 2011

UFO...

…a właściwie uufff!!!oochhhhhh! Nareszcie!! Wakacje!! Co prawda tylko pozorne, bo prawie od razu muszę ruszać z pisaniem pracy końcowej, ale najważniejsze, że przez następne trzy miesiące będę mógł mieć dwa dni wolne w tygodniu :)


Na początku, jednak, chciałem się do was zwrócić z pytaniem/apelem : Czy Wy też macie problem z zamieszczaniem komentarzy na blogach? Wiem, że jest nas przynajmniej kilka osób, ponieważ mieliśmy małą konwersację na facebooku, ale chciałbym określić skalę i oczywiście rozwiązać problem. W moim wypadku dotyczy to tych, które mają okienko komentarza bezpośrednio pod komentarzami (nie wyskakujące w innym okienku) i weryfikowane hasłem obrazkowym. Wygląda to tak: po wpisaniu komentarza i weryfikacji obrazkowej system przenosi mnie na stronę logowania w bloggerze, po zalogowaniu komentarz ukazuje się jako anonimowy z kolejną prośbą o weryfikację i tak w kółko. Macie jakieś sugestie?


Pozostając w sferze euforyczno-zagadkowej chciałbym Wam polecić eksplodującą smakiem i orzeźwiającą sałatkę truskawkowo-pomidorową. Przyznaję, to nic nowego i odkrywczego, kombinacja przetestowana wiele razy, ale w wypadku tej sałatki składniki są ta dobrane, że każdy kęs to jak skok z pomostu do jeziora… Jest przyjemna słodycz, jest kwaskowate orzeźwienie i jest umami, które powoduje, że chcemy się zanurzyć, znaczy zjeść jeszcze trochę i jeszcze i jeszcze… ja dodatkowo odleciałem w kosmos! ;)

Sałatka pomidorowo-truskawkowa z wiórkami parmezanu
(4 porcje)

400g truskawek (bez szypułek)
400g pomidorków cherry
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
3 łyżki octu balsamicznego
1½ łyżki cukru
5-6 łyżek oliwy z oliwek
Garść wiórków (cienkich plasterków) parmezanu
10-12 listków bazylii

Potnij truskawki na ćwiartki a pomidorki na połówki, wrzuć do miski i przypraw solą i pieprzem. Rozpuść cukier w occie balsamicznym, dodaj oliwę i lekko wymieszaj. Polej powstałym dressingiem sałatkę, posyp wiórkami parmezanu i pociętymi „z grubsza” lub porwanymi liśćmi bazylii. Podawaj natychmiast. Soki polecam wyjadać grzanką czosnkową, mniammm.


Jest tylko jeden warunek, żeby sałatka się udała. Pomidory i truskawki muszą być dojrzałe i dobrej jakości.

wtorek, 24 maja 2011

W oparach wiosny...

Jaranga? Jaranga? – pytał Banan każdego następnego złapanego „na stopa” kierowcę, kiedy na początku lat 90-tych wybrał się w swoją pierwszą podróż do Holandii a nazwa Amsterdam jakoś opuściła jego świadomość. Dotarł tam szybko i szczęśliwie, porozumiewając się instynktownie, języki obce z tego co wiem były mu obce, ale to nie powinno dziwić, ponieważ on tylko i wyłącznie podążał według wskazówek genetycznie wbudowanego kompasu. Zawsze chodził tylko tam gdzie chciał, nigdy nie zbaczał, nawet na centymetr, ani fizycznie ani mentalnie. Za to go podziwiam i mimo dwudziestoletniej znajomości mój podziw tylko wzrasta. Pamiętam kiedy przez krótki moment byłem jego zwierzchnikiem (teoretycznie hehe) i kazałem mu zaświecić lampę przed pubem, ponieważ zaczynało się ściemniać.


On wtedy wyszedł swoim luźnym i niezależnym krokiem na schody, trzymając kubek herbaty w ręku. Zupełnie ignorując co do niego powiedziałem, rozejrzał się po niebie, westchnął… Ja w międzyczasie ponowiłem prośbę. Minuta ciszy, pociągnął wzrokiem po „ogródku”, spojrzał jeszcze raz w gwiaździste niebo z malutkim rogalem księżyca w oddali (a ja jak zahipnotyzowany razem z nim) i patrząc w dal mówi uspokajająco acz niechętnie : - Nieee, chyba niee… nie ma potrzeby… taki ładny księżyc dzisiaj…



Opadłem wewnętrznie i sam odpaliłem lampę, chociaż podążałem za jego rozumowaniem. Po co komplikować sprawy? Po co psuć nastrój pięknego wieczoru? Po co burzyć naturalny rytm?


Wiosną staram się nie wchodzić naturze w paradę, ufam jej i przyjmując postawę Banana, biorę to co daje a czasem przyprawiam odrobiną jarangi.

Sałatka z confitem ze szparagów, jajkami przepiórczymi i herbacianym łososiem
(4 porcje)

4x 120g wędzonego herbatą łososia (przepis tutaj)
2 pęczki zielonych szparagów
200g masła
8 jajek przepiórczych
Kilka rzodkiewek (plasterki)
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
Dobra oliwa z oliwek (najlepiej o delikatnym posmaku trawy)
Sok z cytryny
Kilka listków botwinki


Oczywiście confit jest tylko propozycją i możesz po prostu ugotować je w posolonej wodzie lub inny ulubiony sposób, aczkolwiek jako zwolennik techniki „confit” polecam ją- szparagi nabierają wtedy „kremowego” smaku.


Sałatka ta może być podawana zarówno na ciepło jaki i na zimno.


Przygotuj szparagi odłamując zdrewniałe końcówki. Ugotuj 5-6 szparagów na osobę a 4-6 surowych szparagów potnij obieraczką do warzyw na cienkie plasterki.


Żeby zrobić confit roztop masło, rozgrzej mocno, żeby było bliskie wrzenia, zestaw z ognia i wrzuć szparagi, postaraj się żeby zanurzyły się w całości w maśle. Odstaw na 2-3 minuty, albo do momentu kiedy będą gotowe (al dente).


Ugotuj jajka na miękko. Wrzuć jajka do gotującej się wody, przykryj przykrywką i gotuj przez 1 minutę, zdejmij z ognia, odczekaj minutę, odlej gorącą wodę i schłodź zimną wodą. Obierz i odstaw na później. Przetnij jajka na pół w ostatnim momencie przed podaniem.


Kiedy przygotujesz wszystkie składniki, podziel je między talerze, dopraw solą pieprzem oliwą z oliwek i kilkoma kroplami soku z cytryny, udekoruj listkami botwinki.


Pyszny i delikatny lunch lub podwieczorek, szczególnie z kieliszkiem dobrego białego wina a jeżeli chcesz dodać trochę więcej „treści”- dorzuć kilka gotowanych młodych ziemniaków.

sobota, 21 maja 2011

Sałatka na wiosenne imprezki

My się tutaj dziś bawimy, my chłopacy i dziewczyny… cytując wieszcza Kodyma z Apteki. Co innego nam pozostało? Dzisiaj podobno jest koniec świata. Trzeba to uczcić, imprezą! ;)) Niestety prorok chyba wcześniej był meteorologiem… w mojej strefie czasowej od dwóch godzin bez zmian- nuda w telewizji, nuda w radio a sąsiadki sadzą kwiatki przed domem- apokalipsy brak, przeszła bokiem. Mimo tego, niezrażony i tak odbyłem krótką wycieczkę do Edenu. Relację zamieszczam poniżej w formie przepisu.


Dodatkowo polecam wywiad z moją skromną osobą na portalu we-dwoje.pl

Sałatka Garden Party
(4 porcje)

150g grzybów shitake
Oliwa do smażenia
Sól morska
Świeżo mielony pieprz
300g świeżego bobu (waga bez szypułek)
1 pęczek rzodkiewki (pociętej w ćwiartki)
1 czerwona cebula (pocięta w piórka)
1 garść mieszanych świeżych ziół (koperek, kolendra, pietruszka, szczypiorek)

Dressing
2 łyżki tahini
2 łyżki białego cukru
2 łyżki oliwy z oliwek
2 cytryny (sok)

Grzyby potnij na ćwiartki. Mocno rozgrzej na patelni 2-3 łyżki oliwy, wrzuć grzyby i zmniejsz ogień na trochę większy od minimum. Przypraw solą i pieprzem, smaż przez 20-25 minut aż grzyby będą zbrązowiałe i „podsuszone” (chodzi o to żeby wydobyć z nich pyszny lekko orzechowawy smak). Przełóż na ręcznik papierowy żeby odsączyć i ostudzić.

W rondlu zagotuj wodę, posól, wrzuć bób i gotuj przez 3 minuty aż napęcznieje. Odcedź i zalej zimną wodą (zmień ją kilka razy, żeby przyspieszyć chłodzenie). Obierz bób ze skórek i odstaw na później.

Żeby zrobić dressing wymieszaj ze sobą wszystkie składniki, najlepiej używając małej trzepaczki balonowej.

Wrzuć grzyby, bób i pozostałe składniki do miski. Wymieszaj z 2-3 łyżkami dressingu i podawaj.

Najlepiej smakuje ze zgrillowanym stekiem lub pieczonym kurczakiem a jeżeli chcesz zwiększyć ilość sałatki dodaj liści różnych sałat.

Pięknie pachnie, cudnie wygląda i przepysznie smakuje!

Podziękowania za inspirację dla Michael’a z Amelie&Friends w Chichester :)

środa, 18 maja 2011

Szefoskie smaczki

Spotkaliśmy się z chłopakami po fachu na kawie. Co myślicie o szynce ze świń karmionych żołędziami? Dobra, ale trochę za mocno rozpływa się w ustach- mówi jeden- mi to akurat pasuje- mówi drugi. – Dziki czosnek? – Uwielbiam. - Nigdy dosyć! – Robiliście kiedyś niesłodką bezę? itd., itp.


Bardzo lubię ten szefoski mikrokosmos. Wspólne rozmowy o technikach, składnikach, żarty, zwierzenia i wszechobecne poczucie wspólnoty. Wspólnoty w trudzie, ale trudzie widzianym jako integralna część zawodu, którą trzeba zaakceptować i polubić a kiedy da w kość, po prostu go krótko podsumować (najczęściej niecenzuralnym słowem, lub kilkoma) i gładko przejść do dalszej części konwersacji. No właśnie, przechodząc dalej… Jeden z moich znajomych dostał pracę w Kai Mayfair i chwaląc się mówi: - Wiesz, super! Naprawdę się cieszę! Pracuję na pół etatu, tylko cztery dni w tygodniu, dobre godziny 8-22, robię co lubię, zaczynam odżywać… - Fajnie - mówię- pół etatu, TYLKO czterdzieści osiem godzin, luz – Spojrzeliśmy na siebie i roześmialiśmy w tym samym momencie. –Ale jedzenie, jest bajkowe- dodał z zachwytem i powagą w głosie. To ostatnie zdanie jest kwintesencją esencji podejścia do tego zawodu…


Wbrew wstępowi, nie przygotowuję Was na trudy wielogodzinnego gotowania. Przeciwnie, dzisiaj będzie szybko i pysznie. Trochę kwintesencjonalno-esencjonalnie;)

Pesto z czosnku niedźwiedziego

(4 porcje)
2 filety anchois/ anchovy
50g liści czosnku niedźwiedziego
1 żółtko z jajka ugotowanego na twardo
1 łyżka starkowanego parmezanu
100ml oliwy z oliwek
2 łyżeczki czerwonego octu winnego

Wrzuć wszystkie składniki do blendera i zmiksuj na gładką masę. Przykyj folią i przechowuj w lodówce nie dłużej niż 5 dni.
Doskonale pasuje do grilowanej piersi z kurczaka z sałatką i ziemniakami.


*Autor przepisu: Gordon Ramsay

wtorek, 10 maja 2011

Tajska sałatka na powrót

Teraz mnie widać…a teraz mnie nie widać…chciałoby się powiedzieć. Zniknąłem nagle i bez ostrzeżenia, a tak naprawdę przeniosłem się do innego wymiaru. Tego realnego, mogę nawet przedstawić na to świadków he!he! a przy okazji przypomina mi to pewną sytuację z wycieczki szkolnej do Trójmiasta …


Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć jaki jest cel wycieczek szkolnych (oczywiście z punktu widzenia 16-17 latka a jeszcze bardziej z punktu widzenia trzydziestu nastolatków). Wiadomo, że chodzi o zwiedzanie, poszerzanie wiedzy i godne reprezentowanie szkoły. Taaaa. A po powrocie do hotelu oddanie hołdu młodości i wolności :)


Gwoli wyjaśnienia, było to dawno, kiedy jeszcze respektowało się zdanie starszych a w naginaniu i nie przeginaniu zasad znajdowało się frajdę, my byliśmy mistrzami balansu na krawędzi. Trochę jak rabusie-dżentelmeni w filmach, którzy robią to czego nie powinni a i tak widzowie są po ich stronie. Pełny szacunek do przeciwnika.


Nie czas jednak na takie dywagacje i wspominki. Mówiąc krótko, zrobiliśmy imprezę, obficie zakrapianą i wybierając się w środku nocy na plażę, wyszliśmy „najciszej” jak się dało na korytarz. Ktoś rzucił hasło: uwaga! idzie! i zaczęliśmy panicznie chować się gdzie się dało. Ja sprytnie schowałem się za okienną zasłoną. Bardzo byłem dumny z szybko znalezionej kryjówki. Niestety sięgała mi tylko do kolan… Alarm okazał się fałszywy, ale w związku z moim doskonałym kamuflażem o mało nie obudziliśmy czy raczej nie wywołaliśmy śmiechem wychowawczyni z pokoju…

Także wychodzę z kryjówki i dzielę się super sałatką!

Tajska sałatka ze stekiem i pieczonym ryżem

(2-4 porcje)
2x200g steki wołowe
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz
Olej do smażenia
2 łyżki gęstego, słodkiego sosu sojowego (ketjap manis)

2 garści kiełków fasoli
Garść liści mięty, pocięte z grubsza
Garść liści kolendry, pocięte z grubsza (łodygi i korzonki będą potrzebne do dressingu)
2 dymki/ gruby szczypior
1 szalotka bardzo cienko pocięta w krążki
1 ostra papryczka birds eye chilli, bez pestek, pocięta w plastry
4 duże liście kapusty

Pieczony ryż
100g ryżu jaśminowego
1 łyżka soli morskiej

Nam jim dressing
2 długie, czerwone papryczki chilli
5 łodyg kolendry (najlepiej z korzonkiem)
2 ząbki czosnku, drobno pociętego
2.5cm obranego imbiru, drobno pociętego
3 łyżki sosu rybnego (fish sauce)
3 łyżki soku z limonki
1 czubata łyżka cukru palmowego

Zacznij od zrobienia pieczonego ryżu. Rozgrzej piekarnik do 200ºC. Wysyp ryż na blasze do pieczenia i piecz przez 10-15 minut lub aż będzie złoto-brązowy. Wymieszaj ryż kilka razy w trakcie pieczenia. Wysyp do miski i ostudź a następnie dodaj sól i zmiel używając młynka lub moździerza. Postaraj się uzyskać jak najdrobniejszy puder. Przesiej przez sitko przykryj folią plastikową i przechowuj w suchym miejscu.

Żeby zrobić nam jim dressing zmiel wszystkie składniki blenderem na gładką masę.

Przypraw steki solą i pieprzem, posmaruj olejem i smaż na rozgrzanej patelni lub grilu aż będą średniowysmażone (najlepiej, ale zrób jakie lubisz). Zdejmij z patelni posmaruj sosem sojowym i odstaw na kilka minut.

Zrób sałatkę mieszając połowę kiełków z miętą, kolendrą, szczypiorem, szalotką i chilli. Szczodrze polej dressingiem nam jim i wymieszaj. Potnij steki w plastry i dodaj do sałatki, wymieszaj.

Potnij liście kapusty w “trójkąty” i ułóż jeden na drugim żeby utworzyły “miseczki”. Nałóż pozostałe kiełki dzieląc pomiędzy miseczki, dodaj sałatkę i posyp pieczonym ryżem. Smacznego!

wtorek, 12 kwietnia 2011

Giorgio Locatelli + Parma Ham + Parmigiano-Reggiano = ?

Jak już niektórzy z Was wiedzą, ponieważ nie wytrzymałem i pochwaliłem się tym na facebooku, parę tygodni temu brałem udział w warsztatach z Giorgio Locatelli. Tak naprawdę, były to warsztaty zorganizowane przez Chef Privilege Club, w ramach akcji Discover the Origin mającej na celu zwiększenie świadomości marek spod znaku PDO (Protected Designation of Origin) czyli produktów regionalnych chronionych prawem a Giorgio Locatelli był gwiazdą/gościem londyńskiej edycji.


Akcja obejmuje pięć produktów regionalnych: wina burgundzkie, wina z regionu Douro, Porto, szynkę parmeńską i ser Parmigiano-Reggiano, ale w wypadku naszego spotkania chodziło o dwa ostatnie. W spotkaniu wzięło udział około trzydziestu szefów i restauratorów. Po powitalnej kawie i lekkim przełamaniu lodów zaprezentowano nam historię i skrócony sposób wytwarzania szynki parmeńskiej i sera Parmigiano-Reggiano. W międzyczasie pojawił się, pełen zaraźliwej energii, Giorgio Locatelli. Lekko zawstydzony oklaskami, poprosił o nie traktowanie go w ten sposób i w kącie sali, po cichu zaczął „obrabiać” dwie szynki.


W trakcie prezentacji Parmigiano-Reggiano spróbowaliśmy trzech rodzajów tego sera: 18, 22 i 30-sto miesięcznego (minimalne okresy dojrzewania). Osiemnasto- miesięczny wydawał się łatwy do współpracy, mleczny z nutami traw, warzyw, kwiatów i owoców. Dwudziestodwu- miesięczny miał wyraźniejszy charakter z nutami cytrusowymi i suszonych owoców, był zbalansowany i łagodny a jednocześnie pełen smaku. Trzydziesto- miesięczny był mocny w smaku o wyraźnych nutach suszonych owoców i kruchy w dotyku.


Następnie zaczęliśmy degustację szynki parmeńskiej, mieliśmy szesnasto-miesięczną i dwudziestocztero-miesięczną. Młodsza była typowo słodko-słona i rozpływająca się w ustach a starsza? … od razu było czuć różnicę, stało za nią doświadczenie, charakter i głębia smaku, uderzała we wszystkie właściwe nuty ;) Najpierw próbowaliśmy szynek pokrojonych przy pomocy maszyny a potem tych, które Giorgio pokroił nam własnoręcznie nożem i jak nietrudno się domyślić różnica była znaczna (przynajmniej dla mnie). Krojona maszyną to jak słuchanie muzyki w radio a krojona ręcznie to jak bycie pod sceną na koncercie ;)


Moment kulminacyjny nastąpił kiedy Giorgio Locatelli (ze swoim współpracownikiem) przygotował nam dwa dania: Saltimboccę z cielęciny z zapiekanką z oberżyny i sosem z kurek (saltimbocca di vitello e parmigiana di melanzane e finerli) i deser- parfait parmezanowy. Saltimobocca to klasyka, ale podobał mi się sposób w jaki ją przygotował, natomiast parfait wysadził moje kubki smakowe w kosmos, dlatego… już pewnie domyślacie się co dzisiaj będzie hehe
Całe spotkanie zakończyło się pysznym obiadem okraszonym dobrymi winami z douro i burgundii. Świetne warsztaty, bardzo inspirujące, czekam na więcej takich zaproszeń :)


Parfait parmezanowy z suszoną szynką parmeńską

3g listków żelatyny
567g tłustego mleka
172g śmietanki 36%
42g mleka w proszku
137g dextrozy (lub ew. białego cukru)
150g startego parmezanu
50g białego cukru
26g cukru inwertowanego lub miodu
6g gumy xantanowej
Suszona Szynka Parmeńska
16 cienkich plastrów szynki pociętych w prostokąty 4cm x 5cm
Cukier puder
Parfait/lody

Połam listki żelatyny i zalej kilkoma łyżkami zimnej wody. Wlej mleko i śmietankę do rondla, wsyp mleko w proszku i dextrozę. Wymieszaj dokładnie wszystko przy pomocy miksera lub blendera, dodaj parmezan i na małym ogniu ogrzej do 40ºC. Wmieszaj cukry i gumę xantanową i podgrzej do 85ºC, następnie zdejmij z ognia, dodaj odsączoną żelatynę i zmiksuj aż żelatyna się rozpuści. Przelej do innego naczynia żeby przyspieszyć schłodzenie. Jeżeli masz maszynkę do lodów wlej miksturę do maszynki i postępuj jak z innymi lodami, jeżeli nie- wstaw do lodówki na minimum 6 godzin a następnie „ubij” mikserem/blenderem i wylej na tacę, mając na uwadze, żeby parfait miał ½ cm grubości. Przykryj i wstaw do zamrażalnika na 12 godzin. Wyjmij i potnij ciepłym nożem na prostokąty wielkości 4cm x 5cm.

Ułóż papier do pieczenia na blasze. Posyp szynkę cukrem pudrem z obu stron i ułóż na papierze, przykryj drugim kawałkiem papieru i obciąż inną blachą. Wstaw do rozgrzanego do 100ºC piekarnika i piecz przy uchylonych drzwiczkach przez min. godzinę, aż szynka będzie wysuszona i chrupka.

Podawaj parfait „zamknięty” w dwóch kawałkach chrupkiej szynki.

piątek, 8 kwietnia 2011

Perłowe arancini, gremolata i jajko bez koszulki

Kwiecień zaczął się chaotycznie i pracowicie. Przez ostatnich kilka dni pisałem prace zaliczeniowe i propozycję pracy końcowej, niestety terminy zbiegły się w czasie i skończyło się jak zawsze…na pewno wiecie jak ;) Stworzyłem trzy dzieła, jedno o żywności spod znaku Fairtrade, drugie o żywności modyfikowanej genetycznie a w trzecim oceniliśmy z kolegą pod względem zarządzania strategicznego, jedną z największych sieci pubów w Wielkiej Brytanii, ale nie zamierzam Was tym nudzić. Wystarczy, że mój mózg jeszcze wczoraj był bliski eksplozji :)


Nic nie relaksuje mnie bardziej niż szperanie po półkach z płytami a tak naprawdę to późniejsze odsłuchiwanie znalezisk. W ramach terapii poegzaminowej odwiedziłem parę ulubionych sklepów i wszystko powoli wraca do normy. Najbardziej lubię małe, niezależne sklepiki z używanymi i niskonakładowymi płytami. Tam często kupuję rzeczy mało znane, eksperymentuję z gatunkami a jako kryterium wyboru, bardzo często, poza gatunkiem jest okładka lub nazwa i muszę powiedzieć, że odsetek niewypałów mam naprawdę niski ;) Uwielbiam te sklepy, ponieważ zawsze grają w nich dobrą muzę, nikt nie próbuje mi nic sprzedać a ja poszerzam swoje muzyczne horyzonty nie tracąc fortuny!


Inspiracją dla mojego dzisiejszego dania były arancini czyli kotleciki z ryżu, które często przygotowywane są resztek risotto a u mnie z kaszotto.

Perłowe arancini, gremolata i jajko bez koszulki
(2-4 porcje)

1 szalotka (drobno posiekana)
1 ząbek czosnku (drobno posiekany)
150g kaszy perłowej
1 litr bulionu warzywnego
50g startego parmezanu
Zestaw do panierowania (mąka, jajko, bułka tarta)
Olej do smażenia
Masło
Sól morska
Świeżo zmielony pieprz

Moja a la Gremolata
Pęczek pietruszki (tylko liście)
1-2 szalotki
Sól morska
Skórka starta z 1 cytryny
Oliwa z oliwek
Odrobina sera feta (opcja)

4 żółtka

Rozgrzej 2 łyżki oliwy w rondlu, wrzuć szalotkę i czosnek, podsmaż minutę. Wsyp kaszę i wlej bulion, doprowadź do wrzenia i gotuj przez 30-40 minut na wolnym ogniu, aż większość płynu odparuje (jeżeli będzie za suche dolej wody lub bulionu). Dodaj parmezan i wymieszaj, dopraw do smaku. Wyłóż kaszotto na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i ostudź a następnie uformuj małe kotleciki (powinno wyjść około 12).

Panieruj w mące, jajku i bułce tartej, smaż z obu stron na średnio rozgrzanym oleju z odrobiną masła aż zbrąowieją (bąbelki, które powstają po rozgrzaniu masła pozwolą usmażyć i nadać złotego koloru bokom kotlecików).

Żeby zrobić gremolatę potnij szalotkę w bardzo cienkie plasterki i wymieszaj z listkami pietruszki, skórką cytrynową, odrobiną oliwy i skruszoną fetą.

W międzyczasie zagotuj wodę w garnku (nie może gotować się gwałtownie !!), delikatnie wrzuć do niej żółtka uważając, żeby się nie stykały i gotuj przez minutę lub półtorej.

Ułóż wszystkie składniki dania na talerzu i rozkoszuj się prostotą tego dania, używając lejącego się żółtka jako sosu/dipu do kotlecików…